Autor Wątek: [Prawo i bezpieczeństwo] Dzik jest dziki, dzik jest zły, czyli niedźwiedziojelenie atakują!  (Przeczytany 16482 razy)

0 użytkowników i 3 Gości przegląda ten wątek.

Nie wiedziałem, gdzie umieścić wątek, także traktuje go jako dotyczący bezpieczeństwa.

Mianowicie chciałbym tu uruchomić dyskusje dotyczącą zagrożenia ze strony zwierząt.   Powszechnie wiadomo, że w górach "pasterskich", szczególnie w Rumunii najgorszym zmartwieniem są watahy psów, które biegają po górach i dostarczają emocji potencjalnym turystom.
Ponad to stanowią realne niebezpieczeństwo, gdyż są sporych rozmiarów i w sporej części zdziczałe.
Ja, póki co, byłem w najpopularniejszych turystycznie Rumuńskich górach, w większej grupie, dlatego nie były one realnym zagrożeniem, ale również uprzykszały życie. Teraz chciałbym pojechać w nieco dziksze góry, jednak co słyszę relację, czy rozmawiam ze znajomymi to najbardziej przestrzegają mnie właśnie przed psami. No i zaczynam realnie myśleć jak ewentualnie z nimi sobie poradzić.  Może jakiś gaz pieprzowy, czy petardy, o których użyciu właśnie w tym celu słyszałem.  Jakie macie sposoby, pomysły do zaradzenia temu obiektywnemu zagrożeniu, którego raczej nie można uniknąć?

Drugą sprawą sa niedźwiedzie, których w Rumunii tez podobno sporo. I tu mam takie same pytania - jak się zachowywać, żeby uniknąć misia w namiocie, czy podczas spotkania z takim zwierzakiem?

Ogólnie to trochę w temacie czytałem. Mam nadzieję, że ktoś ma jakieś ciekawe doświadczenia czy spostrzeżenia, a może jakimiś ciekawymi linkami zarzuci?
Pozdrawiam


Offline semow

Drugą sprawą sa niedźwiedzie, których w Rumunii tez podobno sporo. I tu mam takie same pytania - jak się zachowywać, żeby uniknąć misia w namiocie, czy podczas spotkania z takim zwierzakiem?
widziałem w Muntii Calimanii jak miś biegł w dół stoku.
teoria jakoby należało uciekać w dół bo miś ma krótsze przednie łapy i nas nie dogoni jest teorią błędną ;D

poza tym obili nam ryja we wsi jak schodziliśmy, tyle z niebezpieczeństw ;D

Offline ina

Na psy pasterskie polecane najczęściej rzucanie kamieniami nie działa, traktują to jak piłkę albo żarcie i jak się okazuje że nie jest nim  to wracają wkurw*ne jeszcze bardziej :) działa natomiast hałas, nam wystarczyło uderzanie o siebie plastikowymi butelkami, a gaz miałam pod ręką. Słowacy na misie (które tam są agresywniejsze niż w polskich tatrach) polecają petardy.
Mam małe cycki, ale duże jaja.

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy cię zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla

Offline crimson



  • Pomógł: 123
  • rocznik '89

    • Status GG
    • Mój stan Skype
    • www.outdoor.org.pl
ach nie przesadzałbym z tymi psami ;D



tylko cztery się za nami wlokły i nie były jakieś zdziczałe, szły z nami przez cały czas, a wieczorem niczym jacyś mityczni strażnicy, rozłożyły się na każdym z rogów namiotu, strzegąc dostępu, zawinęły się nad ranem, jak zrobiło się zimno ;D
nie jestem całkowicie bezużyteczny, przecież zawsze mogę służyć za zły przykład

stormbringer coming time to die

Offline ina

Wieczorem, już nie na grani czy w pobliżu pastwisk psy też refugia otaczały i były bardzo sympatyczne, zwłaszcza jak gotowaliśmy :)
Mam małe cycki, ale duże jaja.

