Autor Wątek: Afganistan 2010  (Przeczytany 3939 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Afganistan 2010
« dnia: Maj 17, 2016, 11:59:31 »
Z racji tego, że zdarzyła się rzecz dziwna i zupełnie nieoczekiwana, a z tytułu mej bazgraniny u Was (pomocna dłoń rucinsky`ego i "znaleziska"), rozpocznę tu pewną opowieść w odcinkach, która w takiej formie nigdzie nie była publikowana. Poszczególne odcinki pojawiały się na stronie terenowo.pl, ale nadam tej relacji osobisty sznyt.
Finał zachowam w innym obszarze netosfery i kto będzie chciał, ten będzie w tej mojej sferze sobie osobiście tam kontynuił.

Rzecz się mieć będzie o tym:
https://www.youtube.com/watch?v=4RII32FZnr4

Nie lubię tego pierdolingu tv. Bardzo zaś mi się spodobała koncepcja rejestracji tego, co się działo, bez retuszu. Dowód jest tutaj np.:
https://www.youtube.com/watch?v=svBLiFscwY8

Możecie sobie pooglądać kolejne odcinki klejone po nocach na kolanach przez Szpilberga, Rafała Sieradzkiego -filmowego dokumentalisty wycieczki.
To, co nas odróżniało, od tego, co dzieje się współcześnie, to fakt, że zrobiliśmy to w dość nietypowym stylu.
Z wyprawy powstał blisko godzinny film, ale nie znam jego losów.

Ja też popełniłem kilka filmów z tej imprezy. To, dość nędzny przykład, ale zawsze...:





Oba w jakiś tam sposób dokumentują część wspólną (moją i ekipy) wyrypy. Spróbuję przybliżyć Wam ten odcinek.

No więc, do roboty... ;)



Świat jest do dupy ale życie jest cudem


Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #1 dnia: Maj 17, 2016, 12:36:02 »
Buran poniewierał mi psychę przez lat kilkadziesiąt... Buran z wirusem.
Magia przekuwania posranych pomysłów w realne przedsięwzięcia, podsycana wiatrem ze wschodu, pozwalała włamywać się do tej części mózgu, która pierdoli nakazy i zakazy... Wtedy, już jako człek wolny wypływałem na suchego przestwór oceanu...
Dryf mój ostatni, to wycieczka z Simsonem w Pamir i afgański Hindukusz. Wycieczka, która wryła mi się w psychę do tego stopnia, że powiedziałem sobie dość w dniu... wyjazdu. Bo ta (jak i kilka innych) nie zaczęła w tym dniu.  Wycieczka zaczyna się w momencie, kiedy uwolnisz posrany pomysł.
Pierdolić o próbach można w nieskończoność, ale któregoś dnia mówisz: ok, zrobię to i wtedy wypływasz…

Simsonem w Pamir i afgański Hindukusz

Pierwotnie projekt był znacznie szerszy. Celem były Himalaje, po drodze Tien Szan, Pamir, Hindukusz, Karakorum i Himalaje Zachodnie. Sporo tego, ale ja się nie pierdolę w tańcu.
Blisko ćwierć wieku temu, jeszcze jako student, stanąłem pod najpiękniejszą facjatką świata – Nanga Parbat. To ona, jak dziewczę w półobnażone, kuszące swym wdziękiem, skupiała moją uwagę wieczorami, gdy leżąc ze ślepiami wlepionymi w sufit, myślami błądziłem gdzieś daleko, po niebotycznych łańcuchach górskich...
To, w jaki sposób pod nią dotarłem, zdecydowało o moim podejściu do życia na wiele lat. Temat sam w sobie niezwykły, ale nawet ja, z upływającym czasem, zacząłem traktować go jak sen. Dlatego chciałem tam wrócić…
Marząc, jednocześnie analizowałem budżet i wtedy przyszedł do dyni motorower.

W każdym razie, jak przyszedł , to zagnieździł się w zwojach na amen. Ten stan znany mi jest od lat, więc gdy mnie nachodzi, nie walczę...

Po konsultacjach z Pastorem (postać w mym środowisku niebywała*), wybór od razu padł na Simsona.

