Autor Wątek: Zimowe szkolenia z COS Betlejemka.  (Przeczytany 4071 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline ciuh

Zimowe szkolenia z COS Betlejemka.
« dnia: Marzec 10, 2014, 20:27:41 »
Już od dłuższego czasu zastanawiałem się jak rozpocząć swoją zimową przygodę z górami. Na przełomie roku wyjechałem w Bieszczady (relacja już niebawem) aby przetestować ubrania i sprawdzić czy wszystko mam. Teraz przyszedł czas na góry wyższe a co za tym idzie wymagające odpowiedniego sprzętu (raki, czekan itp.). Bałem się rozpocząć przygodę z kimś poznanym w necie na zasadzie dołączenia do grupy (nigdy nie wiadomo czy osoby z grupy będą wiedziały więcej o zagrożeniach niż ja lub czy zachowują się rozważnie w górach) więc postanowiłem, że zapiszę się na zimowy kur turystyki zimowej a tuż po nim na kurs lawinowy. Teraz pozostało mi jedynie wyszukać odpowiedni ośrodek szkoleniowy. Terminy kursów, ceny, szukanie opinii aż wybór padł na COS Betlejemka.

Początek okazał się sporym chaosem gdyż nie bardzo mogłem uzyskać informację czy kurs faktycznie się odbędzie i co z noclegami. Było to dla mnie ważne gdyż jadąc z Poznania musiałem zaplanować podróż tak aby w Zakopanem być dzień przed oficjalnym rozpoczęciem szkolenia. Jak zapewne wiecie Betlejemka jest jeszcze zamknięta a na czas kursów noclegi przewidziano w schronisku Murowaniec. Kurs rozpoczynał się w sobotę a wiadomość e-mail dotyczącą rozpoczęcia kursu oraz noclegów dostałem w środę wieczorem. Okazało się, że noc przed kursem możemy spędzić w Murzasichlu co okazało się strzałem w dziesiątkę gdyż część z nas zdążyła się zintegrować.

 

 Zimowy Kurs Turystyki Wysokogórskiej


W sobotę o 9 miał się ktoś do nas zgłosić i poinformować o szczegółach dotyczących kursu. Po lekkim opóźnieniu zabrano nasze plecaki a my na lekko poszliśmy czarnym szlakiem z Brzezin do schroniska Murowaniec. Pod schroniskiem czekały nasze bagaże, zdążyliśmy się zakwaterować i przepakować w mniejsze plecaki i ruszyliśmy do Betlejemki aby oficjalnie rozpocząć szkolenie. Okazało się że na turnusie jest łącznie 24 osoby a my zostaliśmy podzieleni w mniejsze 6-osobowe zespoły. Naszym instruktorem został Marek Pokszan instruktor PZA oraz przewodnik wysokogórski PSPW (UIAGM/IVBV/IFMGA). Grupa umiejętnościami była mocno zróżnicowana, część osób wspinała się wcześniej w panelu, część w skałach, część chodziła tylko po górach latem. Z perspektywy czasu oceniam, że w niczym takie zróżnicowanie nie przeszkadzało a nawet pomagało bo wiedzą dzielił się z nami instruktor a my między sobą też wymienialiśmy wiele uwag. Oczywiście morale grupy rośnie jeśli są w niej kobiety i tak też było tym razem;) Ponieważ meldunek, przepakowanie, wydawanie sprzętu kursantom (raki, czekany, sondy, detektory, kaski, HMS, uprzęże, ekspres) ogólny chaos dłużył się niemiłosiernie pierwszego dnia udało nam się w zasadzie przećwiczyć jedynie upadki, hamowanie czekanem w różnych pozycjach. Jak się później okazało długa praktyka hamowania bardzo się przydała gdyż w trakcie kolejnych dni kilkakrotnie ktoś osunął się na zboczu i prawidłowo wykonał hamowanie. Powrót do schroniska zaplanowany był na godzinę 17 następnie czas na obiad a na godzinę 19 odbywały się wykłady i trwały do godziny 21. Pierwszego dnia wykład dotyczył głównie dobioru odpowiedniej odzieży na wyjście w góry w warunkach zimowych.

Hamowanie czekanem na różne sposoby.

Kolejny dzień, chmury wiszą nisko a my ok. godziny 9 ruszamy w okolice Zielonego Stawu. Tu zakładamy po raz pierwszy raki, uczymy się chodzić po zboczu w rakach i z czekanem. Dodatkowo ćwiczymy hamowanie czekanem w momencie kiedy jesteśmy  powiązani liną w zespole trzy osobowym. Kolejnym elementem naszej nauki jest zakładanie stanowisk asekuracyjnych z czekana oraz grzyba śnieżnego. Mając jeszcze czas w zapasie trawersujemy zbocze zakładając punkty asekuracyjne w zespole sześcioosobowym by następnie zebrać je udać się w kierunku schroniska. Drugiego dnia wykład dotyczył lawin. Tu mogę powiedzieć, że dwu godzinny wykład mija się z celem gdyż zagadnienie lawin jest tak obszerne, że w ciągu tak krótkiego czasu można jedynie liznąć temat (miałem tego świadomość i przed wyjazdem przeczytałem najnowszą pozycję „Lawiny.” Poradnik dla narciarzy i turystów.) Prowadzący zaznaczył iż ma świadomość ledwie dotknięcia tematu i zachęcał do udziału w szkoleniu dedykowanym lawinowym.


Zakładamy raki po raz pierwszy.

Poruszanie z asekuracją.

Śnieżny grzyb.

Asekuracja z czekana.