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy cię zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla

Offline iwonapro



  • Pomógł: 79
  • "Jak zjesz wykładowcę to kto da Ci wykształcenie?"

Drugą sprawą sa niedźwiedzie, których w Rumunii tez podobno sporo. I tu mam takie same pytania - jak się zachowywać, żeby uniknąć misia w namiocie, czy podczas spotkania z takim zwierzakiem?
widziałem w Muntii Calimanii jak miś biegł w dół stoku.
teoria jakoby należało uciekać w dół bo miś ma krótsze przednie łapy i nas nie dogoni jest teorią błędną ;D
niedźwiedzie szybko biegają także w dół i jak będę chciały nas dogonić to dogonią,
ale
biega się im w dół niewygodnie i z tego powodu można je zniechęcić wybierając taką drogę

ponoć najlepszym co można zrobić to zachować spokój
wycofywać się, ale nie gwałtownie

łatwo powiedzieć ;D
"... żywi zmarłych nie nauczą niczego, ale z drugiej strony, umarli mogą nauczyć czegoś tych co żyją"

Offline Wolf

A my jak byliśmy w Fogaraszach (grupą) to kumpla dziabną taki pasterski piesoniedziwiedz. Na szczęście niegroźnie, wścieklizny nie miał (jak sie okazało dopiero po tym jak kumpel nie toczył piany z ust :P )
Z gazem trzeba uważać, żeby nie siknąć pod wiatr bo to zamiast pies stac sie ofiarą, my możemy się nim poczęstować i nie będzie wesoło.
Co do niedzwiedzi to czy to Słowacja, czy Bieszczady to nie ma różnicy, wszędzie możemy je spotkać. Kumpel np. na Parszywce w Worku Raczańskim spotkał matkę z małym. Rzucił im kanapke i spierdolił czym prędzej :P Jak rozmawiałem z ratownikami górskimi w Rumunii to kazali robić dużo hałasu, ponoc to misie odstrasza. Na Słowacji spotkałem sie z poradą, że można np. oblać swoim prywatnym osobistym moczem teren obozu, tak żeby miś czy wilki wiedziały że to czyjeś terytorium. Co do  żarcia i np. brudnych garów można zapakować do wora i np zawiesić na jakims drzewie w oddaleniu od obozu.
Ale reguły tutaj nie ma.....
"Siłę słonia, płodność byka da Ci tylko turystyka!"



Online BroJarek



  • Pomógł: 38
  • chłoporobotnik

Obsikiwanie obozu podobno naprawdę działa. Podobnie jak hałas. Z psami nie mozna utrzymywac kontaktu wzrokowego, bo to je prowokuje. Niedźwiedzie zazwyczaj same się wycofują, jesli stwierdzą, ze przeciwnik  jest od nich wiekszy, dlatego warto stanąc na kamieniu, podniesc plecak nad głowę. Tyle teorii. Z gazem pieprzowym różnie bywa, czasem mozna nim sobie niezłą krzywdę zrobić. A petardy? Pokażcie mi twardziela, który w obliczu spotkania z misiem trzęsącymi rękoma odpali petardę.

Offline Piotrek



  • Pomógł: 79

    • Galerjanki
Całkiem spora grupa psów przyglądała mi się z zainteresowaniem nawet w Beskidach. Na całe szczęście widok moich kijów skorygował ich przemyślenia. Zresztą nie musi ich być wiele, wystarczy jeden złośliwie upierdliwy, albo milcząco podstępny.
Misie widziałem tylko przy "paśnikach" i były tym tak zajęte, że moja skromna osoba nie wzbudziła w nich żadnego zainteresowania.



