Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
Aleś mi mrozem kark ochłodził
Dawaj, dawaj to na klimie zaoszczędzę

Wysłane z mojego ONEPLUS A3003 przy użyciu Tapatalka

2
Cytuj
O tym słyszałem ze 2 lata temu. Ponoć jakas ekipa chodziła po schroniskach i kradła ludziom buty pozostawione (często zgodnie z poleceniem samego schroniska) w przedsionkach. Z jednego schroniska zginęło raz 7 par butów. Nie pamiętam gdzie, ale właśnie w tamtej okolicy miało to miejsce. Z tego min. powodu nie podobają mi się takie nakazy schroniskowe, przezorny zawsze ubezpieczony tym bardziej, jesli mamy buciki za ładnych kilka stówek.

Cytuj
Ta bacówa też fajną miejscówką mogła by być na zimę, ale właśnie te szpary i pamiętam, że zawsze tam był syf w środku. Jeszcze gdyby prycze były drewniane, a nie te łóżka z pchłami  :P
3
kuchnia / Odp: [Kuchnia] Napełnianie kartuszy
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Shwarc dnia Dzisiaj o 08:30:13 »
Tzn mówisz o takim gazie:
https://bagstar.pl/media/catalog/product/cache/1/image/800x/17f82f742ffe127f42dca9de82fb58b1/g/a/gaz-do-zapalniczek-palnikow-elico-300ml.jpg

i nim można napełnić kartusz turystyczny, gwintowany tylko za pomocą odpowiednio dobranej końcówki?
4
Emocje rosną... Czekam na sezon 3  ;D
5
Grednel  - Czkawki brak ...  śmak  ;D po pracy muszę dłubać po nocach te elaboraty  ;D
Shwarc - Bedzie i Anioł lutowy z Bieszczadów jak się tylko ogarnę z czasem  ;)
Dave - a próbowałeś już rozbić ten namiot w pokoju schroniskowym i w nim się przekimać ?  ;D bądź prekursorem  ;D
6
Dzień 3 – 23 stycznia (wtorek)
Wielka Rycerzowa – Muńczoł – Ujsoły – Glinka – Krawców Wierch


Budzę się a tu z wczorajszej „lampy” nic nie zostało, chyba zabrakło nafty i dziś pozostało przedzieranie we mgle. Jak to w życiu i  filmie czasem słońce, czasem mgła  ;) Poprzedniego wieczora nad rozłożoną mapą razem z Tomkiem debatowaliśmy nad dalszą strategią jaki obrać kierunek. Na wadze rozstrzygały się losy długiej trasy do Hali Lipowskiej przez Halę Boraczą albo do Krawców Wierch przez Ujsoły i Glinkę. Moja ambicja opowiadała się za pierwszą opcją ale zdrowy rozsądek wskazał na drugą i tak też ruszyliśmy następnego dnia każdy swoim tempem, jeden Denisa Urubki a drugi ślimaka … nie pochwalę się kto jakim  ;D W bacówce na drzwiach wejściowych informacja o pilnowaniu swoich butów w związku z ich kradzieżami na Hali Lipowskiej, Rysiance i Krawców Wierch. Tak też czynię zawsze w każdym schronisku od samego początku  i zabieram buty do pokoju. Brak słów  :o Ruszam z Hali z małymi problemami nawigacyjnymi z powodu ogromnej mgły. Podczas zejścia do Przełęczy Kotarz zaliczam dwa piruety ocenione przez jury na najniższą ocenę  ;D Na Hali na Muńczole śniegu ponad kolana ale jakiś dzielny wojownik trochę torował przede mną więc rakiet nie ubieram. Docieram do miejscowości Ujsoły z nadzieją na jakiś obiad ale jak mówi miejscowy jedyna knajpa upadła tak że nawet rewolucja Geslerowej nie pomogła  ;)  No nic… uzupełniam zapasy w sklepie, zjadam na ławce i dalej spory kawałek po asfalcie do Glinki, boszeeee w moich butach kategorii B/C katorga  :-\ Już po ciemku ale bez czołówki docieram do bacówki Krawców Wierch nikogo nie spotykając na całej trasie. Dostaję pokój a tam znajomy Tomasz już grzeje się w śpiworze,  jednak trochę tam zimno a i czołówkę trza odpalić bo światła w pokojach nie ma, bacówka podobnie jak poprzednia bez stałego źródła energii…dla mnie bomba. Oprócz naszej dwójki kilka znajomych rodzin z niezliczoną gromadką dzieci. Wszyscy siedzimy w małej ale jakże przytulnej i ciepłej jadalni. Dzieciaczki bawią się na pewno grzeczniej niż „młodzież” z Wielkiej Raczy  ;D w każdym razie jest gwarnie, sympatycznie i wesoło. Nie pamiętam co już jadłem ale było przepyszne a obsługa schroniska bardzo przyjaźnie nastawiona do turystów tak że szczerze polecam to miejsce  :) W tak miłym nastroju siedzimy i rozmawiamy do późna a potem wskakuje do mojego cienkiego syntetycznego pśiworka, nakryłem się jeszcze kocami i ubrałem w dodatkowe ciuchy i to była dobra decyzja.




















