Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
buty wysokie / Odp: [SZUKAM] Szerokie buty trekkingowe
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Dominik.M dnia Dzisiaj o 00:07:57 »
Z tego co zaobserwowałem to Salomony i Adidasy mają bardzo szerokie kopyto w porównaniu ze znaczną częścią konkurencji.
2
buty wysokie / Odp: [SZUKAM] Szerokie buty trekkingowe
« Ostatnia wiadomość wysłana przez MaciekZ dnia Wczoraj o 22:26:20 »
Skoro Hanwag się chwali linią Bunion Last, specjalnie zaprojektowaną pod haluksy (wg mini katalogu dołączonego do ostatniego, tatrzańskiego numeru "Gór", no i wg ich strony) to szedłbym w tym kierunku:
http://www.hanwag.de/produkte/special-editions/hallux
Tylko nie bardzo wiem jak jest z dostępnością Hanwagów do zmierzenia, zwłaszcza tych poszerzanych. Pewnie można gdzieś znaleźć, zamówić i ewentualnie zwrócić ale to może być niezła zabawa - nie wiadomo czy utrafisz za pierwszym razem...
Wg wspomnianego mini katalogu dystrybutorem jest Fenix Eastern Europe GmbH z Poznania. Są tam też namiary (adres, telefon - jak potrzebujesz to wyślę Ci na priv albo podejdź do sklepu z gazetami i spisz sobie). Próbuj do nich zagadać - sam jestem ciekaw efektu chociaż akurat takich problemów ze stopami nie mam. Może wskażą Ci dobry sklep w południowej Polsce który z nimi współpracuje i tam coś Ci podeślą...
3
buty wysokie / Odp: [SZUKAM] Szerokie buty trekkingowe
« Ostatnia wiadomość wysłana przez mikel dnia Wczoraj o 22:05:09 »
Zerknij na ofertę asolo. Normalnie są szersze, a dodatkowo oferuję opcję wide w niektórych modelach.
Ewentualnie salomon. Mam miendle, mierzyłem ostatnio z ciekawości salomon quest, są szersze :)
4
karrimaty i maty / Odp: [Maty samopompujące]
« Ostatnia wiadomość wysłana przez sieku dnia Wczoraj o 20:35:13 »
Przesłali maila z namiarami na kuriera, znaczy sie podeszli do sprawy honorowo i cos mi przyślą :D

Yatzek, rozwazam eksperyment przeszczepienia wentyla od starej poduszki samopompujacej. Jeśli temat mnie przerośnie lub z go z innych przyczyn porzuce - bedzie Twoja ;)

Wysłane z mojego SM-G930F przy użyciu Tapatalka

5
buty wysokie / Odp: [SZUKAM] Szerokie buty trekkingowe
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dave dnia Wczoraj o 19:37:57 »
Zrób sobie na wymiar u Hanzela, na bazie modeli dostępnych na ich stronie.
6
buty wysokie / Odp: [SZUKAM] Szerokie buty trekkingowe
« Ostatnia wiadomość wysłana przez MaciekZ dnia Wczoraj o 19:31:51 »
Spróbuj coś z the North Face. Proste modele bywają w sklepach sieci Martes w dobrych cenach. Nie twierdzę że to znakomite buty ;) , za to uważam je za dość szerokie. Dla siebie na letnie Beskidy kupiłem jakiś szmaciany model z gore. Chyba to ten:
https://www.sklepmartes.pl/mezczyzna/14230-meskie-buty-terra-mid-gtx-tnf-t0clx0ags-the-north-face.html#/rozmiar-45/pe-men/kolor-black_sa_green
Na Tatry Zachodnie może wystarczą, a przy takiej cenie możesz za jakiś czas kupić kolejne ;) Oby tylko stopa się zmieściła...
7
buty wysokie / [SZUKAM] Szerokie buty trekkingowe
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Korri dnia Wczoraj o 16:44:26 »
Drodzy forumowicze,

Poszukuję z marnym skutkiem męskich butów trekkingowych na szeroką stopę typu halluxowego (112mm szerokości w najszerszym miejscu przy 285mm długości). Kupiłem Meindl Borneo i są za wąskie (stopa drętwieje i powodują otarcia). Mierzyłem Hanwag Tatra Wide i też są za wąskie. Seria Bunion jest słabo dostępna i nigdzie nie widziałem dokładnych szerokości wkładek. Czy ktoś z Was ma pomysł jakie modele mógłbym spróbować przymierzyć (a najlepiej podać ich szerokość wkładki dla rozmiaru 45-46)?