Offline atanor

Pod koniec września w Rumuni już nie ma pasterzy z psami, więc to też jakaś metoda.
Na psy są specjalne żele których nie wolno stosować na ludzi, są do dostania w sklepach w innymi gazami.
A niedźwiedzie... jak zobaczę (o ile w ogóle) to dopiero zacznę się martwić ;D

Offline Tadek



  • Pomógł: 27

Gaz zelowy ktory jest bezpieczniejszy w uzyciu
Jeleniogórski Klub Jaskiniowy

Online Yatzek

Co do gazów, to się podzielę wiedzą, jako że przez wiele lat miałem z nimi do czynienia.

Generalnie na zwierzęta najlepiej działają gazy pieprzowe, są dla nich - zwłaszcza dla mających czuły i delikatny zmysł powonienia - psów - bardzo nieprzyjemne.
Co prawda nie zawsze można się wykazać opanowaniem i zaczekać by pies podszedł do nas na odległość zasięgu miotacza gazowego, więc można puścić chmurę z wiatrem i wiatr ją zaniesie do psa. Ale to tylko w najkorzystniejszej konfiguracji...
Można jeszcze poświęcić czapkę, chusteczki, buffa, czy inny kawałek materiału, napsikać go gazem i rzucić w kierunku psa. Ten z pewnością będzie chciał to obwąchać i jest szansa, że jak pociągnie dobrego "bucha", to się zniechęci.

Na ochronę obozowiska też można psiknąć na okoliczne drzewa (raczej nisko), albo psiknąć w woreczek foliowy/prezerwatywę, zawiązać i zostawić z odrobiną jedzenia. To ukierunkuje gościa na jedzenie, ale jest duża szansa, że zanim je spróbuje, wyczuje gaz i odpuści. Ale czy odejdzie, to już zależy od jego determinacji.

Gaz w żelu nie jest rozpylany jak zwykły gaz, a leci glutem i działa bardziej selektywnie. Jednak  żel działa przy kontakcie z ciepłym celem, który powoduje parowanie żelu i jego działanie. Jeśli psikniemy futrzastemu Azorowi na sierść, to może po prostu nie zadziałać, albo efekt będzie słaby. No i trafić trzeba precyzyjniej niż zwykłym gazem.

Zatem gaz pieprzowy KO jest stosunkowo najbardziej uniwersalny, na psa wystarczy niewiele, mniej niż na człowieka, więc nawet jak psikniemy nisko i krótko, to jest szansa, że psa odstraszymy, nawet kosztem kichania czy kaszlnięcia. Może też zapiec w oczy, ale ja już miałem kilka razy okazję być w obszarze działania różnych gazów i nie jest źle.

Gazy CS czy CN jakie stosuje Policja i inne służby porządkowe i którymi też napełnia się amunicję do broni gazowej, na zwierzęta działają znacznie słabiej niż gazy pieprzowe (OC, KO).

Dla zapuszczających się w dzicz Alaski, produkowane są wysokociśnieniowe miotacze gazu, o większej pojemności, skuteczne na niedźwiedzie i inne niebezpieczne ssaki. Gazy takie mogą nie działać na węże i inne płazy czy gady.

Można też zrobić sobie prosty granat gazowy, kupując małe pojemniki z gazem, nieco większe od szminki i przy pomocy mocnej taśmy obłożyć je +- trzema petardami. Najlepiej, by masy zapalające były blisko siebie i zapalały się od siebie nawzajem. Dobrze to mieć oczywiście na podorędziu i w razie czego odpalić i rzucić w kierunku agresora. Huk i gaz powinny wywrzeć na zwierzęciu niezapomniane wrażenie.
Może nie jest to sposób na Krupówki, ale na dziksze góry Rumunii czy Ukrainy już tak...
Wędrówką życie jest człowieka...