Trzeciego dnia zapowiadała się piękna pogoda, więc przyszedł czas na wycieczkę wysokogórską na wierzchołek taternicki Świnicy. Wyruszamy ok. godziny 8. Warunki świetne, na podejściu miałem wrażenie, że jest +20 st.C. W trakcie podejścia instruktor pokazywał wydeptane szlaki zimowe, mówił o błędach jakie popełnili turyści i którędy powinno się prowadzić bezpieczną drogę. Powtarzał wielokrotnie to, że fakt wydeptanych śladów nie oznacza, że jest tam bezpiecznie i zawsze kazał samodzielnie osądzić przebieg podejścia. Przed szczytem zakładamy sobie punkty asekuracyjne a wracając ćwiczymy asekurację z wykorzystaniem deadmana. Szybki obiad i śmigamy na wykład. Tego dnia dowiadujemy się o biwakowaniu zimą i zagrożeniach z tym związanymi.







Ostatni dzień naszego kursu przeznaczamy na zapoznanie się z niewielkim lodospadem w okolicach Zmarzłego Stawu, używaniu śrub lodowych oraz zakładania punktów asekuracyjnych w lodzie. Wspinamy się w lodzie co sprawia wszystkim wielką frajdę. Pod koniec dnia na szybko kopiemy „zalążek” jamy śnieżnej a więcej czasu poświęcamy na ponowną asekurację z grzyba i pokazy co należy zrobić aby zabrać ze sobą cały sprzęt po różnych rodzajach asekuracji. Zajęcia kończymy ok. 16. Podziękowania wręczenie pamiątkowych dyplomów ukończenia szkolenia i większość schodzi do Zakopanego.

Śruby lodowe.




 

Ja już wcześniej postanowiłem, że zostanę dodatkowo na kursie profilaktyki lawinowej i nawigacji tak aby uzupełnić swoją wiedzę. Jak się okazało kolejnego dnia szkolenie będzie miało charakter indywidualny gdyż tylko ja zapisałem się na kurs w tym terminie. Moim instruktorem ponownie okazał się Marek Pokszan;) Pierwszego dnia ćwiczyliśmy szukanie osób pod śniegiem, różnych technik poszukiwania. Dużo czasu spędziliśmy na badaniu profili śniegowych oraz analizy ukształtowania terenu pod kątem występowania lawin. Ta część była bardzo interesująca i dowiedziałem się które miejsca są narażone bardziej a które mniej na występowanie lawin. Przemierzając okolice Czarnego Stawu długo rozmawialiśmy na temat optymalnych dróg wejścia na poszczególne szczyty. Powrót standardowo ok.16 krótka przerwa i o godzinie 19 wykład dotyczący lawin.

Drugiego dnia rozpoczęliśmy zajęcia wcześniej o 8 w Betlejemce. Zaplanowaliśmy trasę by następnie za pomocą busoli i mapy odbyć ją zgodnie z wcześniej wytyczoną trasą. Miałem też okazję korzystać podczas ćwiczeń z rakiet śnieżnych których nigdy wcześniej nie miałem na nogach. Ćwiczenia bardzo ciekawe i potrzebne w terenie. Zajęcia trwały do godziny 15.

Podsumowując te dwa kursy czy warto wziąć w nich udział? Moim zdaniem tak. Oba szkolenia są drogie (łączny koszt 1040zł (700+340), do tego trzeba doliczyć nocleg w schronisku lub Betlejemce (jak już będzie oddana do użytku), obiady (ja gotowałem przed schroniskiem na swojej kuchence i miałem obiad w przyzwoitej cenie:P). Przed Kursem znałem już kilka węzłów, zapoznałem się z jedną pozycją dotyczącą lawin, obejrzałem mnóstwo filmików na YT o poruszaniu się w rakach i z czekanem, sprzęt miałem swój (oprócz detektora) a jednak dowiedziałem się bardzo dużo. Szczególnie jestem zadowolony z tego, że omawialiśmy trasy wejść na poszczególne szczyty, Marek pokazywał przetarte szlaki i mówił jakie błędy ludzie popełnili i kazał zapamiętać, że w górach własny osąd jest najważniejszy. Dodatkowe opowieści z jego wycieczek w góry wyższe to wszystko składa się na to, że jestem zadowolony z udziału pomimo panującego na początku chaosu organizacyjnego. Poznałem sporo osób, mamy kontakt do siebie, każdy deklaruje chęć wyjazdu w góry… Żadne zajęcia nie były prowadzone w kociołku wstydu a prowadzący szukał ciekawych miejsc na nasze ćwiczenia. Polecam udział w takim kursie osobom zaczynającym swoją przygodę z zimowymi górami (niekoniecznie w COS Betlejemska, jest spora konkurencja ale pamiętajcie, żeby przed rozpoczęciem kursu zweryfikować kto będzie waszym instruktorem i czy ma uprawnienia do tego).

Aby wziąć udział w kursie nie trzeba umieć się wspinać, nie trzeba mieć swojego sprzętu swojego jedynie buty przystosowane do raków i odpowiednią odzież.

Zdążyłem jeszcze na szybką wycieczkę wyskoczyć.


Offline chmurek



  • Pomógł: 13

    • Status GG
Odp: Zimowe szkolenia z COS Betlejemka.
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 12, 2014, 22:36:15 »
Ehhh , przypomniales mi stare dobre czasy   ;)  Do dzis pamietam jak stanowisko z grzyba padlo przy moim zjezdzie , a ja na szczescie zatrzymalem sie na poleczce ponizej nie lecac do podstawy stoku  . Moze Sw,. Piotra bym nie wital , ale poobijalbym sie niezle .