Był to koniec lata zdaje się. Kończył się powoli sezon, dla mnie stracony, bo obiecałem małżonce, że 2009-ty będzie naszym, wspólnym rokiem. Dla niej oznaczało to koniec z wycieczkami w ogóle, ja starałem się podkreślać, że „ten” rok ok., a potem zobaczymy. Wtedy uważałem, że stracony i faktycznie stracony był, bo ja byłem „nieobecny”. Z robotą było ch…, ze wszystkim było ch…, ale było bojowo, bo ja żyłem już swoim kolejnym projektem…

Pan Redaktor
Co pana ciągnie tak na ten wschód?

Pan Darek
Nic.

Pan Redaktor
...?
Pan Darek
Kompletnie nic.

Pan Redaktor
Nic??

Pan Darek
Tak. Takie zwykłe, zwyczajne nic.

Pan Redaktor
Nie rozumiem...

Pan Darek
No właśnie. Żeby to zrozumieć, trzeba pojechać na wschód.

Motto:
"...nauczyć się być w świecie, oglądać go, odkrywać, zwyczajnie, nim zniknie..."


*Tu jedna, z pastorowych wydumek.
http://www.ttcm.iq.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=78&Itemid=37
Taka dość szczególna, bo mocno osobista.

To Pastor zainspirował mnie do "motorowych" wycieczek na wschód. Człowiek o szczególnych talentach, a przy tym tak skromny, jak ja - nieskromny. Do tego pięknie "pisać potrafi"...
http://www.ttcm.iq.pl/index.php?option=com_mamboboard&Itemid=38&func=view&id=5042&catid=5&limit=12&limitstart=36
Naprawdę warto przewinąć po otwarciu linka, stronę nieco w dół, by poczytać Pastora.

Zostawiam Was na jakiś czas z kolegą Pastorem i wrócę tu z treściami mymi, jak wyrazicie taką chęć. Ów kolega odegrał w moich wycieczkach niepoślednią rolę. Chwilami kluczową.
Znajeżdżał świat na moto, wtedy, kiedy nie było gawiedzi... A ja w tej kwestii wspinałem się dopiero na nocnik. Wtedy, kiedy ze zwykłej fizjologicznej potrzeby, zatrzymałeś się na moto na poboczu, i nie mogłeś się odlać, bo zatrzymywał się przy tobie każdy motonita, z pytaniem:
- Masz problem chłopie, czy mogę ci pomóc...?
I nie chodziło o potrzymanie fiuta...

Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #2 dnia: Maj 18, 2016, 16:07:18 »
W sumie, to nie wiem czy pisać dalej, czy nie pisać... Jest ta aprobata, czy nie ma?
Pcham kolejny odcinek, ale bez sygnału, dalej już nie ruszę.

Z końcem 2009, gdy liście już opadły z drzew, gotowa była koncepcja wyjazdu Simem, ograniczona do Korytarza Wachańskiego.
Zdecydowały finanse… li tylko. Do projektu dołączył Grzegorz Szyszkowski, specjalista od dwóch kółek napędzanych siłą ludzkich mięśni. Postanowiliśmy jechać we dwójkę, dzieląc koszty przygotowania Elwooda na pół, ale każdy z nas miał realizować odrębny projekt. To już było cuś.
Jeszcze lepszym cusiem okazała się oferta złożona przez Bartka Tofela, odgrzewającego starego kotleta, czyli wyprawy himalaistów w góry afgańskiego Hindukuszu. Sam Bartek w mijającym właśnie roku zszedł był sporą część Korytarza i przygotował nowy projekt.