Typ buta praktycznie dowolny, ma służyć do chodzenia po górach typu Tatry Zachodnie z ciężkim plecakiem.

Z góry dziękuję za pomoc.
8
Sudety / Długi weekend w Górach Złotych, Bialskich i Masywie Śnieżnika 12-15.08.2017r.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dave dnia Wczoraj o 15:49:43 »
12.08.2017r. Złoty Stok - Borówkowa

Zbliża się długi weekend sierpniowy. Pogoda ma być dobra, więc żal siedzieć w domu. Trochę główkowania i postawiłem na Masyw Śnieżnika wraz z przyległościami. Start zielonym szlakiem ze Złotego Stoku, a co będzie dalej, to się zobaczy. Z racji spodziewanych korków, zdecydowałem się na transport publiczny, co okaże się bardzo wesołym doświadczeniem. Ale nie uprzedzajmy faktów. :) Namiot został w szafie, stwierdziłem, że na tej trasie się nie przyda.

Do Poznania docieram zgodnie z planem w sobotę 12.08 o godzinie 7:10, z zamiarem zapakowania się w TLK "Beskidy" do Wrocka o 7:30. Na dworcu sajgon, Poznań Główny wita mnie takimi komunikatami:



W nocy nad Wielkopolską przeszły nawałnice, efektem są zerwane trakcje i połamane drzewa, leżące na torach. W międzyczasie "mój" pociąg znika z elektronicznej tablicy z rozkładem jazdy. Zaczynam się zastanawiać czy w ogóle uda mi się wyjechać z Poznania, ale koniec końców mam farta - pociąg przyjeżdża i ruszamy z 40-minutowym opóźnieniem. Po drodze zatrzymujemy się kilka razy. We Wrocku mam tylko pół godziny na przesiadkę i zastanawiam się, co z tym fantem zrobić. Decyduję się pogadać z obsługą pociągu. Kierownik kontaktuje się z centralą we Wrocławiu, po czym informuje mnie, że pociąg zmierzający do Lichkova będzie na mnie czekał. :D Do Wrocławia docieram z godzinnym poślizgiem. Jadący do Lichkova "kibel" stoi, wsiadłem, zrzuciłem plecak i po chwili ruszyliśmy. Ludzie w pociągu oczywiście wściekli. ;)

Wysiadam na stacji Kłodzko Miasto i biegnę na ul. Łużycką, skąd odjeżdża bus do Paczkowa przez Złoty Stok. Na miejsce docieram 7 min. po planowym odjeździe. Następny za dwie godziny. Na szczęście Kłodzko zakorkowane, więc bus się spóźnił. :) Ujechaliśmy może ze 2 km i na wylotówce z Kłodzka zatrzymuje nas policja. Kierowca dostaje mandat za przekroczenie prędkości, a policjant bardzo uważnie ogląda opony pojazdu. W końcu ruszyliśmy, więc z wehikułem chyba wszystko w porządku.

