Autor Wątek: [Tatry] 7-9.10.2013  (Przeczytany 2637 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline wojtekh



  • Pomógł: 9

[Tatry] 7-9.10.2013
« dnia: Październik 22, 2013, 14:18:02 »
Ta historia rozpoczęła się rok temu kiedy to naszła mnie chęć przejścia orlej perci za jednym razem. Plan był prosty nocny pociąg do zakopanego, przejście szlaku i powrót nocnym pociągiem czyli wszystko miało się zamknąć w półtorej doby. Teraz już wiem, że chodzenie po górach prosto po bezsennej nocy spędzonej w pociągu nie jest rozsądne i całej orlej nie udało się przejść, zakończyłem przed granatami.

W tym roku do końca nie wiedziałem czy jechać na orlą czy jednak w Beskidy. Wszędzie informacje, że szlaki w Tatrach zalodzone ale postanowiłem sprawdzić to na własnej skórze i najwyżej zawrócić.

W niedzielę a raczej już w poniedziałek o 2 w nocy pakuję się do pociągu żeby po 10h być w zimowej stolicy polski. W przedziale jestem sam więc wyjmuję śpiwór i zasypiam budząc się dopiero za nowym targiem :) W Zakopcu jestem o dziwo punktualnie i udaje się na postój busa który zawiezie mnie pod morskie oko. Przy busie okazuje się że jestem jedynym chętnym i z racji że nigdzie mi się nie śpieszy z wyrozumiałością przyjmuję prośbę kierowcy żebyśmy poczekali 30min może ktoś dojdzie. Kurcze no, kiedyś to w ogóle nie do pomyślenia żeby kierowca odjechał nie mając pełnego busa, a teraz to pyta czy możemy poczekać, jednak górale się zmieniają ;D W końcu znalazłem się na Parkingu przy drodze do morskiego oka, kupuję bilecik i ruszam w drogę. Początkowo asfaltem by po jakimś czasie odbić w prawo na zielony szlak i kierować się do dzisiejszego celu czyli schroniska w dolinie pięciu stawów. Po nocy w pociągu idzie się średnio w dodatku plecak niestety dosyć ciężkawy. Przy wiacie postanawiam trochę odpocząć i nacieszyć się promieniami słońca :)

Moja mina jakaś taka zmarnowana  :P


Idę dalej po drodze przegapiając odbicie na czarny szlak do schroniska więc nieco od dupy strony dochodzę do schroniska i dekuje się w pokoju. Potem piwko na tarasie, jedzonko i przepakowanie potrzebnych rzeczy do mojego „szturmowego” scramblera na jutro.

Wstaję o 5:15, powoli się ogarniam zjadam co nieco i wychodzę ze sporym opóźnieniem 6:45. Droga z piątki na zawrat początkowo delikatnie wznosi się do góry by później stawać się coraz bardziej stromą, ale nadal nie jest to jakiś wybitnie strome podejście, na pewno południowy szlak jest łatwiejszy od północnego. W czasie podejście słońce nieśmiało wychodzi zza gór ukazując pierwsze widoki :)






Na przełęczy krótki odpoczynek i w drogę na Kozi wierch. Po chwili mijam pierwsze niegroźne płaty śniegu, by w okolicach zmarłej turni mieć poważne kłopoty z przejściem 15 metrowego fragmentu śniegu, na szczęście, jakoś udaje się pokonać trudności i generalnie dochodzę na Kozi Wierch już bez żadnych problemów.










Tak naprawdę w tym momencie kończy się najciekawszy fragment orlej perci, dalej zamiast granią szlak często trawersuje przez co człowiek zastanawia się kto nadał mu przydomek najtrudniejszego w Polsce... No i tak idąc i idąc tym szlakiem to trochę wspinamy się po łańcuchach.



To trochę idziemy ścieżką jak na czerwonych wierchach...


Na szczęście za granatami szlak przybiera znowu trochę bardziej graniowy charakter i miejscami stoi się nad niezłą lufą ;)


Miałem kurcze wielkie opory żeby zrobić ten jeden krok... niestety nie udało się ale głównie dlatego że obok jest możliwość obejścia tego fragmentu więc jakoś to działało niemotywująco na psychikę.

Cała Orla perć kończy się na przełęczy Krzyżne, gdzie schodzę w dół do schroniska. Z mojego punktu widzenia jeżeli ktoś nie ma problemów z wysokością spokojnie da radę i nie ma co demonizować tego szlaku, aczkolwiek rozsądek i używanie mózgu jest wskazane ;) Spodziewałem się czegoś innego, po Orlej Perci ale i tak zadowolony ;)


Dzień drugi rozpoczynam godzinę później bo i trasa bardziej lajtowa ;) Spokojnie się ogarniam i wyruszam ze schroniska już z całym majdanem ponownie na Zawrat. Planowałem na dzisiaj Rysy ale niestety po kalkulacji okazało się że braknie mi niestety czasu więc obrałem za cel dzisiejszej wycieczki znalezienie Świnickiej Koleby :)

Z Zawratu tym razem udaje się w lewo w stronę Świnicy, południowy stok gwarantuje dużo słońca ale niestety wiatr jest dużo silniejszy niż wczoraj więc nie można nacieszyć się ciepełkiem :(
Rozglądam się w poszukiwaniu Koleby ale nic ie dostrzegam, przechodzę pierwsze łańcuchy i w końcu zauważam dwie jamy jedna mniejsza a druga nieco wyżej większa Świnicka Koleba :)
Samo podejście do koleby nie jest trudne, ale idzie się dosyć stromo po kępkach trawy co nie jest zbyt przyjemne. Posiedziałem trochę w środku i ruszyłem dalej w stronę Świnicy.




Na szczycie Wicher straszliwy więc od razu schodzę niżej i tam robię kilka fotek i zatrzymuje się na chwilę odpoczynku.




Potem przez Świnicką przełęcz dochodzę do zielonego szlaku i schodzę do murowańca. Tam długo siedzę i rozmyślam z jakiego powodu śmigłowiec z podczepionymi na linie ludźmi zatacza kółko nad doliną wraca w kierunku zakopanego i tak kilkakrotnie, może jakiś nowy rodzaj turystyki? ;D

Z Murowańca do Kuźnic schodzę dosyć szybko bo już marzy mi się schabowy w semaforze ;D
Po obiadku podstawiają już pociąg do warszawy więc wsiadam rozkładam się wygodnie i po kilku godzinach jestem w warszawie :)


Odp: [Tatry] 7-9.10.2013
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 25, 2013, 20:35:53 »
Cytuj (zaznaczone)
Tam długo siedzę i rozmyślam z jakiego powodu śmigłowiec z podczepionymi na linie ludźmi zatacza kółko nad doliną wraca w kierunku zakopanego i tak kilkakrotnie, może jakiś nowy rodzaj turystyki? ;D

Kto wie, u nas wszystko jest możliwe  :P
Wyob­raźnia bez wie­dzy może stworzyć rzeczy piękne. Wie­dza bez wyob­raźni naj­wyżej doskonałe.