No właśnie, by jechać, trza mieć czym. Elwood po Biesach 3 i 1/3 zakotwiczył na wiele długich, zimowych wieczorów pod domem. Odpalałem go kilka razy, przetoczyłem tam i nazad, podładowywałem akumulatory…
Ze względu na zobowiązanie, jakiego się podjąłem, maszyna nie mogła zawieść. Nie zawiodła do tej pory, ale ranga przedsięwzięcia wymagała, by sięgnąć po profesjonalne środki odnowy biologicznej. Tak moi drodzy… biologicznej, bo Elwood to żywy twór.
Pokonując z nim tysiące km sam na sam, czy face tu face, jesteśmy jak syjamscy bracia. Często gadam do niego, wściekam się, potem przepraszam, klepiąc pieszczotliwie po kierownicy i desce rozdzielczej, głaszcząc ją, na naszą zgodę. Ten wierny druh bierze przyjaźń ze mną bezwarunkowo, jak pies. Wie, że w tej poniewierce mogę liczyć na niego , a on musi na mnie. On wie też, że gdziekolwiek byśmy nie pojechali, to ja bym go nie zostawił na cudzą pastwę. Wie, że z moją kulturą techniczną mogę go zaniedbać, ale nikomu nie dam go tknąć, bez mojej zgody i nigdy nie zostawiłbym go samemu sobie.
Jego żelastwo, to moja druga krew.

Były na tej wycieczce dwie dramatyczne sytuacje skojarzone z Elwoodem (nie idzie o żadne awarie, była tylko jedna i spokojnie do opanowania. Zresztą w ogóle awarie to pryszcz. Nigdy się ich nie ustrzeżesz na tak długiej wycieczce). Pierwsza, to bójka na posterunku afgańskiej policji, druga to zerwanie drogi pod jego ciężarem. Obaj stanęliśmy na wysokości zadania…
W związku z powstałymi obawami, najlepszą kliniką wydaje się dziupla Traska. To był jeden z lepszych warsztatów OR w Polsce. Trasek nie jest tani, ale dobry, dlatego wybór padł na niego.

Równoległe pora ruszyć w końcu z Simem, którego cały czas… nie ma. Tu z pomocą przychodzi mi Grzesiek. W momencie, kiedy pojawia się interesująca oferta z lokalnego rynku, pożycza mi 1000zł. Od siebie dokładam dwie setki i parkuję ElSimsona w… suszarni. Było to 13-tego lutego.
Sim nie do końca był na chodzie, ale poprzedni właściciel włożył w niego sporo nowych tajli i trzeba było go po prostu skończyć. Wyglądało to bardzo optymistycznie plus to, że był, było milowym krokiem przybliżającym mnie do realizacji projektu.

Z Bartkiem dogadaliśmy szczegóły współpracy.
Fakt, że wyprawa himalaistów zyskała statut narodowej, a ja zostałem jakby szefem "lądowego transportu", dało mi to do ręki poparty symboliką atut w rozmowach z druga połową.
Bidula czuła już pismo nosem. Ona też zna ten „mój” stan. Dla mnie, motywujący do działania, a ją systematycznie dołujący. Do tej pory nie dostrzegałem, lub co trafniejsze, nie chciałem dostrzegać, tej ciemnej strony. Ostatecznie małżonka zapala zielone światło. Ustępuje z syndromem walczącej z wiatrakami, stawia jednak kilka warunków, które ja obiecuję spełnić.

Wszystko powoli nabiera właściwego rytmu.
Przegląd Elwooda przewidziany z początkiem maja a Sima wywożę do Piły, gdzie ma się nim zająć spec od dwóch śladów (na zlecenie kolegi, który podjął się wesprzeć mnie w tym temacie). Do listy wspierających dołącza prezes GREEN WAY S.A. z którym znam się już kilka lat i tradycyjnie Wiesiek, prezes VARIANT S.A.
Nie podniecajcie się, trzema samemu ostro zapierdalać w temacie, tym nie mniej kilka konkretnych puzli wypełnia swoje miejsce, gdzie należy.
Ważne, że wszedłem na właściwe tory. Światła nie mącą mi nawet informacje docierające z Piły. Oryginalny silnik DDR (zgodnie z zapewnieniem sprzedającego miał przelatane jakieś 50km) okazuje się kupą złomu. Znaczy to tylko jedno. Niczemu, co w nim zrobiono, nie można zaufać. Na domiar złego Słowik, nie poparty inicjatywą finansową kumpla stoi w miejscu z robotą. Tak naprawdę nie chce przy nim dłubać w ogóle, nawet, gdy proponuję mu przejęcie finansowania naprawy przeze mnie. Zostaję więc z Simem, w czarnej dupie…