Z przygodami, ale dotarłem na miejsce! Moją wędrówkę postanawiam zacząć z wysokiego C - od schaboszczaka i kawy w barze Apetit. :)



W centrum miasta odnajduję początek szlaku i ruszam przed siebie. Zamierzam dotrzeć na Borówkową. Początkowo szlak biegnie przez park linowy "Skalisko":



by następnie wyprowadzić mnie prosto w pokrzywy. Po krótkim chaszczowanku wychodzę do lasu, by natrafić na pierwszy z serii znaków, które będą towarzyszyły mi prawie do końca trasy:



Gdzieś tam, zza drzew, zaczynają się wyłaniać pierwsze widoki:



Na Przełęczy Jawornickiej robie sobie dłuższą przerwę. Czas coś zeżreć. Moją ofiarą padają batoniki musli z Biedronki i mieszanka studencka. Zapijam całość wodą z peta, niestety w butelce widać już dno. Wodę uzupełniam po czeskiej stronie, na przełęczy Różaniec (należy odbić na czerwony szlak i kawałek się cofnąć). Źródło nie wygląda zbyt zachęcająco, ale woda jest w porządku, piłem ją bez żadnych sensacji. Po chwili zdobywam Krowią Górę Wielką, z jej fantazyjnymi formami skalnymi:



Decyduję się zakimać na Borówkowej. Znajduje się tu duża wiata, wieża widokowa, jest także sporo miejsca na namioty. W wiacie jem kolację:



i idę na krótką przechadzkę po okolicy, z zamiarem zatankowania wody w widniejącej na mapie studni. Niestety wody brak. Z nosem na kwintę wracam na Borówkową. W  butelce zostało mi około litra, a wg mapy następne źródło jest dopiero za Czartowcem. Musi mi wystarczyć. Wchodzę na wieżę i robię kilka fotek:





Zaczyna się już ściemniać, a tu schodzą się Czesi na ognicho i ochlajparty. No to sobie pospałem, myślę sobie. Posiedziałem chwilę i zwinąłem się na nocleg do wieży widokowej. Do uszu wsadziłem zatyczki, Czesi darli zdradzieckie mordy przez pół nocy, ale jakoś udało mi się zasnąć.

13.08.2017r. Borówkowa - Schron turystyczny w rezerwacie "Puszcza Śnieżnej Białki"

Budzę się o 6 rano, jem śniadanie i zwijam bambetle. Czesi też już na nogach. Chwila zastanowienia nad mapą i ruszam dalej zielonym szlakiem w stronę Przełęczy Lądeckiej. Po chwili mija mnie biegacz, zagaduję o możliwość uzupełnienia wody w okolicy... i dostaję w prezencie 0,5l Żywca, bo wziął za dużo. Stokrotne dzięki! Idę wygodną ścieżką, widoczek w pytę:



Docieram na przełęcz. Wychodzę na asfalcik, przebiega tędy granica polsko-czeska. Znaki graniczne są niepotrzebne, wystarczy spojrzeć na nawierzchnię żeby się o tym dowiedzieć :D



Wędrówka asfaltem na szczęście nie trwa długo. Przy kopalni bazaltu odchodzę w lewo i drałuję w stronę ruin zamku Karpień. Idąc przez las tak się zamyśliłem, że przegapiłem odbicie szlaku w gęstwinę i wylądowałem w Czechach, co kosztowało mnie jakieś 20 minut. Docieram do kościółka w Karpnie, nieopodal wyborna wiata w standardzie pięciogwiazdkowym. Znajduje się tam też informacja, że teren jest monitorowany, nie wiem jak to w praktyce wygląda, ale pod kątem noclegowym konstrukcję oceniam wysoko.





Po chwili jestem na rozdrożu zamkowym, tam znajduje się kolejna wiata i wychodzę już na zamek. W międzyczasie słońce zaczyna ostro przygrzewać, dobrze że mam wodę. Zamek Karpień w stanie agonalnym, ale kamienna ławka trzyma się całkiem nieźle:



Zmierzam na Przełęcz Gierałtowską. Po drodze obżeram się przepysznymi malinami, które rosną tu w ilości zatrważającej. Mijam Przełęcz Karpowską, gdzie na chwilę posadziłem cztery litery, w międzyczasie pojawiają się widoki:





Docieram na Przełęcz Gierałtowską, miejsce jest naprawdę urokliwe. Polana, zadaszenie, sporo miejsca na odpoczynek. Po czeskiej stronie jest co oglądać:



