Autor W▒tek: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)  (Przeczytany 5479 razy)

0 u┐ytkownikˇw i 1 GoŠ przegl▒da ten w▒tek.

Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
[Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« dnia: Lipiec 24, 2013, 03:27:12 »
   Na wst├¬pie chcia┬│bym zaznaczy├Ž, ┬┐e jest to tylko opis trasy, kt├│r┬▒ przeszli┬Âmy a nie „przewodnik”. Istniej┬▒ inne warianty a nasz na zapewne nie by┬│ optymalny. Poza tym mo┬┐liwo┬Âci przej┬Âcia i warunki terenowe mog┬▒ znacznie si├¬ r├│┬┐ni├Ž w innych porach roku czy te┬┐ po prostu w danym czasie.

Z Cotahuasi wyruszamy asfaltow┬▒ drog┬▒, dochodz┬▒c┬▒ po 10 km do miejscowo┬Âci Tomepampa (sklepy, restauracje, hospedaje). Tu asfalt si├¬ ko├▒czy i dalej do dyspozycji pozostaj┬▒ wy┬│┬▒cznie drogi gruntowe i ┬Âcie┬┐ki. Centrum miasteczka mo┬┐emy omin┬▒├Ž kieruj┬▒c si├¬ zgodnie z znakami drogowymi. Kolejne 5 km dalej znajduj┬▒ si├¬ „Banos termales” Luichi. Wst├¬p 2 sole (stara cz├¬┬Â├Ž, czyli 2 baseniki w szopie). Prowadzone s┬▒ przez przemi┬│e ma┬│┬┐e├▒stwo i nie ma problemu z rozbiciem namiotu. W porze posi┬│k├│w mo┬┐na zje┬Â├Ž domowe potrawy. 1,5 km dalej, po drugiej stronie rzeki (most), zlokalizowane s┬▒ termy „Luicho”. Wst├¬p 2-5 soli, w zale┬┐no┬Âci od basenu. Tutaj do dyspozycji mamy nowoczesn┬▒ infrastruktur├¬ i r├│┬┐ne udogodnienia. Na 21-szym kilometrze od Cotahuasi le┬┐y Alca – ostatni porz┬▒dny punkt zaopatrzeniowy. Po oko┬│o 10 km marszu od Alca, tu┬┐ za malutk┬▒ osad┬▒ i rzeczk┬▒, docieramy do serpentyny wynosz┬▒cej nas na poziom, Puyca (sklepy, restauracje, zakwaterowanie) – ok. 550 m przewy┬┐szenia i 10 km zakr├¬tas├│w.  Je┬┐eli nie mamy na to si┬│, to po przej┬Âciu dw├│ch zakr├¬t├│wpo po prawej stronie drogi znajdziemy ruiny kamiennego domu i sporo p┬│askiego miejsca na rozbicie namiotu (S 15º 04,253' W 072º 43,279' 3120 m n.p.m.).

Dobre miejsce na namiot przed serpentyn┬▒ do Puyca.

Po pokonaniu podej┬Âcia docieramy do przewy┬┐szenia na 3675 m n.p.m., a nieco dalej do rozwidlenia Suni-Puyca (S 15º 03,825' W 072º 42,062' 3650 m n.p.m.).

Pierwszy rzut oka na Puyca (z prawej str g├│ry) i skrzy┬┐owanie do Suni (z lewej str g├│ry).


Tutaj tak┬┐e znajdziemy solidne miejsce na namiot z dost├¬pem do strumienia. Kierujemy si├¬ w lewo i po 3 km docieramy do Suni (3580 m n.p.m., kilka sklep├│w) a nast├¬pnie, pokonuj┬▒c podobny dystans, do Maghuancca (3770 m n.p.m., kilka sklep├│w). Tutaj mo┬┐emy opu┬Âci├Ž drog├¬ i p├│j┬Â├Ž dalej ┬Âcie┬┐k┬▒ (po przej┬Âciu g┬│├│wnego placu skr├¬camy w uliczk├¬ wiod┬▒c┬▒ w lewo od niego). ┬Žcie┬┐ka pocz┬▒tkowo wiedzie w miar├¬ p┬│asko (du┬┐o strumieni i miejsc na obozowanie) by stromie├Ž co raz bardziej a┬┐ do „bardzo stromo”.

┬Žcie┬┐ka do Huactapa, srodkowa czesc.