Muszę pilnie znaleźć kogoś w okolicach Poznania, kto podejmie się tej roboty, bo jak tak dalej pójdzie, to na same paliwo do transportu moto wydam lwią część kasy przewidzianej na jego remont.
Tu z pomocą przychodzi mi forum młodych zapaleńców Simsona. Założyłem tam topic pod tytułem: Simson wyprawowy, który szybko stał się tam najpopularniejszym wątkiem. Mój „dramatyczny” apel skutkuje szybką reakcją. Simek trafia w okolice Poznania w ręce… szesnastolatka! Hm… co będzie, to będzie! Marcin, mimo młodego wieku, zadziwia znajomością zagadnienia i bardzo chce pomóc. Bardziej jego ojciec zapewne, ale... Przyszłość nie będzie jednak tak kolorowa.
Ok, więc działamy…

W drugiej połowie maja odzyskuję sprawność finansową. Elwood wędruje do dziupli Traska, gdzie z początkiem czerwca ruszamy z gruntownym przeglądem. Jest trochę roboty. Trasek dłubie przy czołgu metodycznie. Jest mały kibel z tylnym mostem i duży z reduktorem. Oba w swoim czasie źle złożone. Most odzyskuje dawną sprawność (tak się wydawało), reduktor „powinien te wyprawę wytrzymać”. Ale problem dojrzewa nie na tym drzewie.
Zaliczam fantastyczne wesele Grześka i Ani, do tego w roli, którą, sam się dziwię, że przyjąłem. Świadczyłem tej parze. Dla mnie wyjątkowe zjawisko, bo od czasu, gdy wdepłem w środowisko budowlane, skończyło się noszenie gangów. Tu, wypadało ten jedyny odświeżyć, a wcześniej znaleźć go w szafie. Poza tym różnica wieku! Bawiłem się z moją żoną i gośćmi znakomicie. Bawiłem z nimi po raz ostatni.

Już na weselu, nikt nie dawał wiary, że jedziemy do Afganistanu. A przy tym temat poruszany był co rusz, nie wiedzieć kurwa czemu. Projekt znany rodzinie Grześka od ponad pół roku, tyle, że ja nie wiedziałem, że już Panu Młodemu został wyperswadowany… Im bliżej wyjazdu, tym ja czułem się co raz gorzej. Coś wisiało w powietrzu.
Wpadając do pracy Grzegorza, widziałem na jego kompie moje maile, jako nieprzeczytane. Wymawiał się brakiem czasu na nic, z powodu nawału roboty.

Nagle Elwood okazał się szrotem, niezdolnym do jazdy.
Slang Traska, który z każdym dniem mnie uspakajał, powodował u mojego kolegi dreszcze niepokoju. W 2007 i 2008 zaliczyłem dwie pionierskie wyprawy do Azji, a ten pyta się Traska, czy ja w ogóle mam jakieś klucze, by w razie W dokonać podstawowych napraw. Nie zadał tego pytania mnie... Ostatecznie rezygnuje.

Ostatnie dwa tygodnie, to niesamowity zapierdol w mojej robocie. Pracowałem po 14h dziennie. Obiecałem zabezpieczyć finansowo żonę na te dwa, czekające ją naprawdę trudne m-ce.
Ten  ostatni, to jakiś amok. Bartek załatwia ostatnie wizy: uzbecką i kazachską. Marcin finiszuje z Simem. Gadżety Pastora (duży, nieprzemakalny wór motocyklowy, ruski primus i przede wszystkim składane krzesło z oparciem!) i Lupusa (jednopowłokowy namiot Blek Dajmond, kuchenka primus, komplet aluminiowych garnków, plecak i "prawdziwy" nóż z porządnej stali - jako osobisty prezent) spakowane czekają na swoje miejsce w Elwoodzie. Dotarł również komplet olejów od Wieśka i kilka primambasów, bardzo przydatnych na czekającej mnie wycieczce.
Rozczarowany jest Trasek. Nie jestem w stanie dźwignąć kosztów i pozostałą ich 1/3 część obiecuję uregulować do końca września, po powrocie.
Cały ostatni dzień Tomek osobiście walczył z elektryką, która nagle zaczęła szwankować, gdy równo o 10.00 wystawił Elwooda z warsztatu gotowego do odbioru. Nie mógł podnieść elektrycznie opuszczanej szyby... Walczył tak z nią, centralnym zamkiem, z ginącymi prądami, światłami... do drugiej w nocy...

