Ostatnie wiadomości

Strony: 1 [2] 3 4 ... 10
11
Beskidy Zachodnie / Odp: Aniele styczniowy,zmiłuj się nad nami, jeszcze zdążysz poznać niebieskie polany
« Ostatnia wiadomość wysłana przez grendel dnia Maj 21, 2018, 23:16:21 »
Ładne klimaty i ciekawa narracja. Mam nadzieję, że nie dostałeś czkawki  ;D. Dawaj dalszą opowiastkę.
12
Beskidy Zachodnie / Odp: Aniele styczniowy,zmiłuj się nad nami, jeszcze zdążysz poznać niebieskie polany
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Shwarc dnia Maj 21, 2018, 21:36:43 »
Przeczytałem tytuł, klęknąłem, mówię co jest grane teraz? :D

Cytuj

Ładna fota, jak zaproszenie do bajki :)
13
Beskidy Zachodnie / Odp: Aniele styczniowy,zmiłuj się nad nami, jeszcze zdążysz poznać niebieskie polany
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dave dnia Maj 21, 2018, 16:01:41 »
Tez tak macie ze lubicie zająć dodatkowe łózko swoimi gratami, tu coś wysuszyć, tam powiesić itp

Tia, w schroniskach zawsze robię bałagan: a to składuję ciuchy na łóżku obok, a to suszę namiot itp. ;D

Czekam na resztę trasy. ;)
14
Beskidy Zachodnie / Aniele styczniowy,zmiłuj się nad nami, jeszcze zdążysz poznać niebieskie polany
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Sted dnia Maj 20, 2018, 22:53:14 »
A co tak będę siedział w domu  jak urlop mi się należy. 9 dni co ja pocznę  ;D Jak mawiał klasyk „najbardziej lubimy te piosenki które już znamy” a ja lubię wracać do miejsc które już znam z małymi i większymi modyfikacjami. Padło na Beskid Żywiecki i Worek Raczański. Co do pakowanka robię to przeważnie dzień przed wyjazdem co by nie kusić losu ale tak już mną targało, że zrobiłem to z deczka wcześniej  ;) Przychodzę do pracy a tu katastrofa, koleżanka łapie kontuzje i chyba będę musiał ją zastąpić, wyjazd stoi pod znakiem zapytania. Klnę na siebie w myślach na jakiego „pena” już było się pakować  :( 24 h niepewności i jest decyzja … jadęęęęęę  ;D

Dzień pierwszy – 21 stycznia (niedziela)
Zwardoń – Beskid Graniczny – Wielka Racza



Po całonocnej podróży pociągiem z przesiadką w Katowicach docieram do Zwardonia ok 10 rano. W pociągu krótkie spanko, przebieranko, śniadanko. Zwardoń wita mnie zachmurzony a z nieba zaczynają spadać płatki śniegu. Miasteczko zaspane, jakby wymarłe ale w końcu niedziela to nic dziwnego, ruszam czerwonym szlakiem granicznym w stronę Wielkiej Raczy. Mijam nieczynne schronisko PTTK Dworzec Beskidzki, chyba czynne schronisko Skalanka i bez widoków tuptam sobie w zachwycie po dziewiczym śniegu na Beskid Graniczny. Z naprzeciwka zmierza jegomość w rakach i tu nasuwa się pytanie czy aż takie warunki, ze będę musiał ubrać raczki. Jak się później okazało był to przerost formy nad treścią i cała dzisiejsza trasa nie wymagała wyciągnięcia aż takiego działa, wręcz żadnego…no ale jak ktoś chce strzelać z armaty do wróbla to proszę bardzo  ;D Na szczycie Kikula robię sobie przerwę na jedzenie i ubieram na postoju pierwszy raz sweterek puchowy kupiony na aliexpress za 70 zł… kurde pany ale to nawet grzeje, myślałem że będzie gorzej. Ruszam dalej, pełne zachmurzenie, widoków brak, zaraz po pracy i całonocnej podróży pociągiem zasypiam na stojąco robiąc krótkie postoje, idę jak mucha w smole i zastanawiam się czy zdążę przed zmrokiem. Wymija mnie jeden turysta Tomasz Z. …  operator filmowy po łódzkiej szkole filmowej z którym później będę dzielił pokój w schronisku. Już zaczyna się szarówka a jego tempo powoduje u mnie mobilizacje. Docieramy już po ciemku i ledwo znajdujemy schronisko, które znajduje się w takim dołku ze nikt nie ujrzy jego świateł. Schronisko takie bez klimatu, już nie pamiętam jakie teksty rzucał na moje pytanie pan z obsługi ale na pewno nie zrobiło to dobrego wrażenia  :o Nawet nie zamawiałem nic do jedzenia tylko skonsumowałem część prowiantu zabranego z domu. W schronisku spora grupa młodzieży w wieku 40 + pozostawiona bez nadzoru dzieci. Panowie po saunie z „interesami” na wierzchu zupełnie naguścy tak jak ich pan Bóg stworzył zjeżdżali na 4 literach na przyschroniskowej górce, tarzali w śniegu, darli dziubki przy zachwycie partnerek z okazji widowiska  ;D A niech tam się bawią jak są bez nadzoru … w końcu łykeend  ;) Jestem taki zmęczony że już o 21 idę spać.










