Autor Wątek: Tatry przed emeryturą  (Przeczytany 13725 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline PRS

Tatry przed emeryturą
« dnia: Lipiec 16, 2012, 23:05:41 »
W ubiegły czwartek zerwałem się z łańcucha* i wyskoczyłem na jeden dzień w Tatry. Moim celem był Giewont czyli nr 3 na liście najbardziej obleganych gór w rankingu obciachu.



Na dalszą część relacji PRS zapraszamy na portal:
Tatry przed emeryturą


Offline andy

  • tato


  • Pomógł: 65
  • pieniądze nie dają szczęścia, krowy nie dają sera

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #1 dnia: Lipiec 16, 2012, 23:36:06 »
Panoramy, panoramiksy, czipsy, bułka, kiełbacha
no to po panoramiksie musiało być już dobrze ;D
_________________
dopóki nie skorzystałem z internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów /stanisław lem/

niektórzy ludzie mogliby się zabić, skacząc z poziomu swojego ego na poziom swojego IQ

Life is short. Relax ;) Smile and laugh as much as possible ;D

Offline Yatzek

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #2 dnia: Lipiec 16, 2012, 23:45:09 »
No brachu, toś odwalił lekturę obowiązkową, choć w duchu Krupówek, powinieneś to zrobić w sandałach, mokasynach lub przynajmniej w adidaskach.  ;D

Nie myślałem, że taką relację przeczytam na odorze, ale popełniłeś ją z pewnym dystansem do siebie i swego osiągnięcia, więc zaliczamy.  8)
Wędrówką życie jest człowieka...

Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #3 dnia: Lipiec 16, 2012, 23:49:24 »
Dobrze to było temu ziomkowi z KL dzień później - aż śmigło przyleciało  ;D

* Zerwać się z łańcucha - Żonie powiedzieć, że jedzie się do Mamusi, a Mamie, że wraca do Żony
* Lód - vel Lodziarz - członek (kiedyś) subkultury lubelskiej, prawie jak dresiarz

Offline BroJarek



  • Pomógł: 39
  • chłoporobotnik

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #4 dnia: Lipiec 17, 2012, 09:49:47 »
W żlebie [...] zlutowałem batona.

Najpierw w tojtoju, potem w zlebie, nono ;D A w sumie kto bogatemu zabroni dwa razy dziennie!
Fajnie Panie, że przełamałes się. Ja jeszcze na Krzyżackim Wierchu nie byłem. Ja przejdę juz acaluskie Tarty tam i nazad to wtedy wlezę na Giewont - taka wisienka na torcie ;)

Offline ina

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #5 dnia: Lipiec 19, 2012, 02:13:32 »
Nie myślałem, że taką relację przeczytam na odorze, ale popełniłeś ją z pewnym dystansem do siebie i swego osiągnięcia, więc zaliczamy.  8)

A niby czemu nie? Wycieczka jak każda inna. A czasowo zajmująca. Choć osobiście, zamiast schodzić z Kaspro zielonym bym zeszła z Liliowej trawersując Beskid :D
Mam małe cycki, ale duże jaja.

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy cię zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla

Offline Ivan

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #6 dnia: Lipiec 19, 2012, 09:15:34 »
* Lód - vel Lodziarz - członek (kiedyś) subkultury lubelskiej, prawie jak dresiarz
O wypraszam sobie! Lodziarstwo powstało na kanwie kieleckich scyzoryków, a nie w Lublinie ;)
Wycieczka fajna, też się niedługo muszę na taką wybrać i zobaczyć czy kolano mi w górach działa, czyliż też nie działa :P

Offline Piotrek



  • Pomógł: 79

    • Galerjanki
Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #7 dnia: Lipiec 19, 2012, 12:40:15 »
Na Gejwonta styknie iść wczas rano i nawet przy drut-pogodzie tłoku nie ma. A jakby iść Strążyską, to jako gratis mamy jeszcze samotne półgodziny przy siklaweńce.

PS. Byłem na tym szczycie kilka tygodni temu i spotkałem gościa z tak wielkim ptakiem, jakiego kiedyś widziałem tylko u polskich żużlowców. Bardzo się spłonił, kiedy mu powiedziałem, że ma wielkiego ptaka.

Offline Koshal

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #8 dnia: Lipiec 19, 2012, 22:00:40 »
PS. Byłem na tym szczycie kilka tygodni temu i spotkałem gościa z tak wielkim ptakiem, jakiego kiedyś widziałem tylko u polskich żużlowców. Bardzo się spłonił, kiedy mu powiedziałem, że ma wielkiego ptaka.

eee.. ? nie kapuję :)
"Przyszłość Nie Jest Nam Do Niczego Potrzebna - Powiedział Mędrzec
W Chwili Obecnej Mamy Wszystko, Czego Nam Potrzeba"

Offline Piotrek



  • Pomógł: 79

    • Galerjanki
Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #9 dnia: Lipiec 30, 2012, 08:16:54 »
To nie są tak gęste na tym forum wspominki, gościu miał na koszulce orła wielkości orła.  ;D

Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #10 dnia: Lipiec 09, 2013, 00:35:10 »
[2013] Dolina Białej Wody - Mała Wysoka - Dolina Wielicka oraz mleczny niedzielny deser



W tym roku data zerwania się z łańcucha zbiegła się ze zlotem na Gorcu. Musiałem coś wybrać (Gorce lub Tatry) więc zgodnie z zasadą ,,raz a dobrze" uderzyłem w Tatry Wysokie Słowackie.
 Doliną Białej Wody http://pl.wikipedia.org/wiki/Dolina_Bia%C5%82ej_Wody zawsze chciałem powędrować. Na starej mapie siedemdziesiątce piątce  (Tatry i Podhale - ta z ,,góralami" na okładce) zaznaczony był długi niebieski szlak od Łysej Polany aż do Tatrzańskej Łomnicy, a połączenie z zielonym ,,Wielickim" w rejonie Polskiego Grzebienia słabo widoczne. Dlatego zawsze traktowałem ten szlak jako długi, ponad dziesięciogodzinny trip bez szczytowania z jednym schroniskiem po drodze. Jakoś nigdy nikt się na niego nie pisał, w czerwcu-lipcu były inne wyjazdy, sesje, prace, praktyki, festiwale jednym słowem najebka. We wrześniu czy październiku dzień wydawał się przykrótki na zrobienie tej trasy. I tak minęło 20 lat...  ;)
Aż zakupiłem mapę Wydawnictwa Sygnatura i rozjaśniło mi sie w głowie  :)
Nie trzeba śmigać do Tatrzańskiej, można zejść Doliną Wielicką do Śląskiego Domu i dalej do ,,elektriczki".



Taki rozpościera się widok z tej uznawanej za najpiękniejszą dolinę tatrzańską

Będę musiał kiedyś sprawdzić bo ja widziałem tylko to...


Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #11 dnia: Lipiec 09, 2013, 18:04:25 »
Plan był jak zwykle..., nie nie był prosty - był ambitny. Przebić się Białą Wodą i Wielicką do elektriczki, podjechać do Smokowca i ruszyć jeszcze w kierunku Zamkowskiego albo nawet Terychowej chatki by następnego dnia przez Czerwoną Ławkę, Zbójnickie i Rohatkę wrócić do Białej Wody i wieczorem na Łysą Polanę. Zakupując Bilet Podróżnika powierzyłem swój los PKP i udałem się na pociąg o seksistowskiej nazwie Nosal  ;)  By nie jechać nazad do Wawy Małżowinka zgodziła się (łaskawie) podrzucić mnie do Pilawy - zawsze to lepiej posadzić pupę w wakacyjnym Pekapie o północy niż o 2230 (a z dojazdem KM to nawet i 21szej). Kupiona z wyprzedzeniem miejscówka (za 0 złotych ale kupiona) gwarantowała mi miejsce przy oknie. Przedział okazał się zaludniony przez ludzia sztuk jeden, a dokładnie ludzicę +/- 2 m wzrostu. Młoda osoba jechała do Zakopca na... rekolekcje. To zamknęło temat i założyłem słuchawki  ;) . Młoda ludzica zasnęła szybko (wcześniej mnie informując, że w zasadzie to nie podróżuje PKP, a już sama to pierwszy raz etc. ) nie pomna tego, że pociąg co prawda nie jedzie przez warkę ale zaraz za Pionkami mamy Radom i Skarżysko (Warka-Radom-Skarżysko --> kradną wszystko jak mawia stare bułgarskie przysłowie ludowe). Więc ona kimała z jednej strony przedziału a ja czujnie drzemałem po drugiej.
Żarło dobrze - w Krk tylko 30 minut opóźnienia.
Żarło dobrze ale zdechło.
Ambitne plany jak prawie zawsze przestawiła na inny tor PKP. Nie piszę wykoleiła bo już większe ,,dramaty" obskakiwałem. Więc za Chabówką ch... strzelił przewody. TE przewody. Nie wiem czy ,,samo"  ;) zerwało, czy ktoś się nie bał... Zresztą nikt nie wiedział a przede wszystkim nikt z PKP. Suma sumarum w Chabówce nastąpił zlot składów wakacyjnych z całej IV RP, ja odespałem Radom i zamiast po ósmej z Zako byłem przed południem.



https://picasaweb.google.com/117860912412952531553/TartryLipiec2013#5898619996589853634