Tu┬┐ przed prze┬│├¬cz┬▒ do┬│┬▒czamy do drogi samochodowej i ni┬▒ przekraczamy prze┬│├¬cz (S 15º 00,347' W 072º 42,408' 4180 m n.p.m.) by po dw├│ch zakr├¬tach powr├│ci├Ž na ┬Âcie┬┐k├¬. Po intensywnym zej┬Âciu strom┬▒ ┬Âcie┬┐k┬▒ docieramy do Huactapa (kilka sklep├│w, obskurne hospedaje) na wysoko┬Â├Ž 3700 m n.p.m (na trasie woda dost├¬pna dopiero sporo poni┬┐ej prze┬│├¬czy). Oko┬│o 2 km za wiosk┬▒ droga obni┬┐a si├¬ a┬┐ do rzeki i to ┬Âwietne miejsce na rozbicie namiotu (S 14º 58,341' W 072º 43,346' 3640 m n.p.m.). Rozleg┬│e trawiaste pola pokryte z rzadka kaktusami a tak┬┐e mo┬┐liwo┬Â├Ž zrobienia ogniska (w pobli┬┐u ro┬Ânie sporo eukaliptus├│w). Kolejna wioska to Churca, usadowiona o 6 km od Huactapa (S 14º 57,095' W 072º 43,346' 3860 m n.p.m., kilka sklep├│w). Po drodze mijamy liczne strumienie a przed wiosk┬▒ mo┬┐na skorzysta├Ž z pieszego skr├│tu (dobrze widoczny, bo wyznaczony murkami – zaczyna si├¬ na lewo od drogi po przekroczeniu rzeczki po k┬│adce).

Pocz┬▒tek skr├│tu do Churca.

Z Churca ponownie schodzimy do rzeki (S 14º 56,410' W 072º 43,107' 3780 m n.p.m., mo┬┐liwy biwak), kt├│r┬▒ przekraczamy przez naturalny kamienny most. Po dw├│ch zakr├¬tach drogi, w prawo odchodzi ┬Âcie┬┐ka – kolejny powa┬┐ny skr├│t. Po godz. docieramy do Chinacallapa (S 14º 55,622' W 072º 43,223' 4000 m n.p.m. - pkt z┬│apany kilkaset metr├│w z wiosk┬▒). To ostanie miejsce na zrobienie zakup├│w przed Culipampa! Oko┬│o 1-2 km za wiosk┬▒, tu┬┐ przed miejscem, gdzie droga przecina strumie├▒ (mostek) na lewo od drogi i nieco powy┬┐ej niej, znajdziemy ruiny kamiennej budowli, kt├│re stanowi┬▒ niez┬│e miejsce na rozbicie namiotu.


Miejsce na namiot powy┬┐ej Chinacallapa.

Dalej droga wznosi si├¬ a┬┐ do prze┬│├¬czy (S 14º 54,257' W 072º 42,470' 4320 m n.p.m.) a st┬▒d schodzimy do rzeki, gdzie napotkamy most drogowy „Tocario” (S 14º 53,525' W 072º 42,196' 4210 m n.p.m., obok kilka chat). W tym miejscu mamy co najmniej trzy opcje na dotarcie do Culipampy:
  • nie przekraczamy rzeki i pod┬▒┬┐amy drog┬▒ przez Huarcaya – ok. 85 km , 5 prze┬│├¬czy powy┬┐ej 5000 m n.p.m i suma podej┬Â├Ž przewy┬┐szaj┬▒ca 2000 m (za www.andesbybike.com),
  • przechodzimy przez most i kontynuujemy drog┬▒ przez Sairosa – brak danych ale wg miejscowych kr├│tsza od poprzedniej,
  • za mostem wkraczamy na piesz┬▒ ┬Âcie┬┐k├¬ – ok. 40-50 km i suma podej┬Â├Ž ok. 1000 m.
Wybieraj┬▒c trzeci┬▒ opcj├¬ nale┬┐y przej┬Â├Ž przez most i kilkaset m dalej, gdy droga skr├¬ca w prawo, my skr├¬camy w przeciwn┬▒ stron├¬, wkraczaj┬▒c na ┬Âcie┬┐k├¬ pn┬▒c┬▒ si├¬ uko┬Ânie przez bia┬│e, sypkie zbocze. Wychodzimy na rozleg┬│e wyp┬│aszczenie (4330 m n.p.m.) i kierujemy si├¬ na wprost (ignorujemy ┬Âcie┬┐ki odbijaj┬▒ce w lewo). Nast├¬pnie obni┬┐amy si├¬ ok. 40 m. W oddali zobaczymy 2 bia┬│e „wie┬┐e”, kt├│re omijamy z prawej strony, id┬▒c lew┬▒ stron┬▒ doliny. Dalsza nawigacja jest prosta, bo ca┬│y czas idziemy trzymaj┬▒c si├¬ zboczy doliny.