Offline madmun



  • Pomógł: 143

Tak czytam, i wydaje mi się że gaz to jedyne wyjście, jednakże nie wiem czy to działa bo nie używałem, a swojego Psiaka nim nie potraktuje :)

Przewagą żelu jest to że sami chmurą nie dostaniemy jeśli wieje, a w górach to jest największy problem,
Żelem musisz trafić w pysk nie sfornego psiaka,
są jeszcze dostępne piany - ponoć najskuteczniejsze,

Możesz pokusić się o kupno byle jakiego pieprzowego, ale nie wiem czy te na psy nie mają większego stężenia kaspicyny

I jeszcze jedno te malutkie gazy starczają na jeden strzał, także jakbyś się wybierał gdzieś na dłużej, to warto kupić troszkę większy
R.T.F.M
outdoor to nie rurki z kremem

Offline Ivan

Można też zrobić sobie prosty granat gazowy, kupując małe pojemniki z gazem, nieco większe od szminki i przy pomocy mocnej taśmy obłożyć je +- trzema petardami. Najlepiej, by masy zapalające były blisko siebie i zapalały się od siebie nawzajem. Dobrze to mieć oczywiście na podorędziu i w razie czego odpalić i rzucić w kierunku agresora. Huk i gaz powinny wywrzeć na zwierzęciu niezapomniane wrażenie.
Może nie jest to sposób na Krupówki, ale na dziksze góry Rumunii czy Ukrainy już tak...
Sprawdziłeś to w praktyce? Bo sorry, ale właśnie proponujesz rozwalenie petardą pojemnika pod ciśnieniem wypełnionego palną cieczą. Kolejne ale: proponujesz 3 petardy. Petarda to nie jest precyzyjny ładunek pirotechniczny, więc nawet odpalone jednocześnie nie wybuchną razem. Wybuchnie jedna i rozrzuci resztę. Wątpię czy nastąpi rozerwanie pojemnika gazu. I co wtedy? Zostawić, zakopać, czy taki naruszony schować do plecaka żeby się rozszczelnił w PKSie? To może jedna, silniejsza petarda? No ale jak silna?

Bardziej w temacie: psy mają pierdyliard razy silniejszy węch niż człowiek. Psiknięcie gazem powoduje, że pies zaczyna szaleć, tak go boli. Może nawet zdechnąć. Dobrze to czy źle, nie wiem, ale warto wiedzieć.

Małe gazy (np. dla pań do torebki) są jednorazowe. Najlepiej chyba kupić jakiś pieprzowy ANTI DOG, który jest większy i można używać wielokrotnie.

Offline madmun



  • Pomógł: 143

Można też zrobić sobie prosty granat gazowy, kupując małe pojemniki z gazem, nieco większe od szminki i przy pomocy mocnej taśmy obłożyć je +- trzema petardami. Najlepiej, by masy zapalające były blisko siebie i zapalały się od siebie nawzajem. Dobrze to mieć oczywiście na podorędziu i w razie czego odpalić i rzucić w kierunku agresora. Huk i gaz powinny wywrzeć na zwierzęciu niezapomniane wrażenie.
Może nie jest to sposób na Krupówki, ale na dziksze góry Rumunii czy Ukrainy już tak...

wow, dopiero doczytałem....

Nie, nie, nie z tysiąca powodów... proszę tego nie komentować...
R.T.F.M
outdoor to nie rurki z kremem


Online Yatzek

Sprawdziłeś to w praktyce? Bo sorry, ale właśnie proponujesz rozwalenie petardą pojemnika pod ciśnieniem wypełnionego palną cieczą.

Tak kolega odpędzał hordy psów w Bośni na misji bodaj w 2003 roku (żeby nie pisać raportu z użycia broni). Potem robiliśmy próby poligonowe, ale bez tzw. siły żywej. Patent działał, gaz się nie palił. Pozwolę sobie nie rozwijać tematu.

Niemniej gaz pieprzowy, opisywany jako KO, OC, Pfepper, Anti Dog, czy jak jeszcze producent wymyśli - polecam, stan skupienia - gaz, żel, piana czy podobne - to już co kto woli...
Wędrówką życie jest człowieka...