Zakupiłem ojro w kantorze przy rondzie (4,35 zł za ojro) i zaatakowałem placyk przed Flisem
Busik na Łysą kosztował dychę. Gdy dojeżdżał spadały pierwsze krople deszczu. Na przystanku dokonałem przebiórki z szortów na spodnie przeciwdeszczowe, nawlekłem na giry pierwszy raz krótkie stuptuty z Deca, a softa zamieniłem na ceratę. Pod daszkiem schronił się jeszcze jeden turysta i zgadaliśmy się, że idzie w tą samą stronę. Powiedział, że jeszcze zrobi sklep po słowackiej stronie i mnie dogoni.
Dokładnie po 10 m od skrętu w dolinę z asfaltu lunęło. Po 50 m wiedziałem, że pranie, pierwsze, ręczne, delikatne pranie zamieniło mi spodnie z ,,nie" na ,,tak" przemakalne. Po 200 m cerata zapociła mi bandzioch, klatę i jaja. Oczywiście krótkie, zamszowe La Sportivy także przemokły. W netopisach, przewodnikach coś czytałem o wiatkach ustawionych co pińcet metrów więc naginałem do przodu. Niestety w pierwszej części szlaku wzdłuż Białki wiaty nie ma. Gdy dopadłem do najbliższej deszcz właśnie przestawał. Na dzień dobry byłem opóźniony, przemoczony i wqrwiony bo nie zakupiłem browara. I do tego żadnych widoków  ;D
Ale potocek był

https://picasaweb.google.com/lh/photo/gB91fZLWh2yQr8z3Iw15-dMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink


https://picasaweb.google.com/lh/photo/AtILQ4D_XmY5Z5ScU1_2GdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink

Deszcz czasami padał, czasami nie padał a czasami lał. Nie pozwoliło to na schowanie ceraty więc mikroklimat pod warstwą tekstyliów został zzachowany. Trochę się oglądałem czy ,,koleś" mnie dogania, trochę zapierd....m bo może był trochę wcześniej, a trochę myślałem, że zrezygnował i pojechał autobusem.
 Gdzieś w połowie drogi między polaną Biała Woda a Polaną pod Wysoką wodowałem pod kolejną wiatką. Pod daszkiem kolejną zlewę przeczekiwała para ziomali z KSMu. Co prawda się nie znaliśmy bo Ona (Ewa) chodziła do dwójki a ja do dwacztery ale co tam - czekoladę zawsze razem zjeść można. On (Piotrek) wyjaśnił mi co to skalny koń. A wokół lało i grzmiało. W międzyczasie doszedł ,,koleś" z Łysej. Okazało się, że jest umówiony na wejście na Gerlach i ustawkę z polskim przewodnikiem ma w Śląskim Klocu, tfuu Domu. A wokół lało i grzmiało i szumiał las...
Później się dowiedziałem, że te pierdyknięcia za Wołoszynem poraziły dwójkę ludzi pod Betlejemką.
Decyzja została podjęta - trzeba spier...ć - Kielczanie w dół a my do góry.
Widoki ino takie


https://picasaweb.google.com/lh/photo/y_oiw5KRbRs3wFIkhL5jzdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink


https://picasaweb.google.com/lh/photo/X5JQFry88Bj3ZT_pEcj1jNMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink

Szlak równy, bez błota i dużych kałuż. Czasami trochę w dół, powoli do góry, przez mostki i potoczki lasem dochodzi do Polany pod Wysoką. Na prawo od szlaku jest duża wiata - miejsce biwakowe - łatwo przeoczyć schodząc w dół czy też przy gorszej widoczności. Tabliczki nijakiej nie ma ze strzałką czy cuś. Nie zatrzymywaliśmy się bo ewidentnie deszcz szedł z ,,polskiej strony". Szlak do tej pory całkowicie pusty zaludnił się schodzącymi z Polskiego Grzebienia Polakami. Droga po przejściu 4? mastka zamienia się w ścieżkę wśród habazi, krzoków i paproci. Spodnie i buty i tak miałem mokre więc mnie to już jeb...ło. Wąsko i trochę ślisko. Zakosami do góry. Gdzieś za plecami Młynarze, a przed Żabia Siklawa. Gdzieś bo mleko i tuman. Trzeba będzie wrócić w tą dolinę z browarami na luzie bez napinki  ;D
https://picasaweb.google.com/117860912412952531553/TartryLipiec2013?authuser=0&feat=directlink

Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #12 dnia: Lipiec 09, 2013, 20:00:30 »
Podchodząc do góry zauważyłem, że schodzące osoby mają suche buty  :o Trochę to ciężkie do osiągnięcia wśród obdeszczonych zarośli.
Im wyżej tym więcej ,,roznegliżowanych" osób. Było tak jak przewidywałem - deszcz padał tylko w dolinie i w polskiej części Tatr. Gdyby nie PeKaP... miałbym pewnie suche buty. Po wyjściu wśród kosówki na próg Żabiej Siklawy (do jeziorka można dojść ,,nielegalnie", niebieski szlak je omija ) przejaśniło się, mgły, tumany, omamy i żaby zostały w dole.


https://picasaweb.google.com/lh/photo/oHhP4QW3D9ttHDymGoGKcdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink


https://picasaweb.google.com/lh/photo/pEsFauKBwSIHVchlQT5q-tMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink

 Kolega (Rafał?) narzucił dośc wyzywające tempo. Przynajmniej dla takiej biurwy jak ja. Trzymałem się dziarsko ale nie po to człek w Tatery przyjeżdża by se choć jednej fotki nie pstryknąć.  ;)
                                                                 

                                          Speszal dla Samuraj

Kolejne podejście to próg Litworowego Stawu (mając w pupie Bałtyk wiedzie ono lewą stroną doliny). Mnie osobiście bardziej podoba się nazwa ,,anielskie ziele" http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzi%C4%99giel_litwor
http://www.watra.pl/tatry/gory/2010/08/10/rosliny-tatr-litwor-czyli-anielskie-ziele

 Szlak jest bardzo dobrze utrzymany. Nadal widoki są ograniczone w stronę Polski http://pl.wikipedia.org/wiki/Dolina_Litworowa_(Tatry_Wysokie) a było by na co popatrzeć. Po słowackiej stronie już błękit nieba i słoneczna lampa.

                                 

Po drodze do Litworowego Stawu spotykamy ,,wędrowca" fotografującego kamienie  :) Prosi by uwiecznić go... z plecakiem  (czyli od tyłu). A plecak... a plecak to był retro słusznego wagomiaru
https://picasaweb.google.com/lh/photo/nCNa4NCUi9VHSxma1RqMFdMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink

Nad stawem koleba nadal jest, do dziury nie zaglądałem bo pewnie licho nijakie tam się czaji.
https://picasaweb.google.com/lh/photo/KvHgu4Py80CwHihR4jErHtMTjNZETYmyPJy0liipFm0?feat=directlink
Kolejny próg to Zamarzły Staw. Lampa jest już tak duża, że zmuszony jestem zmienić okrycie na szorty. W Polsce nadal leje i grzmi. Trochę dygam się by nie przyszło i nie dorwało mnie na przełęczy.


Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 10, 2013, 09:54:46 »
szlak na Polski Grzebień


Kolega (Rafal?) podreptał raźno ku swemu przeznaczeniu, a ja zatrzymałem się przy Zamarzłym Stawie co tego lata rozmarzł by uspokoić akcję skołatanego serca, wyrównać oddech i co nieco obfocić. Szlak od stawu przechodzi na prawą stronę idąc dnem kotła i trawersując stok Wielickiego Szczytu.  Przy roztaju, który ignoranci tacy jak ja nazywają ,,pod żółtymi szyldami" szlak niebieski łączy sie z zielonym.


Niebieski odchodzi w lewo idąc trawersem przez snieżne pole i wspina się na Rohatkę. Zielony w prawo do góry na Grzebień. Chodnik był kiedyś wzmacniany wbitymi pionowo w glebę stalowymi prętami. Być może znany zespół rockowy przybrał nazwę od fragmentu tego szlaku bo pręty zostały a kamieni nima. Trzeba uważać by się nie napalować. Powyżej Słowacy już sie niepitolili i wykonali regularne, szerokie schody z okrąglaków. Nawet poręcz jest  ;D



Offline ina

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 10, 2013, 10:16:11 »
A teraz prosimy kolegę ładnie o wklejenie zdjęć zamiast linków do zdjęć, bo czyta się to tragicznie... Czyli wystarczy przekleić treść wiadomości z relacją do edytora tekstowego, zmienić linki na zdjęcia, wkleić poprawione w nowym poście, a posprzątaniem już my się zajmiemy. Czytelnicy z góry dziękują :)
Mam małe cycki, ale duże jaja.

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy cię zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla


Offline aro5406

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #15 dnia: Lipiec 10, 2013, 11:38:44 »
Masz talent chłopie , fajnie się czyta i ogląda :) Oby więcej takich eskapad.

Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #16 dnia: Lipiec 10, 2013, 12:32:28 »
ina - miałem ,,niezidentyfikowane" problemy techniczne w poniedziałek z komputeryzacją, pikasiakiem etc. Jednym słowem qrwa. Wczoraj ,,drgnęło" i napisałem bardzo ładną relację i poprawnymi linkami oraz także wyjaśnieniem co i jak i dlaczego oraz przeprosinami - zgodnie z tym co napisałaś powyżej (skończyłem po północy). Niestety przed naduszeniem przycisku ,,wyślij" nie zapisałem kopii i qrwa ,,zjadło". Życie nie chuj zawsze jest twarde. Napiszę jeszcze raz :)
Może nie będzie już taka ,,ładna" ale będzie.
Dziś na szybko ,,wstawiłem" kilka fot i napisałem parę zdań by zobaczyć czy szmelc działa.
Więc cierpliwości :)
P.S. w chacie używam retro lapka na Celeronie ze starym oprogramowaniem i kondycją porównywalną z moją. Transfer ok 140 zdjęć w pikasiaku zajmuje ponad godzinę jak jest z górki czyli w nocy .

Offline ina

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #17 dnia: Lipiec 10, 2013, 15:36:33 »
Dlatego lepiej pisać w jakimś wordzie, albo nawet w mailu, bo forum czasem "zjada" rezultaty wypocin :D
Mam małe cycki, ale duże jaja.