┬Žcie┬┐ka wiedzie wzd┬│u┬┐ zboczy po lewej stronie doliny.

Po prawej stronie mamy najpierw lagun├¬ a potem rzek├¬ p┬│yn┬▒c┬▒ g┬│├¬bokim kanionem. Po drodze mijamy najpierw jedn┬▒ cha┬│up├¬, p├│┬╝niej kolejn┬▒ (S 14º 52,111' W 072º 40,909' 4325 m n.p.m.) a przed kolejn┬▒ mamy niez┬│e miejsce na obozowisko (S 14º 51,600' W 072º 40,798' 4375 m n.p.m.) - jest p┬│asko i spokojnie mo┬┐na zej┬Â├Ž do rzeki, wij┬▒cej si├¬ oko┬│o 100 m poni┬┐ej, oraz prawdopodobnie mo┬┐na znale┬╝├Ž ┬╝r├│de┬│ka. W ko├▒cu dochodzimy do rozleg┬│ych mokrade┬│, kt├│re omijamy z lewej strony (S 14º 50,675' W 072º 40,987' 4370 m n.p.m.).

Ko├▒cowa faza mokrade┬│.


Nast├¬pnie przechodzimy przez ma┬│y pag├│rek, za kt├│rym znajdziemy strumyk, ale powy┬┐ej w jego okolicy umiejscowione s┬▒ zabudowania. W ko├▒cu dochodzimy do zw├¬┬┐enia doliny, uzyskuj┬▒c bezpo┬Âredni dost├¬p do rzeki (S 14º 49,754' W 072º 40,570' 4210 m n.p.m.) – tutaj wpada ona w sw├│j kanion (idziemy ca┬│y czas w g├│r├¬ jej biegu). To dobre miejsce na namiot. Je┬┐eli nie obozujemy, kontynuujemy ┬Âcie┬┐k┬▒ kilkana┬Âcie metr├│w powy┬┐ej. ┬Žcie┬┐ka czasami opada do rzeki oferuj┬▒c dobre miejsca na namiot (najlepsze nad brzegiem czystego strumienia S 14º 49,195' W 072º 40,451' 4410 m n.p.m.).

Droga kanionem.

W ko├▒cu dochodzimy do miejsca, gdzie drog├¬ zagradzaj┬▒ strzeliste ska┬│y (S 14º 47,151' W 072º 49,610' 4450 m n.p.m.). Jedyna opcja to przej┬Âcie kilkana┬Âcie m nurtem rzeki, wzd┬│u┬┐ tych ska┬│.

Miejsce, w kt├│rym ┬Âcie┬┐ka wiedzie nurtem rzeki.

Szlak ponownie wychodzi w g├│r├¬ by powr├│ci├Ž do rzeki przy nast├¬pnej skalnej przeszkodzie (S 14º 46,840' W 072º 49,610' 4450 m n.p.m. - ┬Âwietne miejsce na obozowisko) – tym razem b├¬dziemy j┬▒ obchodzi├Ž.

Kolejne ska³y omijamy wychodz±c wzd³u¿ dop³ywaj±cego strumienia w górê.

Odbijamy w lewo wzd┬│u┬┐ dop┬│ywaj┬▒cego strumienia a po kilkuset m, za pierwszym wielkim g┬│azem, przekraczamy strumie├▒ w prawo. Podchodzimy kilkadziesi┬▒t m w g├│r├¬, zazielenionym wy┬┐ej ma┬│ym ┬┐lebem i skr├¬camy ponownie w prawo, by powr├│ci├Ž do rzeki ale ju┬┐ du┬┐o powy┬┐ej niej. Po kilkuset m ┬Âcie┬┐ka odchodzi w lewo i id┬▒c ┬│ukiem trawersuje ┬Ârodkiem rozleg┬│e zbocze. Pierwszy strumie├▒ przekraczamy w pkt S 14º 46,285' W 072º 39,190'. Za nim czeka nas ma┬│e podej┬Âcie i wkraczamy do rozleg┬│ej doliny, kt├│ra oferuje nieprzebran┬▒ ilo┬Â├Ž doskona┬│ych miejsc na obozowanie a tak┬┐e strumienie sp┬│ywaj┬▒ce z g├│r. Kontynuujemy lew┬▒ stron┬▒ i dochodzimy do rzeki dop┬│ywaj┬▒cej z lewej strony (prawobrze┬┐ny dop┬│yw, poruszamy si├¬ w g├│r├¬ rzeki), kt├│r┬▒ musimy przekroczy├Ž, aby znale┬╝├Ž si├¬ w wid┬│ach dw├│ch rzek. My przekraczali┬Âmy j┬▒ w pkt S 14º 45,961' W 072º 38,640'. Nast├¬pnie wychodzimy na g├│r├¬ przypominaj┬▒c┬▒ w kszta┬│cie piramid├¬. Najpierw kilkadziesi┬▒t m w g├│r├¬ na ma┬│y garb, z kt├│rego wiod┬▒ w d├│┬│ ┬Âcie┬┐ki powracaj┬▒ce w dolin├¬ rzeki, wzd┬│u┬┐ kt├│rej szli┬Âmy tak d┬│ugo. My jednak kontynuujemy zygzakiem w g├│r├¬, osi┬▒gaj┬▒c rozleg┬│e wyp┬│aszczenie (S 14º 45,847' W 072º 38,449' 4550 m n.p.m.).