Wymieniam wrażenia z napotkanym rowerzystą i zmierzam na Czartowiec. Oby była woda, bo w przeciwnym wypadku będę ugotowany. Po krótkim podejściu jestem na szczycie. Chwila na złapanie oddechu i schodzę na czerwony szlak po czeskiej stronie, gdzie ma znajdować się chata myśliwska i źródełko. Po chwili wychodzę na polankę. Jestem oczarowany: przestrzeń osłonięta od wiatru, ławki, miejsce na namiot, ognisko, woda, a nawet sławojka! Zdecydowanie najlepsze miejsce na biwak na całej tej trasie. Decyduję się na dłuższy odpoczynek. Tankuję przepyszną wodę, od razu wypijam chyba z litr. Z plecaka wypadają kabanosy, makaron w sosie serowym z brokułami, kawa. Oj, będzie się działo:





Spędzam tam godzinę. Zbijam bąki, konsumuję obiad, piję kawę, wymieniam uprzejmości z dwiema napotkanymi Czeszkami. Słowem, impreza na całego. Niestety, nic nie trwa wiecznie i trzeba się zwijać. Wychodzę tą samą drogą na zielony szlak. Idę na Kowadło, kawałek trasy robię z dwiema przesympatycznymi dziewczynami z Poznania, które nocują w Domu Zborowym w Bielicach. Tak skutecznie roztaczają przede mną wizję pierogów z jagodami, łóżka i prysznica, że dzwonię do Domu Zborowego z zapytaniem o noclegi, ale wolnych miejsc już nie ma. W odwecie próbuję je namówić na wejście na Kowadło, niestety zasłaniają się późną porą i zmęczeniem. Trudno, ich strata. ;) Dziewczyny odbijają na nocleg do Bielic, więc na Kowadło wchodzę sam. Na szczycie grupka ludzi, która za chwilę się ewakuuje, w międzyczasie spadło kilka kropel deszczu i po chwili Kowadło mam dla siebie:





Zejście do Bielic daje mi konkretnie w kość. Zaczynam odczuwać lekki ból w prawym kolanie, na szczęście sytuacja szybko wraca do normy. Miejscowość biorę bokiem, idę na nocleg do rezerwatu Puszcza Śnieżnej Białki, gdzie znajduje się schron turystyczny.



Początkowo idę przepiękną doliną, która nieodparcie kojarzy mi się z Kościeliską w Tatrach:



Po chwili ostre podejście, wchodzę na wysokość ok. 1000 m.n.p.m. i jestem na rozdrożu, od którego odbija ścieżka do schronu. Czuję zapach ogniska i już wiem, że sam nocować tam nie będę. Z duszą na ramieniu zachodzę do schronu, który jest okupowany przez parkę kolarzy z Wrocławia i ich znajomego z Ziębic. Momentalnie zostaję zaproszony na ognisko i poczęstowany wódką.



Sporządzam sobie kolację, którą pochłaniam w okamgnieniu i dołączam się do ekipy, flaszka krąży z rąk do rąk. Około 22 opuszczam towarzystwo i udaję się na stryszek, celem przygotowania legowiska. Profilaktycznie zajmuję miejsce przy samym oknie i idę spać. Tak mi się przynajmniej wydaje. ;)





O 23.30 ktoś mnie szturcha. Okazuje się, że dziewczyna jest na dobrej drodze, żeby podzielić los Bona Scotta z AC/DC. Z kamienną miną ratuję ekipę papierem toaletowym, w międzyczasie tocząc z Piotrkiem filozoficzne dysputy nt. Boga i sensu życia. Fuck, okna nie da się otworzyć, jakoś będę musiał tam wytrzymać. W międzyczasie dziewczyna zostaje sprowadzona do parteru, gdzie, cytując Piaseckiego, dokonuje nalotu na Rygę po raz drugi. Zdegustowany przewracam się na drugi bok i śpię dalej. To był dobry dzień. :) Aha, całą noc padało.