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy cię zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla

Offline perduto

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #18 dnia: Lipiec 10, 2013, 20:11:30 »
Bardzo wesoło się czyta Twoją relację... I to nie tylko najnowszą, ale i zeszłoroczną.
Mnie najbardziej ujęło zerwanie się z łańcucha, gdyż też mam z tym problem... :(
U mnie niestety jest to związane z przyjściem na świat w bardzo niedługim czasie kolejnego potomka, zwanego potomną...
I cóż zrobić, kiedy góry ciągną a tutaj taki obowiązek :(

Pozostaje czytać takie relacje!
Nigdy nie kłóć się z IDIOTĄ - I tak nie wygrasz.
Ten, najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem.

Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #19 dnia: Lipiec 11, 2013, 11:20:01 »
Przepisałem ponownie część, w której nie chciały poprawnie wyświetlać się zdjęcia oraz napisałem ponownie dalszą część relacji.
Niestety pomimo wielokrotnych prób ,,system nie przyjmuje". Zmieniałem przeglądarki, męczyłem się do 3 w nocy bez pozytywnego rezultatu. Swoje wypociny skopiowałem, ale już sobie odpuszczam - 3 noce z rzędu to wystarczająco. Nie mam pojęcia dlaczego czasami zdjęcia się dodają (co widać powyżej), a czasami nie (też powyżej). Zapewne wina leży po mojej stronie.

Offline crimson



  • Pomógł: 123
  • rocznik '89

    • Status GG
    • Mój stan Skype
    • www.outdoor.org.pl
Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #20 dnia: Lipiec 12, 2013, 07:38:33 »
spoko, ogarnę jak wrócę z fabryki
nie jestem całkowicie bezużyteczny, przecież zawsze mogę służyć za zły przykład

stormbringer coming time to die

Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #21 dnia: Lipiec 17, 2013, 22:22:12 »
Polski Grzebień przed wiekami był częścią granicy oddzielającej Rzeczpospolitą od reszty świata czyli Węgier. Po rozbiorach przebiegała tędy nadal ,,umowna” granica między Galicją a mniej (lub bardziej) niemieckojęzyczną częscią Imperium. W czasach nowożytnych nasi prapra, pra i dziadowie mieli czterokrotną możliwość przywrócenia porządku historycznego ;) Niestety nawet nie próbowali skorzystać... Wikipedia nie traktuje nijak o tym http://pl.wikipedia.org/wiki/Polski_Grzebie%C5%84
Przez przełęcz przebiegał pradawny szlak wiadomo jaki ale osobiście nie widzę tego jak kupcy wtaczali by tam beczułki Węgrzyna. Raczej była to droga przemytników, dezerterów i innych nygusów. Po wejściu na te 2200 (jak by nie było ;) ) rozkulbaczam, focę, sapię, szamię i się nawadniam. Tatry przed emeryturą jednak do czegoś zobowiązują i z racji jednak wieku przedemerytalnego nie mogę wyjść na skończonego lamusa. Trzeba jednak ,,zrobić” jakiś szczyt. Akurat pod bokiem była Mała Wysoka http://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82a_Wysoka
Wypiłem puszkę dopalacza z Biedronki i wbiłem się w skałę ;) Ale najpierw sprawdzilem czy dobrze zahartowała się stal bo łańcuch jest na vista. Początkowo takie tam trudności zaasekurowane żelastwem, potem barszczyk i na końcówce trochę korzystania z 4 kończyn. Pucha zadziałała i szczytowałem w czasie poniżej 50 minut co może nie jest rekordem wordchampiona ale w klasie ,,biurwa” to już jest coś ;)



Widoki były prawie na wszystko oprócz Gerlachów. Staroleśna Dolina jawiła się jak ogromny kamieniołom bez buldożerów i ciężarówek. Kozice też miały wolne.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dolina_Starole%C5%9Bna
https://lh5.googleusercontent.com/-7LdIMJvd38k/UdxsQDSE5sI/AAAAAAAAC_4/9d5IPbclZZo/s128/071.JPG

 Coś tam obfociłem, łyczek bipałera z Biedrony i trzeba spadać, tfuu schodzić w dół bo pora już późna, chmury szły, a słońce się skrywało.



Staroleśny

Zejście także zajęło mi ok 50 min. Nie ma co pitolić – szlak Doliną Białej Wody jest jednym z najbardziej lajtowych w całych Tatrach, dostępnym i możliwym do przejścia przez biurwy bezkondycyjne (jak ja), matki na macieżyńskim i z macieżą, nygusom na chorobowym i wszystkim innym asportowym osobnikom. Mała Wysoka to chyba najłatwiejszy szczyt przekraczający 2400 m n.p.m i jeżeli ktoś musi ,,zrobić” te dwa czterysta (pamiętacie Czarny Ciągnik? ;) ) by zaistnieć na fejszbuku to polecam. Łatwo, miło i przyjemnie. Tylko browara po drodze brak.