2010-07-01 o godz. 4.00 tuż przed świtem, starym ruskim zwyczajem usiadłem na łóżku razem z małżonką, na minutku... Łzy napłynęły mi do oczu, i żonie się zaszkliły. Uścisnęliśmy się mocno, jak nigdy.
 
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline andy

  • tato


  • Pomógł: 65
  • pieniądze nie dają szczęścia, krowy nie dają sera

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #3 dnia: Maj 18, 2016, 16:09:26 »
dawaj dalej :)
_________________
dopóki nie skorzystałem z internetu nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów /stanisław lem/

niektórzy ludzie mogliby się zabić, skacząc z poziomu swojego ego na poziom swojego IQ

Life is short. Relax ;) Smile and laugh as much as possible ;D

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 18, 2016, 16:33:25 »
Mniód Waść wylewasz w me próżne uszy...! :)
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Red-Angel

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 18, 2016, 22:45:57 »
Ja też przeczytałem, więc możesz pisać ;)

Offline kuzon



  • Pomógł: 14

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 19, 2016, 12:38:18 »
Jak masz wątpliwości, to zobacz licznik wyświetleń:
http://www.forum.outdoor.org.pl/podroze-po-calym-swiecie/
A to dopiero jakieś 2 dni minęły!   :)
"Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.”
 - Maya Angelou

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 19, 2016, 17:05:07 »
Pal sześć trzodę, jedna owieczka się liczy.
Piszę, to całkiem poważnie. Nie będę tematu rozwijał, ale zdarza się, że w powodzi słów, to jedno -  odmienia życie ludziom na plus.

Nie namawiam nikogo do ćpania, lubię za to nadużyć C2H5OH, bo ma lepszą prasę niż maryśka. Lepszą w kontekście legalnej dostępności. W ogóle nie palę, ale marychę wspieram, bo jak już kto szuka podniety, to niech bierze tą, co najmniej szkodzi.
Ja wychowałem się na alkoholu i lubię go w towarzystwie. A ponieważ mało które towarzystwo mnie lubi, to nie nadużywam za bardzo.
Wspominam o alko, bo przewija się w moich postach.

Się mówi trudno...
https://www.youtube.com/watch?v=g9VJ9UUrnAE

Poza tym trza sprawę jasno przedstawić:
https://www.youtube.com/watch?v=ErskZt1dMQ8

Wracając do clou.
Zdarzyło się któremuś z Was odmienić los drugiej osoby...? Z obszaru badań wykluczam związki damsko męskie, zwłaszcza te usankcjonowane.

Mnie się zdarzyło. I to właśnie przez te pisanie.
Bo mówią, skoro gruby może, to dlaczego, ja nie? Poza tym większość z nas żyje w chujowym świecie. I do tych, z chujowego świata trafiam najlepiej.
Wy, tu w trochę lepszym żyjecie. Wypełniliście życie pasją i chwała Wam. Moje "trzy korony" (z pierwotnego topicu - Elwood w koronie) bronią się kpiną, ale kiedyś tam Markowi Kulasowi pokazałem na amatorskim wyścigu plecy.

Tą Ukrainą, którą tu epatowałem przez chwilę, potrafiłem Bosmańską na Oksywiu podjeżdżać na okrągło przez dzień cały, mając ledwie 14 lat i to w czasach głębokiej komuny.
Zmarnowany talent... ;)
No, musiałem wstawić tego emotikona... :)

Elwood zawsze pali od strzału.