Przekraczamy rzekê [1], wychodzimy na garb [2] i kontynuujemy zygzakiem na górê o kszta³cie piramidy [3].

Widok w ty┬│ trasy. ju┬┐ z g├│ry.

Dalej ┬Âcie┬┐ka s┬│abo widoczna lub zanikaj┬▒ca, ale kierujemy si├¬ na kupk├¬ kamieni i omijamy najbli┬┐szy pag├│rek z prawej strony.

Najbli┬┐szy pag├│rek omijamy z prawej strony.

Tutaj znowu dobrze wida├Ž jej przebieg, ale za chwil├¬ zn├│w trudno j┬▒ odnale┬╝├Ž. Kontynuujemy generalnie „pod g├│r├¬” i „na wprost”, omijaj┬▒c lew┬▒ stron┬▒ du┬┐┬▒ kopu┬│├¬ rumoszu skalnego. Dochodzimy do kolejnej doliny i idziemy g├│r┬▒ wzd┬│u┬┐ niej, kieruj┬▒c si├¬ na widoczn┬▒ w oddali „drog├¬”. „Droga” okazuje si├¬ szerok┬▒ na 2 m ┬Âcie┬┐k┬▒ i rozpoczyna si├¬ w pkt S 14º 44,890' W 072º 37,582' a po podej┬Âciu na 4760 m n.p.m. ponownie zamienia si├¬ w „zwyk┬│y” szlak. Wkr├│tce dochodzimy do ma┬│ej, zielonej, dolinki, pe┬│nej wypasaj┬▒cych si├¬ alpak i lam. Przekraczamy strumyk z niej wyp┬│ywaj┬▒cy i skr├¬camy w lewo id┬▒c wzd┬│u┬┐ doliny. ┬Žcie┬┐ka zaraz nieco odbija od niej skracaj┬▒c ┬│uk w prawo. Tutaj dochodzimy do ma┬│ej osady stanowi┬▒cej centrum spo┬│eczno┬Âci Llihua – kilka dom├│w i szko┬│a pomalowana na zielono (S 14º 44,252' W 072º 36,943'). Za ni┬▒ przekraczany mokrad┬│a na lew┬▒ stron├¬ i kierujemy si├¬ na lewo od najbli┬┐szej g├│ry (wyp┬│aszczona, opadaj┬▒ca szczytem ┬│agodnie w lewo).

…przekraczany mokrad┬│a na lew┬▒ stron├¬ i kierujemy si├¬ na lewo od najbli┬┐szej g├│ry (wyp┬│aszczona, opadaj┬▒ca szczytem ┬│agodnie w lewo)...

Za g├│r┬▒ kontynuujemy ┬Ârodkiem szerokiego wyp┬│aszczenia, kieruj┬▒c si├¬ na widoczn┬▒ w oddali drog├¬, wyznaczon┬▒ kamiennymi s┬│upkami.

…kieruj┬▒c si├¬ na widoczn┬▒ w oddali drog├¬, wyznaczon┬▒ kamiennymi s┬│upkami...

Gdy dochodzimy do drogi (S 14º 43,931' W 072º 35,654') osi┬▒gamy najwy┬┐szy pkt ca┬│ej trasy - 4875 m n.p.m. Dalej ju┬┐ idziemy drog┬▒, przez piaskowo-┬┐wirowe tereny mijaj┬▒c, niestety such┬▒ o tej porze, niewielk┬▒ lagun├¬.

…dalej ju┬┐ idziemy drog┬▒, przez piaskowo-┬┐wirowe tereny mijaj┬▒c, niestety such┬▒ o tej porze, niewielk┬▒ lagun├¬...

Na rozdro┬┐u wybieramy praw┬▒ odnog├¬ a nieco dalej dochodzimy do utwardzonej drogi, by zaraz przej┬Â├Ž na g┬│├│wn┬▒ tras├¬, kt├│ra po paru km doprowadzi nas do Culipampy (S 14º 42'414' W 072º 33,274' 4690 m n.p.m.).