Z Grzebienia szlak zielony schodzi lewą stroną czyli stokiem Małej Wysokiej, a w zasadzie jakby ścianą bo są łańcuchy. Później wiedzie przez Zadnią Dolinę Wielicką aż do Długiego Stawu.


Narzuciłem tempo bo słońce już chowało się za Gerlachami i Wielickim i zdawałem sobie sprawę, że za chwilę będę ,,wędrował ciemną doliną”.

Po przekroczeniu progu i zejściu do Ogrodu Wielickiego spotkałem ,,wędrowca-wagabundę” - tego co fotografował kamienie. Zapytał mnie czy mam cukierka bo mu jakoś słabo. Cukierka może i miałem ale się zbył a może nie ta kielnia lub nie te spodnie. Miałem czekoladę ale gdzieś w plecaku. Poprosiłem byśmy zeszli nad Kwietnikowy Stawek bo tam zdeka mniej wiało. W klapie znalazłem muslibatonika z Lidla (chyba jeszcze z ubiegłego roku) i zapodałem Wagabundzie. Schodziliśmy powoli krok po kroku. Pytałe się czy jest cukrzykiem ale twierdził, że nie. Wolne tempo nie uchroniło mnie przed zaliczeniem gleby pod Mokrą Wantą. Vibram na mokrym granicie nie zawsze trzyma, a przynajmniej nie TEN Vibram.



W Śląskim Klocu jesteśmy po 20stej. Trochę odpoczywam przeglądając mapę. Muszę dotrzeć do elektriczki. Rozkład PKP pokazał mi, że ostatnia ze szczyrbskiego odjeżdża o 2220.
Ze schroniska startuję przed 21szą. O tej porze zejście zielonym szlakiem przez las niechybnie skonczyło by się wizyta u protetyka stomatologicznego. Asfalt jest dłuższym ale lepszym wyborem.
A więc asfalting...
Muszę przyznać, że było całkiem przyjemnie. Na tyle widno by nie używać czołówki, na tyle równo by nie korzystać z kijków. Tylko na dwóch odcinkach na tyle stromo ,że przypieklo w stopy.
Wieczorne niebo, górski las, robaczki świętojańskie, asfalt i zapach potu – 6,5 km pełnej romantyki.
Do Tatrzańskiej Polanki wpadłem po 22giej. Okazało się, że kolejka odjeżdża o 2250 do Smokovca (kurs do Popradu) a wcześniej jest jeszcze do Szczyrbskiego (rozkład PKP jej nie uwzględniał).
Miałem czas na zakup kwitków-tiketów (trzeba kupić i skasować bo przyjdzie rewizor i będzie pokuta) – do Smokovca 1 ojro, do Szczyrbskiego 1,5 ojro oraz na opróżnienie plecaka ze śmieci.
Bo w sobotę akurat był dzień sprzątania Tatr i trochę pozbierałem.
W Tatrzańskiej Polance jest ciepła, kameralna poczekalnia ale niestety zamykana po odjeździe ostatniego składu. Zapewne tak samo na innych przystankach gdzie jest kasa. Nad peronem nie ma daszku ale są ławki (nowoczesne - łunijne)


Na nocleg wybrałem Stary Smokoviec. Raz, że liczyłem na zadaszoną ławkę na perone, dwa, że liczyłem na czynny jeszcze browar :)
Szczyrbskie jakoś przypomina mi supermarket, klimatu nie ma itp.
Smokoviec mnie nie zawiódł :)
To tyle w temacie.
Dodam, że była jeszcze Kofola i Hamburger – obie konieczności po 1,5 ojro.


Przed północą wygasili na stacji latarnie, przeczekałem jeszcze w zacienionym parczku za Bistro patrol Policji i udałem się na peron złożyć zmęczone kości. Co prawda Nastawnik mnie przylukał, ale stwierdził, że nie pije, nie śmiecę więc mogę zostać. Na starej, dobrej, demokratycznoludowej ławce rozłożyłem karimatkę, śpiworek i podrzemałem. Jako, że nie padało wybrałem tą z widokiem na gwiazdy. Ławka co prawdę przykrótka ale tylko zdeko.
O 0420 odpalają elektromaszyny – pobudka.


Pierwszy kurs na Szczyrbskie o 0540.



Deserowy Dzien Drugi czyli Mleko Wita

Rano pogoda była jak drut trakcji kolejowej. Widoki, pejzaże, kolory, zapach poranku itd..


W Szyrbskim mi się pobłądziło. Aż wstyd się przyznać bo w miejscu tym bywałem wielokrotnie. Wydawało mi się, że czerwony szlak magistrali biegnie wspólnie z niebieskim wokół jeziora i po pólnocnej stronie plosa odbija w lewo. Tak nie jest. Więc jak głupi obszedłem pół jeziora, wróciłem przez pół jeziora czyli tak jakbym obszedł prawie całe ;)  można było na skuśkę ale nie wiedzialem. Teraz już wiem.