Dziękuje bardzo za odpowiedzi. Co do zachowania psa, to sadzę, że zależy ono przede wszystkim, jak pasterz się ze zwierzętami obchodził . Jak je bił tym 3 metrowym kijem który trzyma w ręku to sorry, ale pies wtedy potulny nie będzie dla nas.
Co do hałasu to kumpel mowił że psy się nie bały jakiegoś stukania - o menażkę czy inne gary ani krzyku.   
Co do kamieni to wprost przeciwnie - ponoć czworonóg reagował nawet na gez pochylenia się w celu podniesienia kamienia i uciekał.  I tak było z reguły.
Podsłuchałem ostatnio także o sposobie z Alaski - trąbki na sprężone powietrze - słyszał ktoś o takim cudzie?

Offline Barsus



  • Pomógł: 28
  • tekst osobisty

    • Da Się? Da! Czyli opowieści różnej treści.
A co z ogniem? Którego to ponoć zwierzaki się boją. Czy np. taka zapalniczka noszona na pod orędziu i odpalona w momencie zagrożenia, nie pomogłaby?
black hole sun

Offline kubi

Musialaby miec wielkosc ogniska chyba ;D
"Wszystko jest w Górach, najważniejsze żeby w Nich być, bo tu odzyskuje się równowagę." - Dybel

| POMOC DLA RODZINY DYBLA |

Picasa & Wikiloc

Offline Misiakus



  • Pomógł: 20

Miś w teorii.

Jak daleko to hałas + można się napuszyć. Powinien się przestraszyć i dać dyla.
Jak niechcący podeszliśmy za blisko, niedźwiedź może zaatakować uważając, że nie ma już czasu i miejsca na ucieczkę.
Jak z tyłu ma jakąś ścianę lub inna zaporę to mamy przerąbane bo droga ucieczki przebiega po nas ;)
Tak samo jak broni potomstwa, które nie może sprawnie uciekać.
Podczas konfrontacji, jak zdążymy, to można się puszyć (robimy nietoperza z kurtki albo peleryny, plecak nad głowę itp.) i hałasować. Można się bronić gazem pieprzowym licząc na to, że ucieknie zamiast wpaść w amok.

Jedzenie - przygotowywanie i przechowywanie - w jakiejś odległości od namiotu. Przechowywać najlepiej zawieszone kilka metrów nad ziemią, na dość cienkiej gałęzi aby od pnia sobie łapą nie przyciągnął.
Pakowanie w szczelne worki ma mały sens bo niedźwiedzie mają ponoć lepszy węch od psów i pewnie będzie podążał jeszcze za zapachem tego co gotowaliśmy.

Ucieczka w długą albo ucieczka na drzewo sensu nie ma - w obu przypadkach misie są szybsze.
Chyba, że ....
Uciekać możemy próbować ale jak mamy fant, który rzucamy między miśka a siebie. Ponoć większość wtedy zajmie się sprawdzeniem co podano do stołu, dając nam czas na ucieczkę. Najlepiej torebka z jedzeniem przy której trzeba chwilę popracować ale zapach jest z góry obiecujący a awaryjnie ubranie, plecak itp.

Mam też taką teorię ... ciekawe jakby się zachował napastnik, gdyby tak siebie gazem potraktować czyniąc się mało apetycznym ;) Ekstremalna ostateczność ale lepsze to chyba niż jakieś sponiewieranie z nadgryzieniem.

Inne patenty o których słyszałem to jak przedmówcy pisali - zaznaczyć teren wokół obozu własnym moczem.
Gdzieś słyszałem też o takim kręgu z roztworu pieprzu albo tandetnych perfum ze sklepu.
W jakiejś książce tanie perfumy były też używane do dyscyplinowania psa. Chyba któraś część Pana Samochodzika. Chyba też ze 25 lat temu babcia mi o tym wspominała, że działa ...
Myślę, że paczka zmielonego pieprzu też jest tanią alternatywą i jak nie ma jakiegoś super wiatru, może stanowić dobry zniechęcacz.
Nadmuchana torebka z pieprzem ? Huk plus chmura pieprzu ?