Culipampa.

Tutaj mo┬┐emy si├¬ przespa├Ž w skromnym hospedaje, zje┬Â├Ž w restauracji (w porze posi┬│k├│w) i zaopatrzy├Ž si├¬ w kilku sklepach (otwarte mniej wi├¬cej od 6.30 do 17.30).

Od lewej Marzena, Pio i ch┬│opaki od polewaczki (pod sklepem Pio).

Z Culipampa kierujemy si├¬ drog┬▒ zgodnie z znakiem „Quinota”. Po 7 km docieramy do Huacullo (S 14º 39,305' W 072º 34,371' 4660 m n.p.m.), wioseczki o podobnych udogodnieniach jak Culipampa, po┬│o┬┐on┬▒ nad lagun┬▒ o tej samej nazwie i w otoczeniu pi├¬knych g├│r. To tak┬┐e alpakowo-lamowa stolica Apurimac (pog┬│owie si├¬gaj┬▒ce 20 tys. sztuk).

Laguna Huacullo.

Przechodzimy przez wiosk├¬ i na jej ko├▒cu widniej znak „Qiunota” przekierowuj┬▒cy w lewo. Za nim jest stara droga, kt├│r┬▒ schodzimy w d├│┬│, doprowadzaj┬▒ca nas do mokrade┬│ dolegaj┬▒cych do laguny, na kt├│rych wypasaj┬▒ si├¬ stada alpak i lam. Omijamy je lew┬▒ stron┬▒ poni┬┐ej drogi lub przekraczamy szukaj┬▒c w ogrodzeniu prz├¬s┬│a, na kt├│rym mo┬┐na zdj┬▒├Ž siatk├¬, ┬┐eby przej┬Â├Ž (S 14º 38,925' W 072º 34,434'). Dalej idziemy na widoczne w oddali chaty (S 14º 38,650' W 072º 34,330'). Za nimi przekraczamy drog├¬ na Quinota i dochodzimy do drugiej laguny. Idziemy jej lewym brzegiem lub szerzej omijamy przybrze┬┐ne mokrad┬│a. Dalej laguna wbija si├¬ w kanion a my odnajdujemy wyra┬╝n┬▒ ┬Âcie┬┐k├¬.

... dalej laguna wbija si├¬ w kanion a my odnajdujemy wyra┬╝n┬▒ ┬Âcie┬┐k├¬...

Z laguny wyp┬│ywa rzeka Totora i jej lewy brzeg od tej pory b├¬dzie wyznacza┬│ nam tras├¬. Po drodze jest wiele miejsc na rozbicie namiotu ale kanion jest poro┬Âni├¬ty sk┬▒p┬▒ ro┬Âlinno┬Âci┬▒ i ma niewielk┬▒ retencj├¬ w├│d, a co za tym idzie, nie ma wiele sta┬│ych strumieni. Natomiast woda w rzece jest niepewna – wok├│┬│ wypasa si├¬ wiele zwierz┬▒t a wszystkie nieczysto┬Âci z dom├│w zrzucane s┬▒ wprost do niej. W dalszej cz├¬┬Âci mijamy zagrod├¬ (S 14º 37,789' W 072º 34,053') a nieco dalej znajdujemy ma┬│e strumienie, prawdopodobnie bior┬▒ce pocz┬▒tek z ┬╝r├│de┬│ek w zboczu (S 14º 37,451' W 072º 34,153') - to niez┬│e miejsce na rozbicie si├¬. Szlak powoli si├¬ wznosi a┬┐ docieramy do miejsca, gdzie ┬Âciany kanionu id┬▒ w pion i musimy wyj┬Â├Ž zdecydowanie wy┬┐ej. W ko├▒cu dochodzimy do zabudowa├▒ i strumienia (S 14º 37,150' W 072º 34,557' 4750 m n.p.m.), gdzie przechodzimy „prosto pod g├│r├¬” ignoruj┬▒c ma┬│┬▒ ┬Âcie┬┐k├¬ odbijaj┬▒c┬▒ w prawo. Tym samym oddalamy si├¬ znacznie od rzeki. Wychodzimy jeszcze troch├¬ w g├│r├¬, przechodzimy przez wyp┬│aszczenie (najwy┬┐szy pkt tej cz├¬┬Âci trasy) i zaraz schodzimy do niewielkiego, ale pi├¬knego wodospadu (S 14º 36,970 W 072º 34,810').

...schodzimy do niewielkiego, ale piêknego wodospadu...