14.08.2017r. Schron turystyczny w rezerwacie Puszcza Śnieżnej Białki - Schronisko PTTK "Na Śnieżniku"

Wstaję jako pierwszy przed ósmą. Trochę dziś zamarudziłem. Robię sobie kawę, do gara sypię śrutu, zalewam wodą i konsumuję, W międzyczasie wstaje reszta ekipy. Idę na stryszek po matę i śpiwór, wali tam jak w gorzelni. Piotrek jedzie rowerem zatankować wodę do źródełka, z czego skwapliwie korzystam, podrzucając mu swoje pety. Dokonuję porannych ablucji i żegnam się z towarzystwem, udając się zielonym szlakiem na Śnieżnik. Póki co, po krótkim podejściu zdobywam Rudawiec, cały czas maszerując po jagodowisku:



Po drodze zdobywam Jawornik Wielki (fotki brak) i wychodzę na Przełęcz Płoszczyzna, gdzie urządzam sobie dłuższy popas. U Czechów tankuję wodę i na ławce stołuję się na całego:



Ruszam dalej w stronę Śnieżnika. Po nocnych opadach sporo błota, dobrze że zabrałem solidne obuwie:



Przechodzę przez Głęboką Jamę, skąd na Śnieżnik już niedaleko. Zaczyna się dość długie podejście, na którym zaczyna mnie łapać lekki kryzys, na szczęście kabanosy ratują sprawę. Widoki zwalają z nóg:





Po drodze mijam Czecha idącego boso, taplam się w błocku niczym dzika świnia i wychodzę na szczyt. Z racji długiego weekendu, na Śnieżniku sporo ludzi. Wieje, a nadciągająca chmura nie nastraja zbyt optymistycznie. Na dodatek skończyły mi się baterie w aparacie. Szybka podmianka, robię jeszcze kilka zdjęć, zżeram część zapasów z plecaka i uciekam w stronę schroniska.







Decyduję się zakimać w schronisku. Prysznic, łóżko i kawał solidnego mięcha bardzo mi się przydadzą. W schronisku tłumy, zastnawiam się czy są wolne miejsca. Na szczęście plecakowców widzę mało i w tym wietrzę swoją szansę:



Do bufetu kolejka jak niegdyś za srajtaśmą. Zrzucam plecak, a gdy udaje mi się wreszcie dopchać do szynkwasu, dowiaduję się, że są wolne miejsca! Uiszczam trzy dyszki za nocleg w dziesięcioosobowej sali, do tego biorę schabowego z ziemniakami i surówką. Normalnie luksusy! Pochłaniam obiad i zanoszę plecak do pokoju, gdzie poznaję Pawła, z którym jutro będę szedł przez cały dzień. Lecę pod prysznic, o jak dobrze! Czuję się jak nowonarodzony. W międzyczasie do pokoju zachodzą kolejne osoby. Szybko montujemy wspólną ekipę i idziemy posiedzieć pod schroniskiem przy Soplicy, wtaszczonej tu przez Huberta, którego widziałem wcześniej na Śnieżniku. Ja zamawiam jeszcze grochówkę z pieczywem, a co, stać mnie :D Rozmowy o tym i o tamtym, wymieniamy doświadczenia górskie, opinie o sprzęcie, śmichy chichy i w końcu robi się na tyle chłodno, że ewakuujemy się z powrotem do schronu. Część ekipy łoi jeszcze Opaty, mi cebula we krwi nie pozwala płacić 8 zł za piwo. ;) W międzyczasie wyskakuję na zachód słońca. Mało spektakularny, ale jest:







Kolejną atrakcją są oswojone jelenie, które przychodzą tu na popas:



Około 22 idziemy do pokoju, część osób już śpi, jakiś Niemiec coś do mnie gada, ale za Chiny Ludowe nie rozumiem o co mu chodzi. Kładę się spać, nawet nikt nie chrapał, aż byłem w szoku.