Pies w praktyce i psy w teorii.

Co do psów to zależy od egzemplarza i czy są w stadzie.
Miałem chyba 4 doświadczenia z jakimiś agresywnymi miejskimi burkami sięgającymi mi do pasa, które miały jakieś pretensje i skończyło się na nawiązaniu dialogu i kontaktu wzrokowego. Nie da się ignorować, odwrócić dupą do psa i odejść. Wiem, że zwierzęta traktują kontakt wzrokowy jako wyzwanie ale unikanie go działa jak zwierzę trzyma dystans albo przechodzimy obok. Jak już warczy pokazuje zęby i naciera to albo się bijemy albo rozmawiamy - w obu przypadkach okazujemy zwierzakowi życzliwą dominację wzrokiem i głosem.
Jednego udało mi się jakoś trzymać za łeb od góry bo skubany podskakiwał mi do gardła przez kilka minut aż się zniechęcił. Ale był spasiony i mało ruchawy ;) Ogólnie stres na kilka dni bo takich przepychankach :/

Z cudzych doświadczeń wiem, że nerwowe akcje, ucieczka, panika, chowanie się, wyraźne okazywanie strachu i paniki itp. powoduje u psów amok, agresję, toczenie piany i zachęca do ataku nawet jak wcześniej chciały tylko oszczekać profilaktycznie. Dotyczy też tych, które osobiście głaskaliśmy i wiemy, że normalnie są życzliwe.
Widziałem kilka razy jak się zmieniało zachowanie psa w kontakcie z byłym wspólnikiem mojego ojca i jedną ex ;)

Przy wioskowej zgrai psów może nie zadziałać, bo jak rozmawiamy z jednym to dwa inne mogą nas od tyłu zajść. Ze stadami doświadczeń osobistych nie mam i słyszałem, że trudniej się negocjuje - lepiej przestraszyć lub inaczej zniechęcić.
Wtedy właśnie przydaje się coś co daje po nosie typu gaz pieprzowy albo samoróbki na bazie pieprzu/ostrej papryki. Kijki, kij, pałka też pozwala utrzymać sforę na dystans.

Wpadłem też, że można natrzeć nogawki spodni pieprzem i pozwolić psu się nieco zbliżyć aby się zaciągnął ;)
Z tym pieprzem to teoretyzuję ale jestem pewien, że zadziała. Testowałem kilka razy działanie na sobie łupiąc ziarna w moździerzu a to promil tego co doświadcza zwierzę z czułym węchem :)

Ogólnie odradza się aktywną samoobronę nożami, pałkami itp. jeżeli ktoś na to wpadnie aby machać tym na podchodzące zwierzaki. Jak już skoczy albo się wgryzie to inna sprawa i przy całym szacunku dla futrzaków nie przebieramy wtedy w środkach.

Offline GENUA

Jeżeli chodzi o spanie to swego czasu jak bawiłem się w survival to rozsypywaliśmy dookoła obozowiska namiotu czy po prostu miejsca gdzie spaliśmy proszek do prania, jest tak intensywny zapachowo że żaden zwierzak po powąchaniu nie miał ochoty na inne zapachowe doznania i odchodził, z doświadczenia mogę powiedzieć o dzikach i jeleniach (był tak wielki jak samochód) więc myślę że warto ten patent stosować.
Pewne rzeczy onieśmielają nas nie dlatego, że są trudne. Przeciwnie: są trudne bo nam brakuje śmiałości....

Offline atanor

Jeżeli chodzi o spanie to swego czasu jak bawiłem się w survival to rozsypywaliśmy dookoła obozowiska namiotu czy po prostu miejsca gdzie spaliśmy proszek do prania, jest tak intensywny zapachowo że żaden zwierzak po powąchaniu nie miał ochoty na inne zapachowe doznania i odchodził, z doświadczenia mogę powiedzieć o dzikach i jeleniach (był tak wielki jak samochód) więc myślę że warto ten patent stosować.

wow, polecam krąg z oleju napędowego, bo przy proszku jeleń może się wpienić ;)
serio to silne detergenty degradują środowisko, 100g proszku potrafi zabić kawał życia w lesie.