Pierwsze manewry zestawem na osiedlowym parkingu. Parę ruchów kierownicą i już wiem, jak ten zestaw łamać.
Poza Kasiulem w oknie, towarzyszy mi pani sprzątająca osiedlowy kram i na pewno ten skurwiel z naprzeciwka, który wykorzysta każdą okazję, by wezwać policję lub straż miejską, by mi dojebać, bo musi. Bo jak komuś nie dojebie, to się udusi. W tych dwóch ośrodkach jestem jednak traktowany dość życzliwie, co go wkurwia jeszcze bardziej.
Notabene, jestem w końcowej fazie namierzania ch… i odpłacę mu manewrem wypracowanym jeszcze w czasach studenckich. Skleję ciulowi framugę z drzwiami!

W końcu ruszam. Zjebany jak pies, jak zwykle, jadę po tą moją kolejną przygodę...
Jest bardzo ciepło. Jadę w amoku. Sam się dziwię, że łeb mi na kierę nie pada.
Przed W-wą staję na parkingu i sprawdzam, czy co tam się nie pourywało. W sensie reklam klejonych na chybcika przeze mnie, Tomka i prezesa GREEN WAY-a. A kleiliśmy je wspólnie między 22.00 - 2.00 minionej nocy. ElSim na sztywno spięty, ani drgnie.
Przygląda mi się kompania policji. Kupa mundurowych, w tym bardzo ładnych funkcjonariuszek. Chyba na jakie szkolenie jadą...
Dzwoni do mnie Bartek i Mirmil. Uspakajam, żem cały, w komplecie potrzebnych dokumentów a do centrum jeszcze 70km.

Gdy parkuję pod wskazanym adresem, sam odczuwam ulgę.
Przez ostatnie 4 doby spałem łącznie może z 8 godzin. Przemieszane stresem i sporym wysiłkiem fizycznym odzywają się mega zmęczeniem w momencie, kiedy dostrzegam łóżko.
Krótkie przywitanie, kąpiel i padam na wyro. Próbuję zasnąć, ale ciągle produkuje adrenalinę.
Gdzieś tam lewituję w czasoprzestrzeni, z której docierają do mnie urwane zdania członków ekipy samochodowej.
Poza Mirmilem i Bartkiem znamy się z zamkniętego forum. Obowiązkowo mam odpocząć i nie ma dyskusji.

 W południe zaczyna się pakowanie. Jestem przerażony. Rany Julek... Po kilku godzinach przyczepka przypomina kiszkę wypchaną do granic treścią, podobnie Elwood i mirmilowy Nissan.
Z dokumentów brakuje mi jeszcze zielonej karty dla Elwooda i Sima. Klimas ustalił telefonicznie, gdzie nam to od ręki wystawią i śmigamy na miasto. Mamy okazję pierwszy raz pogadać tak normalnie, chłop wydaje się ok. Parę minut po 18-tej mam komplet papierów i startujemy.

Moja załoga to:
- Bartek Tofel - pomysłodawca, sprawca, kierownik logistyczny,
- Ela Kamińska - dziewczę w wieku rozrodczym... Dla tej wyprawy pożegnała się ze stabilną robotą,
- Rafał Sieradzki - operator kamery TV, profesjonał, nie mylić konfesjonałem, choć stabilny nie mniej,
- no i ja... Zajebista niewiadoma dla wsiech.

Załoga Mirmila to:
- Mirek Łabuz "Mirmil" - dałem mu cynka w temacie, że szykuje się niezła wyrypa i plac jest,
- Tomek Klimczak "Klimas" – chłop nie ma czucia w dłoniach, po wypadku. W jednej ręce rozpalone żelazo, w drugiej zamrożony pręt i… i nic…
- Jacek Kierzkowski "Kierzu" - kierownik sportowy – chłop z jajami, ale jak je rozhuśta, to można oberwać.

Więc to wszystko jednak prawda…




Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline rucinsky



  • Pomógł: 2

    • usługi płytkarskie
Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #8 dnia: Maj 24, 2016, 21:42:35 »
W sumie, to nie wiem czy pisać dalej, czy nie pisać... Jest ta aprobata, czy nie ma?