Dzień 2 – 22 stycznia (poniedziałek)
Wielka Racza – Przełęcz Śrubita – Przełęcz Przegibek – Wielka Rycerzowa


Pobudka o 8 rano, zastanawiam się czy znów nie będzie widoków … pacze za oknem a tu takie cuda… będzie lampa dzisiaj  :) Na śniadanie jajecznica, zwijam graty,  przy okazji mierzę Deutera Aircontacta Tomasza i ten plecak robi na mnie ogromne wrażenie swoimi pasami biodrowymi a nie taka cienizna jak w moim ACT lite. Wziąłem ze sobą rakiety i te 2 kilo to jednak było dla mnie za dużo. Zobaczymy czy się przydadzą… w końcu zima pełną gębą. Jeszcze idę na platformę widokową i ruszam szlakiem granicznym w stronę celu dzisiejszego dnia czyli schroniska na Wielkiej Rycerzowej. Od Przełęczy Śrubita niestety poszedłem dalej szlakiem zamiast jak rok wcześniej pasem granicznym. Za wyjątkiem widokowej Hali Śrubita tylko las, przedzieranie się przez stojące na przeszkodzie ośnieżone mocno gałęzie z których co chwile przy szturchnięciu spadało za kołnierz  ??? Sugeruję na przyszłość wybrać pas graniczny na którym wyłaniają się ładne panoramy. Jedzenie w schronisku Przegibek już sobie darowałem  pomny zeszłorocznym doświadczeniem i już w szarówce dotarłem do bacówki na Wielkiej Rycerzowej. Cichutko jak makiem zasiał, żywego ducha poza obsługą i Tomaszem który z tempem niczym Denis Urubko dotarł tu wcześniej. Dostałem pokój wieloosobowy za 35 zł a Tomasz dwuosobowy za 40 zł … czasami tempo nie popłaca  ;D Zeszliśmy zjeść kolację w świetle diod led, bacówka nie ma prądu z sieci tylko z agregatu.  Bardzo fajne miejsce z klimatem. Już po zmroku dotarł turysta który został dokwaterowany do Tomasza za 40 zł  ;D a ja jak pan mogłem wywalić wszystkie graty z plecaka bez ceregieli ze ktoś spojrzy krzywo. Tez tak macie ze lubicie zająć dodatkowe łózko swoimi gratami, tu coś wysuszyć, tam powiesić itp  ;) Kładę się spać usatysfakcjonowany dzisiejszym dniem, piękną pogodą, wspaniałymi widokami, rakiet nie użyłem, turystów na szlaku nie spotkałem...istna dzicz, to był zacny dzionek  :)

c.d.n.  ;)



















































C.D.N.    ;)

15
Podróże po całym świecie / Odp: Islandia - przemierzyć krainę ognia i lodu w 3 tygodnie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez grendel dnia Maj 20, 2018, 11:59:24 »
Puffiny  ;)  można podglądać na wyspie Haimaey. Ta opcja jest o tyle lepsza, że:
1. miejsce właściwie "przy interiorze", nie traci się czasu na dotarcie
2.  wysepka jest mała, można ją ogarnąć w jeden dzień
3. ptaki w określonych porach roku wchodzą nawet do miasta i nieszczególnie boją się ludzi. Można niemal zrobić selfie ;D

Ale nie da się ukryć, że bardziej spektakularne jest Látrabjarg we Fiordach Zachodnich. Wysokie, strome klify z siedliskami ptaków ciągną się na przestrzeni 14 km...