Dzień 4 – 24 stycznia (środa)
Krawców Wierch – Wielki Groń – Hala Rysianka – Romanka –Rysianka – Hala Lipowska


Otwieram oczy i jakoś nie mam ochoty wychodzić z mojego nagrzanego kokona …  brrrrr. Na śniadanie jajecznica i pora ruszać ku nieznanemu. To ostatni dzień Tomasza który wraca do domu ale jak sam powiedział warto było nawet na te 3 dni bo tutaj czas wolniej płynie .. oj prawda to jakiś inny wymiar  :) Zachmurzenia ciąg dalszy a ja atakuję pasmo graniczne w kierunku Rysianki. Widoków niezbyt wiele a turystów aż do Rysianki brak. Wbijam do schroniska, w jadalni pełno luda ale jeszcze zbyt wczesna pora i po posiłku ruszam na najwyższy pobliski szczyt Romanke. Wprawdzie nie było potrzeby ale z nudów nawet założyłem targane przez cały wyjazd rakiety, całkiem nieźle się w nich chodzi tylko trochę trzeba jak kaczka. Po zdobyciu Romanki już w świetle czołówki wróciłem  w stronę schroniska. Wiało nawet dość mocno tak że na samej Hali Rysianka śladów już nie widziałem i nawet musiałem posiłkować się GPSem aż trafiłem na kolejkę która prowadzi wprost do schroniska. Planem było jednak schronisko na Hali Lipowskiej oddalone 15 minut drogi. W schronisku jeden pan i jedna rodzinka. Rezydentka schroniska, starsza pani chciała mi wepchnąć najdroższy pokój ale nalegałem jednak skutecznie na najtańszy wieloosobowy  ;D  Strasznie marudziła jacy to turyści są beeee bo więcej po nich sprzątania niż to się opłaca i taka lista żali, aż się dziwiłem tym dyplomom wiszącym w jadalni za zajęcie wysokich miejsc w rankingu schronisk….chyba już tylko echo przeszłości  :P Zjadłem pierogi i poszedłem spać.






























Dzień 5 -25 stycznia (czwartek)
Hala Lipowska – Rysianka – Trzy Kopce – Pilsko – Hala Miziowa



Miałem nadzieję, że nie będzie do trzech razy sztuka i wreszcie ktoś doleje nafty do tej lampy. Łypię jednym okiem za okno i cóż widzą moje oczy ….Beskidy witają w swojej bajce… takie cuda to ja rozumiem  :) Pełny życia bez jednego obtarcia na nodze frunę do jadalni na tradycyjną jajecznicę  ( ciekawi kiedy mi się znudzi ? …odpowiadam… nie prędko  ;D 
Wychodzę przed schronisko przed którym informacja o niebezpieczeństwie trafienia spadającymi z dachu obrywami śniegu. Dach bardzo stromy i przekonuję się o tym za moment kiedy metr od moje głowy z prędkością światła przelatuje spory kawałek lodu…uffff  :o uważajcie tam w zimę. Ruszam nazad w stronę  schroniska na Rysiance a celem dzisiejszego szlajanka będzie Pilsko. Na Hali Rysianka widoczki nieziemskie, fajf mynyt na delektowanie się panoramami, drugie fajf na poczucie ich smaku a kolejne na upojenie otaczającym cudem jakim są Beskidy  :D „No to jest to co tygryski lubią najbardziej”. Celem mojej wędrówki jest być w drodze a nie dotarcie do konkretnego punktu, to tylko środek do kolejnego etapu, nigdzie się nie spieszyć, nie być niewolnikiem zarezerwowanych noclegów a tym bardziej wyznaczonej trasy. Wprawdzie krąży dobra rada żeby samemu nie wędrować zimą, zostawiać komuś swoja trasę….wiecie co ?  la la mi do  ;D świadomy jestem podjętego ryzyka. No dobra bo robi się jakoś melancholijnie a tu zimno od tego stania  ;D trzeba ruszać dalej. Docieram na Trzy Kopce a stamtąd wiedzie tak szeroka droga że dwie furmanki wyminą się na miętko tak, że bat jednego woźnicy drugiemu przez beret nie sięgnie  ;)




