15.08.2017r. Schronisko PTTK "Na Śnieżniku" - Międzylesie PKP

O 6 rano wyłażę z wyra, biorę plecak, buty i schodzę na parter zjeść śniadanie i się umyć. W międzyczasie dołącza Paweł, decydujemy się połączyć siły i iść razem do rozdroża pod Opaczem, skąd odbija czerwony szlak do Międzylesia. Pociąg do Wrocławia wyjeżdża stamtąd o 13:57, co daje mi szansę powrotu o ludzkiej godzinie, zamiast szlajać się po nocach w Niemojowie, skąd bez auta nie ma jak wrócić. Przed siódmą wychodzimy, termometr pokazuje 7 stopni, ale jest ciepło, po chwili muszę zdjąć wiatrówkę bo robi mi się gorąco. Poranny widok spod schroniska, bezchmurne niebo wskazuje że będzie dziś grzało:



Schodzimy na Mały Śnieżnik i zmierzamy w stronę Trójmorskiego Wierchu, gdzie mam nadzieję na dobre widoki. Po drodze mijamy rumowisko skalne, gdzie wykonuję kilka zdjęć:





Schodzimy na Przełęcz Puchacza, gdzie znajduje się wiata, ale jej możliwości noclegowe oceniam jako mizerne. W międzyczasie zbliżamy się do Trójmorskiego Wierchu, widoczki ostro ryją w łepetynie:





Na Trójmorskim decydujemy się na krótki odpoczynek. Przegryzam resztki mieszanki studenckiej i czekolady, zapijam wodą z butelki i wchodzimy na wieżę porobić fotki:







Dalej szlak się wypłaszcza i idziemy przez spokojne, pofalowane grzbiety:



Nasze szczęście nie trwa długo, ponieważ po chwili znad Trójmorskiego Wierchu nadlatuje helikopter, który ewidentnie nas śledzi:



Helikopter jest coraz bliżej nas, aż w końcu następuje scena niczym z horroru: helikopter ląduje, a z maszyny desantują się żołnierze. Porywają Pawła, mi widząc to udało się porzucić plecak i uciec do lasu, co w ciężkich buciorach nie było łatwym zadaniem... na całe szczęście to tylko wytwór mojej wyobraźni, helikopter odleciał na terytorium Czech. :)

Docieramy do rozdroża pod Opaczem i odbijamy na czerwony szlak do Międzylesia. Słońce grzeje tak mocno, że język przysycha mi do podniebienia. Krótki odpoczynek przy ambonie myśliwskiej:



Idziemy przez Pisary, po drodze stary cmentarz i kapliczka:



Skręcamy w żółty szlak, który wyprowadza nas bezpośrednio na dworzec PKP w Międzylesiu. O 13:45 meldujemy się na dworcu, mamy 12 minut na pociąg do Wrocławia z przesiadką w Kłodzku, koniec imprezy:



Podsumowując: wypad bardzo udany, pogoda dopisała, napotkane osoby też, czego chcieć więcej? Pomimo długiego weekendu i związanego z tym oblężenia, ruch turystyczny skupiony był głównie wokół Śnieżnika, poza sezonem letnim i długimi weekendami samotność na szlaku mamy raczej gwarantowaną. Należy zabrać ze sobą odpowiednią ilość prowiantu, bo poza schroniskiem na Śnieżniku z zaopatrzeniem krucho. Namiot niepotrzebny, miejscówek przy szlaku jest od groma, nadto Dom Zborowy w Bielicach udziela noclegu za 20zł od osoby. To byłoby na tyle. Czytał Tomasz Knapik.
9
karrimaty i maty / Odp: [Maty samopompujące]
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Yatzek dnia Wczoraj o 15:42:28 »
Sieku - jeśli się pozbywasz tego niesprawnego Karrimora, to ja chętnie przygarnę.
10
karrimaty i maty / Odp: [Maty samopompujące]
« Ostatnia wiadomość wysłana przez velka dnia Wczoraj o 12:20:01 »
Niestety nie wiem i nie mam jak tego sprawdzić, jest lekka ;) Mogę fote zrobić w porównaniu z butelką wody etc.

Ja też kupowałem w decu, tylko kumpel po znajomości opchnął mi jeszcze taniej. Nie mówił nic, że to ostatnie sztuki.
Strony: [1] 2 3 ... 10