To bardzo dobre miejsce na namiot, chocia┬┐ trudno powiedzie├Ž, czy powy┬┐ej wodospadu wypasaj┬▒ si├¬ zwierz├¬ta. Dalej szlak powraca do rzeki stopniowo si├¬ obni┬┐aj┬▒c, a┬┐ przeradza si├¬ w zygzak sprowadzaj┬▒cy nas nieprzyjemnym rumoszem niemal┬┐e do poziomu rzeki (S 14º 35,962' W 072º 34,810' 4500 m n.p.m.) - mo┬┐na tutaj obozowa├Ž.

... dalej szlak powraca do rzeki stopniowo siê obni¿aj±c, a¿ przeradza siê w zygzak sprowadzaj±cy nas nieprzyjemnym rumoszem niemal¿e do poziomu rzeki...

Pocz┬▒tkowo kontynuujemy na poziomie rzeki a nast├¬pnie wznosimy si├¬ wy┬┐ej i docieramy do miejsca gdzie ko├▒czy si├¬ ta cz├¬┬Â├Ž kanionu a rzeka z hukiem wodospadu wlewa si├¬ w rozleg┬│┬▒ dolin├¬ i zaraz ┬│┬▒czy si├¬ z drugim dop┬│ywem (S 14º 35,130' W 072º 35,042' 4350 m n.p.m.).

...a rzeka z hukiem wodospadu wlewa siê w rozleg³± dolinê...

Wodospady drugiego dop┬│ywu

Kontynuujemy lewym brzegiem po┬│┬▒czonych rzek i wkr├│tce dochodzimy do drogi samochodowej, kt├│ra oprowadza nas do osady Yumire (S 14º 34,389' W 072º 35,733' 4280 m n.p.m.), gdzie znajdziemy przyzwoicie zaopatrzony sklep (kt├│ry niestety jest otwarty, jak jest otwarty) i „Posta de salud”. Schodzimy do wioski i idziemy wychodz┬▒c┬▒ z niej drog┬▒ wzd┬│u┬┐ rzeki (g┬│├│wna droga od wioski pnie si├¬ w g├│r├¬). Po kilkunastu min docieramy do betonowego muru a za nim zlokalizowane s┬▒ „Aguas termales de Yumire (S 14º 33,815' W 072º 35,702' 4225 m n.p.m.). Mamy tu darmowe termy, strumie├▒ a nawet idzie zorganizowa├Ž podgrzewan┬▒ pod┬│og├¬ w namiocie ;).

W tym miejscu namiot ma zapewnione ogrzewanie pod┬│ogowe ;).

Na ko├▒cu ┬│┬▒ki wida├Ž most a powy┬┐ej niego wiedzie szlak, kt├│rym idziemy dalej (Istnieje opcja - o kt├│r┬▒ nie mieli┬Âmy si├¬ kogo wypyta├Ž - ┬┐eby w tym miejscu przej┬Â├Ž na prawy brzeg i i┬Â├Ž nim a┬┐ do „Aguas termales de Kilcata”, co mo┬┐e by├Ž ┬│atwiejsz┬▒ alternatyw┬▒ dla naszej trasy). Po kilkuset m przekraczamy malutkie mokrad┬│a a nieco dalej g┬│├¬bokie koryto, wyschni├¬tego o tej porze strumienia. ┬Žcie┬┐ka opada w d├│┬│ i trzymamy si├¬ niewielkiej wysoko┬Âci powy┬┐ej rzeki, ignoruj┬▒c odnogi id┬▒ce w g├│r├¬ (By├Ž mo┬┐e w porze deszczowej trzeba jednak p├│j┬Â├Ž w g├│r├¬, bo dop┬│yw, kt├│ry dalej przekraczamy dalej, mo┬┐e okaza├Ž si├¬ nie do sforsowania i trzeba omin┬▒├Ž jego kanion). Przechodzimy poni┬┐ej du┬┐ych kamiennych zagr├│d i ko┬│o cmentarza (S 14º 32,770' W 072º 35,656'). Dalej przekraczamy wspomniany wcze┬Âniej lewobrze┬┐ny dop┬│yw (S 14º 32,564' W 072º 35,605'). Kontynuujemy pomi├¬dzy kamiennym murem a rzek┬▒ (┬Âcie┬┐ka pocz┬▒tkowo niewidoczna) i mijamy kolejn┬▒ kamienn┬▒ zagrod├¬ (S 14º 31,930' W 072º 35,386' 4190 m n.p.m.) a kilkaset m dalej nast├¬pn┬▒ (niez┬│e miejsce na rozbicie si├¬). W ko├▒cu docieramy do miejsca, gdzie rzeka rozbija si├¬ na wiele odn├│g, a najbli┬┐sza nam dobija do nabrze┬┐nych ska┬│.