 Za Szczyrbskim trasa magistrali wiedzie przez wiatrołom dośc długim odcinkiem. Na tyle długim by nawet w porannym słoncu odczuć na łysinie klarę. Przy Furkotskiej Dolinie zagłębia się w zbawienny las. Na tym odcinku spotkałem jedynego człowieka – azjatę.


 Przed Jamskim Stawem od czerwonego szlaku Tatrzańskiej Magistrali odchodzi w prawo niebieski na Krivan – Świętą Górę Słowaków.


;)



 Początkowo do góry przez las by później przez kosówkę i gołoborze połączyć się z zielonym biegnącym od Trzech Źródeł.
 Jak na ,,narodowy” szlak którym wedle ogólnodostępnych netplotek wiegają tabuny Słowaków wydawał mi się zbyt pusty i zbyt karkołomny. Początkowo wygląda jak łożysko wyschniętego potoku.



 Poźniej już w kosówce przechodzi w miejscami ułożony chodnik. W lesie dopadła mnie mgła. Trzymała przez cały Pawłowy Grzbiet aż do szczytu. Przed polączeniem z zielonym szlakiem nieprzyjemny trawers gołoborzą. Od połączenia już niczym nie ubezpieczona wspinaczka
 i … tabuny Polaków. Kruszyzna, luźny przebieg szlaku, strącane kamienie. Do tego to wilgotne mleko.



 Przedemerytalnie wchodzę na Mały Krywań (2335 m) choć można go ztrawersować. Ot tak dla zasady. Ostatni odcinek to już naprawdę trudności. Płyty, malo chwytów, dużo zniecierpliwionych ludzi, ogólnie ciśnienie. Na szczycie http://pl.wikipedia.org/wiki/Krywa%C5%84 tłumek i Mleko Wita. 2495 m n.p.m. W sumie to mogli by se te pińć metrów dosypać, tyle luda przez lata, każdy po kamieniu...
Deser jest mleczny jak czekolada z Biedronki która napoczynam. Ale łoją tylko Słowacy. Browary, Beherowkę i śliwowicę. Wypiłem lyk ciepłego z thermosa i co będę tak sam ;) siedział o suchym.
Trzeba schodzić. Jeszcze tylko sesja pod krzyżem.


 Polacy żartują, że każdy kraj ma krzyż na jaki zasługuje albo, że przyjdzie Palikot i zabierze. Już to widzę jak tam włazi :) i złazi :)
Bo złażenie z plecorem było takie sobie. Ale dałem radę. Odwrót rozpoczołem przed południem.





PKP z Zakopca miałem o 1914, awaryjnie o 2044. Więc biegusiem. Zapytałem się kilku osób jak wygląda zielony szlak. Za każdym razem odp. była że przyzwoity.
W rzeczywistości jujowy jak smalec z Biedrony. No takiej jujni to dawno nie widziałem. Wyryte, mokre koryto a w nim luźno leżące kamcory jak je matka natura porzuciła. Na poziomie kosówki do tego wąsko i gliniaście. No i qrwa ewidentne żmijowisko. Bo mgła się skończyła, tuman przewiało i praży slońce. Schodzi mi się fatalnie. Nie chce się nawet sięgać po fotoidiotenkamerę.
Była to bardzo głupia decyzja z mojej strony. Odległość odległością ale dodatkowo ponad 200 m w dół w stosunku do Szczyrbskiego Jeziora. Dobrze jednak, że wziołem to na klatę samotnie a nie np. z dziećmi czy jakąś teściową. W Trzech Źródłach jest na pewno jedno źródło obudowane i z rurką. Mordy się nie przyłoży ale w dłonie naleje. Trzeba dojśc jeszcze do cesty i asfaltingiem w górę w stronę Sczyrbskiego. Tam jest parking i zastavka czyli przystanek. Znaczka czy tablicy nie ma. Próbuję łapać stopa ale nie zabierają. Szczęśliwie jest autobus o 1508 (trochę się spóźnia) i za ojro można podjechać na elektriczkę. Dobrze, że nie zwlekałem z zejściem. Miałem dosłownie parę minut zapasu. I dobrze, że nie skusiłem się na oglądanie po drodze partyzanckiego bunkra czyli pewnie naszej ziemianki. W Szczyrbskim autobus wjeżdża a kolejka odjeżdża (1521). No to klops. Zabrakło dosłownie minuty, dwóch. Ale i tak nie mialem kvitka. Przeglądam zrobione zapobiegawczo wydruki rozkladów jazdy i okazuje się, że autobus do Zako ze Smoka jest nie o 1620 a o 1720. Ufff. Kolejka o 1550 i mam jeszcze chwilę czasu w Smokowcu. Na browar już nie idę bo nie wiem ile ojro zapłacę za kurs. Fartownie okazuje się, że można złotówkami i kosztuje 20 PLN. Po południu pogoda idealna, wszystkie szczyty odkryte, Łomnica jak Królowa, bajka.
Ale już za Tatrzańską Kotliną od Polski przyszlo czarne, bure i deszczowe.
W Zakopcu jestem na 25 min przed odjazdem Monciaka. Na Semafor już nie ma czasu więc pomidorowa we Flisie i garść oscypków dla Małżowinki. Przedział pełny więc spania nie będzie.

