Autor Wątek: [Prawo i bezpieczeństwo] Wiązanie się na grani. Za i przeciw!  (Przeczytany 16677 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Odp: [Prawo i bezpieczeństwo] Wiązanie się na grani. Za i przeciw!
« Odpowiedź #75 dnia: Styczeń 11, 2013, 20:31:25 »
asekurację stanowiskową, z przyrządu, bez wiązania się drugim końcem

Właśnie o stały punkt mi chodziło. No z ciała, w oparciu o stanowisko, bez wiazania się raczej trudno by było;)


Nie wiem, czy odpowiedni temat, ale taki filmik znalazłem dziś:
http://www.youtube.com/watch?v=Qhw9AM7ahlA&list=HL1357931831

Ciekawy sposób przekraczania mostu śnieżnego, z asekuracja z prusika. Choć jakoś miałbym opory, żeby zamiast węzłem przyczepić sie do liny 5cio czy tam 6mm sznurkiem.



Offline Rychu

Odp: [Prawo i bezpieczeństwo] Wiązanie się na grani. Za i przeciw!
« Odpowiedź #77 dnia: Styczeń 11, 2013, 20:54:25 »
Normalna technika pokonywania poręczówki bez użycia jumara. Tutaj jest jego pochodna. Ale... punkty przymocowania liny takie jakby "mało na stałe". Ciekawe....
"I hate the people destroying my plans..." Acid Drinkers

Galeria zdjęć :)

Offline MarcinekNu2



  • Pomógł: 7
  • Ja nic nie wiem...

    • Ochrona przeciwpożarowa
Odp: [Prawo i bezpieczeństwo] Wiązanie się na grani. Za i przeciw!
« Odpowiedź #78 dnia: Styczeń 14, 2013, 08:45:23 »
No i proszę: http://brytan.com.pl/forum/read.php?4,19670,19670#msg-19670

Chodziło mi o nawiązanie do dyskusji o wiązaniu się liną. A dokładnie o ten fragment

Cytuj (zaznaczone)
Na Dniach Lajtowych w Karpaczu Adam zapytany o to, dlaczego nie byli związani liną powiedział, że dobrze, że nie byli, bo on też by spadł. Zostało to nagrane, ale zapewne nie zostanie upublicznione, za dużo jest do stracenia.
w kontekście tego
Cytuj (zaznaczone)
W krytycznym dniu, gdy alpiniści schodzili z Berniny, załamała się pogoda. Wiał porywisty wiatr i intensywnie padał śnieg. Nie mogąc znaleźć drogi powrotnej, mężczyźni telefonicznie poprosili szwajcarskich ratowników o pomoc, ale w panujących warunkach okazało się to niemożliwe. Opisano im jedynie drogę zejścia do schroniska, znajdującego się jakiś kilometr od nich. Zdołał tam jednak dotrzeć już tylko Bielecki. Jak wynika z jego relacji, wsobotę 27 października ok. południa w czasie zejścia stromym północnym zboczem grani Spallagrat rybniczanina porwała tzw. deska śnieżna, czyli lawina powstająca w wyniku osunięcia się warstwy śniegu niezwiązanej jeszcze z podłożem. 41-latek runął w dół i od tej chwili nikt go już więcej nie widział. W chwili wypadku panował tam silny mróz, a wiatr wiał z prędkością blisko 100 km/h. Gdy helikopter zabierał Bieleckiego ze schroniska do szpitala, pilot poleciał nad miejsce, gdzie spadł alpinista, ale żadnych śladów nie zauważono. Według szacunków Szwajcarów, warstwa świeżego śniegu może tam liczyć nawet kilka metrów, jest tam też dużo lodowych szczelin.
?