 
W końcu docieram na miejsce do którego przyznaje się bez bicia mam cholerny sentyment…. Hala Cudzichowa  ::) a co tam będę pisał, sami popatrzcie. Jest nawet wiatka dla zbłąkanego turysty co by sobie nieprzewidywany nocleg mógł zrobić. Tam też na ławeczce ubieram sweterek puchowy i robię przerwę na kabanosa i pajdę chleba, z garnuchami gorącej herbaty… bajka, czy dzisiejszy dzień przyniesie mi jeszcze coś lepszego … obaczym  :)



















Nie idę dalej czerwonym ale przed Halą Cebulową skręcam na niebieski graniczny co by dojść w stronę masywu Pilska, ale żem się zmachał pod tą górkę  ;D Wychodzę pod kolejkę a tam takie tłumy że doznaję szoku poznawczego jak dwa nieodległe miejsca a taka różnica. Pełno narciarzy, snowboardzistów, dzieciaków ćwiczących pod okiem instruktorów w końcu ferie … i  jeden zbłąkany jegomość z plecakiem co lezie wyżej i wyżej, oj wyróżnia się on, wyróżnia  ;D Tam tak wyślizgane że zastanawiam się czy wyciągnąć raczki ale jakoś daję radę uważając przy tym żeby mnie ktoś nie skosił w tym slalomie. Na początku masywu tylko dwóch skiturowców których wykorzystuję do zrobienia z kilku ulotnych chwil pamiątki swojego oblicza  ;) Ruszam dalej w stronę szczytu aż do ołtarza i tam już tylko jeden skiturowiec który już nóg nie czuje od podejścia ze strony słowackiej, jego również wykorzystuję… a co tam. Pan szybko się zwija bo zimno a ja już wiem, że tego co widzą moje oczy szybko nie zostawię  :D Ubrany w sweterek puchowy, opatulony od hulającego wiatru postanawiam zostać na zachód słońca. Z dobrą godzinę tam byłem a może i więcej, ale tylko sami spójrzcie i z ręka na sercu niech mi się ktoś przyzna że zwinąłby w takiej sytuacji swoje cztery litery  ;D  Nie musze chyba dodawać, że nikogo nie ma oprócz mnie … czyli to wszystko dla mnie, takie cuda tylko dla mnie…ehhhh jest jeszcze sprawiedliwość na tym świecie  :D Jednym słowem poezja, właśnie dla takich chwil warto nawet zmarznąć (akurat wtedy nie zmarzłem  ;D Kraina lodu w istnie bajkowej scenerii. Aaaa starczy już tego pisania lepiej popatrzcie sami :)















































Nacieszywszy zmysły pora znaleźć nocleg, mam trochę obawy czy schronisko na Hali Miziowej nie będzie zapełnione tym ludem wcześniej widzianym. Jak wiadomo wejść jest łatwiej niż zejść, tutaj już obowiązkowo zakładam raczki i powiem Wam że za chiny ludowe nie zszedłbym stamtąd aż do schroniska bez dupozjazdu  ;D Wchodzę a tam cisza jak makiem zasiał, nocleg bez problemu za ok 30 zł w sali wieloosobowej gdzie jeszcze tylko 3 osoby. W samym schronisku może z 15 gości. W poprzednim roku byłem tylko ja sam na początku plus za jakiś czas dotarły jeszcze dwie dziewczyny. Widocznie hoteloschronisko ma większe obłożenie weekendowe a dziś dopiero czwartek. Po kolacji debatuję nad mapą o której musze wstać żeby dotrzeć czerwonym szlakiem do bardzo ale to bardzo odległego jak na warunki zimowe schroniska Markowe Szczawiny. Pobudka zaplanowana o 5.30  ;D  proszę o litość i uprzedzam współlokatorów którzy przyjmują to z serdeczny zrozumieniem. Pora spać.

C.D.N.  ;D




7
kuchnia / Odp: [Kuchnia] Napełnianie kartuszy
« Ostatnia wiadomość wysłana przez bartwer dnia Wczoraj o 23:19:08 »
Przetestowane. Gwintówki również można nabijać kartuszami od zapalniczek, trzeba tylko użyć odpowiedniej plastikowej przejściówki dołączonej zawsze do gazu.
8
Ładne klimaty i ciekawa narracja. Mam nadzieję, że nie dostałeś czkawki  ;D. Dawaj dalszą opowiastkę.
9
Przeczytałem tytuł, klęknąłem, mówię co jest grane teraz? :D

Cytuj

Ładna fota, jak zaproszenie do bajki :)
10
Tez tak macie ze lubicie zająć dodatkowe łózko swoimi gratami, tu coś wysuszyć, tam powiesić itp

Tia, w schroniskach zawsze robię bałagan: a to składuję ciuchy na łóżku obok, a to suszę namiot itp. ;D

Czekam na resztę trasy. ;)
Strony: [1] 2 3 ... 10