Offline Ivan

swego czasu jak bawiłem się w survival to rozsypywaliśmy dookoła obozowiska namiotu czy po prostu miejsca gdzie spaliśmy proszek do prania
Gratuluję. Że survivalowcy/militaryści zostawiają w lasach nierozebrane szałasy, niezamaskowane miejsca po ogniskach, drzewa pobrudzone farbą i pokaleczone nożami oraz pióra po kurze którą oprawili i zjedli to niestety widziałem wielokrotnie. Ale że do tego niszczą przyrodę chemią to nie wiedziałem. Oczywiście, wszystko to jest biodegradowalne, ale nie od razu i nie jest zupełnie obojętne. Gratuluję raz jeszcze.

Offline GENUA

Jeżeli chodzi o spanie to swego czasu jak bawiłem się w survival to rozsypywaliśmy dookoła obozowiska namiotu czy po prostu miejsca gdzie spaliśmy proszek do prania, jest tak intensywny zapachowo że żaden zwierzak po powąchaniu nie miał ochoty na inne zapachowe doznania i odchodził, z doświadczenia mogę powiedzieć o dzikach i jeleniach (był tak wielki jak samochód) więc myślę że warto ten patent stosować.

wow, polecam krąg z oleju napędowego, bo przy proszku jeleń może się wpienić ;)
serio to silne detergenty degradują środowisko, 100g proszku potrafi zabić kawał życia w lesie.

nawet nie zapytałeś jakie to są ilości, wystarczy mieć w garści odrobinę i natrzeć kilka drzew a po porannej rosie nie zostaje śladu, więcej sam zanieczyszczasz środowisko nawet nie wiedząc o tym...

swego czasu jak bawiłem się w survival to rozsypywaliśmy dookoła obozowiska namiotu czy po prostu miejsca gdzie spaliśmy proszek do prania
Gratuluję. Że survivalowcy/militaryści zostawiają w lasach nierozebrane szałasy, niezamaskowane miejsca po ogniskach, drzewa pobrudzone farbą i pokaleczone nożami oraz pióra po kurze którą oprawili i zjedli to niestety widziałem wielokrotnie. Ale że do tego niszczą przyrodę chemią to nie wiedziałem. Oczywiście, wszystko to jest biodegradowalne, ale nie od razu i nie jest zupełnie obojętne. Gratuluję raz jeszcze.
dziękuję za gratulację ale widzę ze Ty jesteś ekspertem w rozbrajaniu natury, polecę cię na jakieś szkolenia :D

Pewne rzeczy onieśmielają nas nie dlatego, że są trudne. Przeciwnie: są trudne bo nam brakuje śmiałości....


Offline Ivan

dziękuję za gratulację ale widzę ze Ty jesteś ekspertem w rozbrajaniu natury, polecę cię na jakieś szkolenia :D
Nie wiem co to jest ,,rozbrajanie natury". Natomiast wiem, że trzeba ją szanować i minimalizować wpływ swojej obecności w czasie biwaku. Czyli zabierać śmiecie i maskować ewentualne ognisko. Można też ewentualnie zabrać nie swoje śmiecie. Tak czasem robię i tym się mogę chwalić. To proste sprawy, nie trzeba do tego szkoleń. Natomiast nie chwalę się tym, że kiedyś zniszczyłem korę kilku drzew podczas zajęć linowych, bo się tego wstydzę. Sypanie proszkiem do prania to dla mnie też powód do wstydu i nie polecałbym tego na forum publicznym jako dobry sposób na odstraszanie zwierząt. Rano proszek znika wraz z rosą. Znika z oczu, ale nie z ekosystemu.