Porzuć Elwood te wątpliwości permamentnie  ;)
Ostatnio na mail'e nawet odpisuje z 2 dniowym opóźnieniem z braku czasu ale zajrzeć do Twoim treści czas znajduje, choćby kątem oka w telefonie  :)
"A co, jeżeli rzeczywistość tak naprawdę jest iluzją i nic nie istnieje? — Cóż, w takim razie zdecydowanie przepłaciłem mój nowy dywan."

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 08, 2016, 20:29:20 »
Nim ruszę dalej z relacją, może ktoś skorzysta i ruszy:
https://www.evisa.tj/index.evisa.html

Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 12, 2016, 12:34:32 »
No właśnie. Blokada pełna w mózgu na ten wyjazd obecnie...  ::)

Do Afganistanu wybrałem się dwukrotnie moją Toyotą HJ61. W 2008-ym i 2010-tym.
Mimo, że ta druga wyprawa miała większy rozmach i zakończyła się spektakularnym sukcesem, bardziej cenię sobie tę pierwszą. Na nią mam obecnie wenę.
Na bieżąco będę drukował ją tu: Afganistan 2008

Czasu już trochę od tego wydarzenia minęło, ale zdjęcia pozwalają pamięć odświeżyć, ale przede wszystkim, razem z relacją, pozwalają mi jeszcze raz tę niesamowitą wyrypę przeżyć...
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline misiak76



  • Pomógł: 31

    • Status GG
    • Coś skromnego na Polskich Krajobrazach
Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #11 dnia: Czerwiec 27, 2016, 05:16:38 »
Czegoś mi tu brakuje ;)

Wysłane z mojego 6045Y przy użyciu Tapatalka


Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #12 dnia: Czerwiec 29, 2016, 07:58:51 »
A co ma chłop pisać, jak w linku jest napisane?
Pół tego forum, to baza linków.

Właśnie tego chcemy uniknąć.

Więc proszę o rozwinięcie wątków, uzupełnienie o relację i przepisanie z linku.
 Za tydzień zrobię czyszczenie takich wątków.

Można spokojnie wyczyścić ten wątek. Kopiowania treści nie będzie.
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #13 dnia: Lipiec 06, 2016, 01:31:21 »
Udało mi się popełnić coś dalej w temacie AFG 2008. Tyczy się to Doliny Wielkiego Ałaju. Znanej wszystkim tym, którzy podjęli próbę zdobycia lub marzą o tym, czyli o Piku Lenina.
Dolina Wielkiego Ałaju - wstęp

Dolinę tę przejeżdżałem w sumie 10x. Zjechałem ją całą wzdłuż i sporo wszerz. Zjazd do niej z przełęczy Taldyk, przy dobrej pogodzie gwarantuje  spektakularną panoramę Gór Zaałajskich - moją ulubioną.
W linku powyżej jest pierwszy odcinek - wstęp. Dalsze będą równie ciekawe (znaczy mam nadzieję, że ten też jest ciekawy), choćby ze względu na dokumentację fotograficzną. Nie jestem orłem w robieniu zdjęć, ale przez tyle lat eksploracji tej doliny (nie mam tylko zdjęć z 2007-ego, bo nie zabrałem aparatu... :) ) narobiłem ich sporo i jest z czego wybierać. Nie ograniczę się do zdjęć z 2008-ego, tylko z całego okresu.

Przy okazji opiszę życie w dolinie z podziałem na porę letnią i zimową, przedstawię życie w jurcie - prawdziwej jurcie, prawdziwe życie. Spałem w kilku takich. Nie to, co ma miejsce w jurtach komercyjnych. Będzie o budowie jurty, bo zdarzyło mi się na tej wyrypie fabrykę jurt odwiedzić... :) Co prawda w Barskoon nad jeziorem Issyk ale zawsze. Nota bene "fabrykant" produkuje również tradycyjne kałpaki kirgiskie.
Opowiem też całą prawdę o kumysie i dlaczego kierowcom nie wolno jego pić (oficjalny zakaz).

Tym, którzy w tym wszystkim nie gustują pozostanie kilka fot Piku Lenina i krótka historia, jak próbowałem wspiąć się na mój pierwszy 5-ciotysięcznik pod Pikiem.
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #14 dnia: Lipiec 09, 2016, 02:29:25 »
Czeka na  mnie.