...w koñcu docieramy do miejsca, gdzie rzeka rozbija siê na wiele odnóg, a najbli¿sza nam dobija do nabrze¿nych ska³...

Przechodzimy w br├│d 2 razy, ┬┐eby pozosta├Ž na lewym brzegu (Alternatywa: przechodzimy na prawy brzeg i powracamy na lewy dalej, przy nast├¬pnym rozlewisku rzeki – ┬│atwiejsza trasa), po kilkuset m docieramy do kamiennych zagr├│d a ┬Âcie┬┐ka wiedzie mi├¬dzy nimi i doprowadza nas do strumienia dop┬│ywaj┬▒cego do rzeki rozleg┬│ym skalnym rumoszem. Przekraczamy go poni┬┐ej ma┬│ego drzewka rosn┬▒cego na ┬Ârodku rumoszu (S 14º 31,095' W 072º 35,165') a za nim rozpoczyna si├¬ ┬Âcie┬┐ka wiod┬▒ca zygzakami w g├│r├¬, kt├│r┬▒ wychodzimy ok. 100 m powy┬┐ej lustra rzeki (S 14º 30,953' W 072º 35,140' 4660 m n.p.m.) a nast├¬pnie powraca na jej poziom, ko┬│o kamiennych zagr├│d (S 14º 30,647' W 072º 35,022' 4120 m n.p.m.) - to niez┬│e miejsce na namiot. Dalej szlak wiedzie w miar├¬ p┬│asko, by dalej obej┬Â├Ž g├│r┬▒ inne zw├¬┬┐enie kanionu. W ko├▒cu dochodzimy do „Aguas termales de Ampacho”, kt├│re oferuj┬▒ tylko basenik 2x3 m i 0,5 m g┬│├¬boko┬Âci, za to w pi├¬knym otoczeniu i na 99% w samotno┬Âci.

„Aguas termales de Ampacho”.

Za termami wychodzimy ponownie w g├│r├¬, by omin┬▒├Ž nabrze┬┐ne ska┬│y. Po przetrawersowaniu dw├│ch pag├│rk├│w mo┬┐emy przej┬Â├Ž na praw┬▒ str rzeki i i┬Â├Ž ni┬▒ a┬┐ do „Aguas termales de Kilcata” lub kontynuowa├Ž kilka km trawersem zboczy kanionu id┬▒c „na wyczucie”, bo brak jednej g┬│├│wnej ┬Âcie┬┐ki (w┬│a┬Âciwie wsz├¬dzie, na ca┬│ej trasie,  istniej┬▒ niezliczone ilo┬Âci ┬Âcie┬┐ek deptanych przez lamy, alpaki, byd┬│o i konie, kt├│re utrudniaj┬▒ orientacj├¬ w przebiegu szlaku).

Rzut oka w ty┬│ – wyra┬╝nie ┬│agodniejszy prawy brzeg.


Trzymaj┬▒c si├¬ lewego brzegu dochodzimy w ko├▒cu do du┬┐ego rozszerzenia kanionu (po drodze dwa strumienie), sk┬▒d ju┬┐ wida├Ž w dali „drog├¬”. Schodzimy do poziomu rzeki a drog├¬ ponownie zagradzaj┬▒ nam ska┬│y, ale wzd┬│u┬┐ nich, nieco powy┬┐ej lustra wody, wiedzie w┬▒ziutka ┬Âcie┬┐ka. Nieco karko┬│omna, ale spokojnie do przej┬Âcia z plecakiem - zaledwie kilkanascie metrow. (S 14º 27,437' W 072º 34,760' 4660 m n.p.m.). No chyba, ┬┐e ma si├¬ os┬│a, to ponownie trzeba  zmoczy├Ž n├│┬┐ki ;).

...no chyba, ┬┐e ma si├¬ os┬│a, to ponownie trzeba  zmoczy├Ž n├│┬┐ki ;)... Sciezka niewidoczna na zdjeciu ale jest zaraz obok


Dalej naszym oczom ukazuj┬▒ si├¬ „Aguas termales de Kilkata” - jeden basen, 2 ma┬│e wanienki, kt├│re mo┬┐na szybko nape┬│ni├Ž i pusty budynek, gdzie mo┬┐na si├¬ przebra├Ž (s┬▒ ogrodzone, ale jest bramka i mo┬┐na legalnie wej┬Â├Ž).

„Aguas termales de Kilkata”.