Ważna uwaga: przy planach udania się na wyspę Haimaey samochodem, warto zarezerwować wcześniej miejsce na promie. I  kierować się prognozą pogody, by wybrać termin, w którym prawdopodobieństwo sztormu jest znikome. Nam za pierwszym razem się nie udało właśnie z powodu sztormu a za drugim - wjechaliśmy na prom tylko dlatego, że nie pojawił się ktoś, kto rezerwował i zwolniło się miejsce.
16
Beskidy Wschodnie / Odp: Sądecko-Niska majówka 01-06.05.2018r.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez sieku dnia Maj 20, 2018, 11:06:13 »
O kurde, nie wiem co napisać 
Jak to co?! Kolejną relacje z kolejnego wyjazdu ;D
17
Podróże po całym świecie / Odp: Islandia - przemierzyć krainę ognia i lodu w 3 tygodnie
« Ostatnia wiadomość wysłana przez sieku dnia Maj 20, 2018, 10:53:39 »
Faktycznie interior i ten wielki lodowiec z laguną robią największe wrażenie ;) Ale jak znam moją żonę to nie darowałaby gdybyśmy nie zobaczyli puffina.
18
podróże i wycieczki rowerowe / Odp: Szukam pana Kalandra
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Elwood dnia Maj 19, 2018, 08:10:21 »
W zeszły weekend miałem "sprawdzający" wypad do Łodzi. We dwóch i ponad 400kg na pace. Cele sprawdzenia (poza oczywistym - szczęśliwym powrotem:) ) - zużycie paliwa.
Maks. prędkość na trasie 80km/h (ze względu na delikatnie wibracje - podejrzanym łożysko na wyjściu przy flanszy skrzyni), połowa po autobanie, ze 100km łącznie śmigania miejskiego. Licznik km co prawda nie chodzi (przełamana linka) ale odtworzyłem trasę w góglach i wyszło... 7,9l/100km.
Oczywista, cały czas magiczna stopa kierowcy w użyciu.

Bronisława czeka teraz poważny przegląd fantów (na razie służy w robocie).
Zrzucona zostanie skrzynia do regulacji, podobnie reduktor.
Jest delikatny wyciek płynu chłodniczego - prawdopodobnie przez korek (wymienię niebawem), zszedł był sobie trochę płyn wspomagania, jakiś wyciek drobny oleju ze skrzyni.
Rozrusznik nie łapie często z rana ale sprawdzę mocowania masy itp, do niego.
Napiąć trza dwa paski alternatora (jest na dwa paski, bo to altek od lexusa).
Kontrola całej elektryki tak poza tem.
Montaż drugiego zbiornika paliwa.
Przeniesienie filtra powietrza i dodanie snorkela.
Kompleksowe prace blacharskie.
Montaż dedykowanych, montowanych do niego ławek "autobusowych" (kanapę z multiwana T4 tymczasem zdemontowałem).

Zakup opon (na 4 szt. mamy sponsora, zakupimy 6).

Wsio gdzieś w połowie czerwca. Możliwy sponsoring na przegląd, ewentualną naprawę układu przeniesienia napędu i montaż zbiornika.

Czekamy na zaproszenia ruskie, uzupełniamy powoli szpej wyprawowy. Załoga (łącznie 10 osób) wpłaciła już "zaliczki wyprawowe" więc, że tak powiem - nie ma odwrotu.
19
GPS, mapy, komórki i pozostała elektronika / Odp: [Ładowarka słoneczna] PortaPow 7W
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Yatzek dnia Maj 18, 2018, 23:30:26 »
Ja swojego Nomada7 zamówiłem pięć lat temu. Popatrzyłem w internecie, przeczytałem ze dwie opinie i padło na renomę - GoalZero. Jedną z opinii pozytywnej była relacja jakiegoś podróżnika na rowerze przemierzającego pustynie dalekiego wschodu. No i to ładowanie akumulatorów z wyjścia 12V. Zamówiłem przez kolegę, a on sprezentował mi to na 50 urodziny :)
Zacząłem używać testowo, bo w kraju realnej potrzeby nie miałem - wszędzie cywilizacja z dostępem do gniazdka 230V. Miało być na ukraiński GSB, na który właśnie się wybieram.