Na zakonczenie jeszcze chmurna panorama z dnia poprzedniego


Poprad


i słitfocia


Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #22 dnia: Październik 09, 2013, 10:23:34 »
Ina miała rację. Warun na Tatry Zachodnie był przecudowny, ja jednak wybrałemte [Średnio] Wysokie. Co prawda do emerytury jeszcze bardzo daleko, ale trzeba już ,,zaliczać” te szlaki i szczyty jak koraliki nadziewane na nitkę. Póki jeszcze trochę sił...


PKP o swojskiej nazwie Nochal, tfuu Nosal już na starcie się obsmarkał. Godzina opóźnienia ze względu na skomunikowanie z jakimś mitycznym pociągiem nie wiadomo ile opóźnionym i gdzie lewitującym. Generalnie miałem to głęboko w d... bo zajmowałem miejsce leżące w przedziale drugiej klasy. Leżące teoretycznie do Pilawy, bo to pierwsza stacja na której ktoś mógł się ,,dosiąść”.
Mogło być sypialne gdyby nie ten współpasażer z naprzeciwka... Mieszkaniec podkieleckiej wsi z zaciekłością wertował toruńskie wydanie Gazety Wybiórczej. Głód kultury w narodzie jednak tkwi – tarmoszony był dodatek ,,Co jest Garane” (w Toruniu). Jak nic ten starszy już pan wybierał się niebawem do jakiegoś klubu... nocnego oczywista. A tymczasem upiorne światło kolejowej jarzeniówki w ślepia i szum wertowanej gazety. Starzeję się chyba...
W końcu współpasażer przegrał z zastojem PKP, Wybiórcza się skończyła (lub znudziła) i zdecydował się przestawić opcję oświetlenia na ,,semi kontroling” czyli Wy pijecie piwo a My i tak Was widzimy. Chyba jednak trochę spałem między pobudkami serwowanymi przez zmieniającego się kanara. Nikt się nie dosiadł.
 Obudziłem się przed Chabówką. Na oszronionej łące pasły się krowy. Słońce oświetlało góry. Jest warun – będzie dobrze.
PeKaP nie odrobił (co było do przewidzenia), a wręcz powiększył opóźnienie. Prosto z wagonu w rześkim powietrzu pod FISa i od razu z marszu w busa na Kuźnice. Jest komplet, wsiadam, szofer zatrzaskuje drzwi i ruszamy. W Kuźnicach muszę się trochę ogarnąć, przepakować, coś wypić i przekąsić. Jestem i tak już spóźniony i muszę zweryfikować plany.
Ruszam do Murowańca niebieskim szlakiem przez Boczań i Skupniów Upłaz licząc, że po wyjściu z lasu dostanę się w strefę operowania słońca. Zresztą nie ma co liczyć – to już praktyka – idę tym szlakiem nie pierwszy raz. Oraz...
Nie ma co pierdaczyć idzie się tym szlakiem by mieć widok na Geja :)



Ja jednak wolę ,,zajrzeć” z góry na Królową Polanę (fajne miejsce na wypas, full wypas ;) )


A można oglądać i to i to


by przejsć między Kopami (i kupami ludzi)



Ale jednak Gejwont dominuje w krajobrazie i przyciąga wzrok zazdrości z racji swej tylko częściowej dostępności dla plebsu takiego jak ja.


Tłumek na szlaku gęstniał by w Murowańcu stworzyć już pokaźne audytorium tego ,,przedstawienia na żywo". Większość kieruje się na Kasprowy. Wypijam pół thermoherbaty, zżeram batona i ruszam żółtym szlakiem na Krzyżne przez Dolinę Pańszczycy.




Las gdzieniegdzie odrasta, miejscami bardziej wysycha, kosówka zielona, trawy już żółte, a na błękitnym niebie Jarzębina czerwona


cdn

Offline ina

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #23 dnia: Październik 09, 2013, 15:05:02 »



A wiesz co znaczy 1h na szlakowskazie przez Jaworzynkę i przez Boczań? Jeden ch*j ;D
Mam małe cycki, ale duże jaja.

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy cię zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla


Offline PRS

Odp: Tatry przed emeryturą
« Odpowiedź #24 dnia: Październik 09, 2013, 19:18:31 »
:) jako samiec napiszę, że jedna jujnia ;)
Nawet taka biurwa jak ja przechodzi ten odcinek szybciej z fotostopami niż ta wzmiankowana jedna jujnia.
W dół, czyli do Kużnic wolę przez Jaworzynkę. Dla odmiany... Żeby życie miało smaczek :)
P.S. Adminie we wstępie zrobiłem ortografa... Help :(