Do usłyszenia.
Świat jest do dupy ale życie jest cudem


Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #15 dnia: Listopad 23, 2016, 21:59:31 »
40 lat minęło...
http://renowacjaposadzek.pl/blog/40-lat-minelo/
Jaka piękna Nysa "Ewa"...
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Pamir okiem kamery z 1928
« Odpowiedź #16 dnia: Grudzień 28, 2016, 18:56:43 »
W zasadzie coś podobnego przeżyłem w mikro (mikro mikro) skali.
Stary film robi mega wrażenie.
Zapraszam do obejrzenia z małym komentarzem:
http://renowacjaposadzek.pl/blog/dach-swiata-podroz-po-pamirze-1928/

Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #17 dnia: Grudzień 28, 2016, 20:07:11 »
W zasadzie coś podobnego przeżyłem w mikro (mikro mikro) skali.
Stary film robi mega wrażenie.
Zapraszam do obejrzenia z małym komentarzem:
http://renowacjaposadzek.pl/blog/dach-swiata-podroz-po-pamirze-1928/
Korekta!
Winno być:
"...okiem kamery z 1927 roku..." :) Książka została wydana rok później.
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #18 dnia: Grudzień 28, 2016, 22:16:07 »
Rok później ekspedycja mieszana niemiecko-rosyjska "Alai - Pamir Expedition 1928" eksplorowała "Niezbadaną Ziemię" a jej grupa alpinistyczna weszła na Pik Kaufmana (Lenina) do tej pory uważany za najwyższy szczyt ZSRR. Na tej wyprawie odkryto, że wyższym jest Pik Garmo, później zwany Pikiem Komunizma (obecnie Ismaila Samaniego). Zdobyty on został 5 lat później przez rosyjskiego alpinistę Jewgienija Abałakowa.

Poniżej link do filmu z wyprawy:
https://www.youtube.com/watch?v=FkrZVz9Brak
Nie jest o jednak (moim zdaniem) tak interesujący, jak ten z 1927-ego. Tym niemniej doskonale oddaje skalę takiego przedsięwzięcia. Karawanę tworzyło 65-ciu uczestników, 160 koni i 60 wielbłądów!
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #19 dnia: Czerwiec 14, 2017, 14:57:43 »
Bajkałajka parę osób rozczarowala, to więc pora nastała, by potrzymać kciuki za kolejne przedsięwzięcie w kierunku wschodnim.
Zasadniczo, nie będę ściemniał... Wybieram się się śladami Elwooda (auto... Elwood to auto!) do Azji Centralnej.
Wybieram się Wieśniakiem. Dużo tańszą wersją Elwooda. Jechałem nim do Iranu (jeszcze nie Wieśniakiem wtedy), byłem na Bałkanach... Poznałem typa. Nadaje się.
Historia drukuje się tu:
http://renowacjaposadzek.pl/blog/category/golf-wiejski-czyli-10-lat-pozniej/
Stara zasada: jak naobiecuje, to musi pojechać!
Pytanie: gdzie tak naprawdę?!

Kto zgadnie, gdzie pojadę Wieśniakiem dostanie nagrodę z osobistą dedykacją po powrocie. Oczywista, nie jest to hasło - adresowane do gigantów outdoorowego rocka, bo ci, zadufani w swoim świecie równoległym (to nawet nie jest przytyk, z nimi tak po prostu jest), nie wdepną w kałużę trzewikiem solomona na testach tychże pod blokiem.
Adresuję je do tych "pedałów", którzy w mozole realizują swoją pasję poznawania tego, co za rogiem.

Hasło w jakiś sposób jest pułapką. Bo, kto się odezwie, to lokuje się w pedalskiej przestrzeni. Ale... Wszystkich takich "pedałów" pozdrawiam serdecznie i wspieram.
Świat jest do dupy ale życie jest cudem

Offline Elwood



  • Pomógł: 8

Odp: Afganistan 2010
« Odpowiedź #20 dnia: Czerwiec 19, 2017, 08:56:00 »
Świat jest do dupy ale życie jest cudem