Testowe użycia nie były obiecujące, dodatkowo gdy zostawiłem telefon (testowy - zapasowy) na noc, rano miał znacznie mniej % niż gdy nie bywał podłączony.Zacząłem czytać i okazało się, że nie jest tak kolorowo, GoalZero robi dobre magazyny energii - akumulatory z generatorami, przetwornicami, ale to co piszą a panelach słonecznych, trzeba brać z rezerwą.
Pustynia Negev miała być wzorcowym źródłem światła słonecznego i była. Jednak by ładowanie miało sens, powinno być rozpoczęte dwie godziny po wschodzie słońca i trwać do godziny przed zachodem. Przy ustawieniu panelu prosto do słońca i bez chmur.
Oczywiście doładowanie kilkunastu - kilkudziesięciu procent zajmuje niewiele czasu, ale właśnie w trybie stacjonarnym. Wieszanie panelu na plecaku i meandrowanie w lewo, w prawo a czasem pod słońce, powoduje częste zrywanie ładowania, które mój panel opornie wznawia. Zaznaczam - mój panel. A gdy jest mocne zachmurzenie lub późny wieczór czy noc - nawet drenuje ładowany wcześniej odbiornik.
Wędrując, zwykle mam telefon w trybie samolotowym. Nawigacja w pogotowiu, ale bez rejestrowania trasy. To niewiele zmienia, bo układ GPS i tak włączony. Ale dbam, by akumulator był maksymalnie doładowany, bo nigdy nie wiadomo kiedy będę potrzebował tej czy innej funkcji i na jak długo i czy będzie wtedy dobre nasłonecznienie.

W Izraelu nie miałem mapy papierowej, więc nawigowałem według znaków w terenie - oznakowanie bardzo dobre. Wieczorem planowałem trasę, analizowałem przejście, robiłem notatki. Dwa dni były pochmurne, więc trzeciego dnia miałem już tylko kilkanaście procent baterii, która już nie była taka świeża jak po zakupie. Więc słońce powitałem z radością, bo wokoło piach i skały...
Doładowywałem też lampkę namiotową (Nitecore Tube).

No i okazało się, że te papierowe 7 Watt w praktyce przekłada się na nieco mniejszą moc. A bo chmury, a bo rano za słabo świeci, a wieczorem już za późno... Na plecaku - już pisałem.
Więc kiedy robię półgodzinną - godzinną przerwę na jedzenie i odpoczynek, łapie słońce do akumulatora. Nie ma warunków do ładowania - może później. Ale ta godzina przerwy w wędrówce, to najlepsza godzina ładowania. Mój panel wrzuci kilkanaście procent, większy w tym czasie kilkadziesiąt, a taki całkiem spory naładuje do pełna i jeszcze wrzuci coś do powerbanka. I to niekoniecznie mojego.
Są ludzie, którzy przemierzają kanadyjskie pustkowia przez wiele dni, toteż nie dziwię się, że potrzebują czegoś konkretnego.
Czasem potrzeba prądu do aparatu, do kamery, do czołówki. No i telefon, powerbank w razie "W".
W Polsce to spoko gadżet, ale już tam gdzie wrony nie dolatują...
W śpiworze wystarczy raz zmarznąć by pomyśleć o cieplejszym. Deficyt energii elektrycznej też przywodzi do refleksji.
Więc niech każdy nosi według potrzeb i przekonania.
A ja jeśli znajdę mocniejszy, tańszy i wcale nie cięższy od mojego i będę przy kasie, to mogę nie pomyśleć, że komuś wystarcza 3W w 50 - 100 gramowym opakowaniu. Kupię. A gdy będę potrzebować - poniosę.

Howgh!
20
GPS, mapy, komórki i pozostała elektronika / Odp: [Ładowarka słoneczna] PortaPow 7W
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Shwarc dnia Maj 18, 2018, 21:05:24 »
Tak, masz rację. I wyłączność na słuszność.
Nie, nie mam, zwracam jednak uwagę, że jak chcemy coś polecać to pod konkrety, konkretne zastosowanie, konkretne potrzeby. Jak widzisz, mi ten panel totalnie nie odpowiada, jest za ciężki, za drogi, za duży, nie mam potrzeby codziennego naładowania telefony od zera do 100%, nie mam potrzeby ładowania opiekacza, laptopa itd. Skąd zatem wiedza, że pytający poszukiwacz solara potrzebuje taki? Po co polecać komuś śpiwór zimowy skoro nie wiemy do czego ów śpiwór ma służyć? Większość raczej nie będzie go potrzebowała, ale nie będąc świadomym kupi, bo im polecono. Nie wyklucza to także z automatu, że ten śpiwór to słaby produkt, to może być świetny model, ale nie do wszystkiego niestety, a kupno na wyrost mija się z celem.
Strony: 1 [2] 3 4 ... 10