Wspomniana wcze┬Âniej „droga” to ponownie szeroka ┬Âcie┬┐ka, kt├│r┬▒ wychodzimy ok 200 m w g├│r├¬ mozolnymi serpentynami (Ko┬│o term kanion ponownie robi si├¬ stromy, ale uda┬│o si├¬ nam odnale┬╝├Ž ┬Âcie┬┐k├¬ wiod┬▒c┬▒ pomi├¬dzy nabrze┬┐nymi g┬│azami i dalej rumoszem. Niestety by┬│a zbyt trudna, ┬┐eby p├│j┬Â├Ž ni┬▒ z os┬│em i nie wiemy dok┬▒d mo┬┐e prowadzi├Ž ale obstawiam, ┬┐e da rad├¬ i┬Â├Ž dalej wzd┬│u┬┐ kanionu do samej Totory – Oropesy. Bardzo ciekawa opcja do sprawdzenia, bo dalej kanion mo┬┐e by├Ž spektakularny).

...ko³o term kanion ponownie robi siê stromy...

Nast├¬pnie ┬Âcie┬┐ka przeradza si├¬ w drog├¬ dla samochod├│w, kt├│r┬▒ pod┬▒┬┐amy. Mijamy chatk├¬ po┬│o┬┐on┬▒ poni┬┐ej drogi i przechodzimy przez strumie├▒. Nieco wy┬┐ej, po prawej str, wida├Ž pionowe ska┬│y, u podn├│┬┐a kt├│rych znajdziemy okapy, pod kt├│rymi mo┬┐na rozbi├Ž namiot lub przeczeka├Ž niepogod├¬ (S 14º 26,384' W 072º 34,779' 4180 m n.p.m.).

...u podn├│┬┐a kt├│rych znajdziemy okapy pod kt├│rymi mo┬┐na rozbi├Ž namiot lub przeczeka├Ž niepogod├¬...

Dalej kolejna chata a ok 1 km za ni┬▒ (?) pieszy skr├│t odbijaj┬▒cy w lewo, pocz┬▒tkowo wyra┬╝nie wyznaczony kamieniami. Na kilometrze 1+340 wychodzimy na najwy┬┐sz┬▒ cz├¬┬Â├Ž drogi (Gdzie┬ st┬▒d powinny wie┬Â├Ž piesze skr├│ty do osady Kilkata, kt├│ra niestety tutaj nie jest widoczna. Warto rozpyta├Ž lub po prostu wypatrzy├Ž dalszy przebieg drogi i pr├│bowa├Ž skr├│ci├Ž, bo Kilkata jest w pobli┬┐u g┬│. drogi). Na kilometrze 0+600 mijamy kolejn┬▒ chat├¬ a za ni┬▒ warto skr├│ci├Ž do widocznej ni┬┐ej drogi omijaj┬▒c skrzy┬┐owanie. Je┬┐eli dojdziemy do krzy┬┐├│wki to kierujemy si├¬ na niej w prawo lub schodzimy ┬Âcie┬┐k┬▒ rozpoczynaj┬▒c┬▒ si├¬ nieco powy┬┐ej skrzy┬┐owania. W najni┬┐szym pkt przekraczamy strumie├▒ (powy┬┐ej widoczne zabudowania). Na drodze mijamy s┬│upki z kilometrami wskazuj┬▒cymi odleg┬│o┬Â├Ž do Totora – Oropesa a w ko├▒cu dochodzimy do znaku „Centro poblado Kilkata”. Tutaj schodzimy do Kilkata (jest sklep, ale otwarty je┬┐eli w┬│a┬Âciciel jest akurat na miejscu) i kontynuujemy kr├│tsz┬▒ drog┬▒ ni┬┐ g┬│├│wna. Droga prowadzi serpentynami w g├│r├¬ (skr├│ty) i doprowadza nas do zabudowa├▒ i zagr├│d (Alternatywa: mo┬┐emy nie schodzi├Ž do Kilkata tylko i┬Â├Ž dalej g┬│├│wn┬▒ drog┬▒ powy┬┐ej osady, przej┬Â├Ž przez strumie├▒ sp┬│ywaj┬▒cy do niej i na pierwszym zakr├¬cie drogi zej┬Â├Ž z niej i i┬Â├Ž „na wprost i na sta┬│ym poziomie” by przej┬Â├Ž ko┬│o kamiennej zagrody i kierowa├Ž si├¬ na nast├¬pn┬▒, ww. zagrod├¬, ju┬┐ st┬▒d widoczn┬▒. W ten spos├│b, unikniemy schodzenia do Kilkaty i podchodzenia z niej serpentynami drogi). Za zabudowaniami omijamy lew┬▒ stron┬▒ sikali┬Âcie zako├▒czone pag├│rki i tam odnajdujemy doskonale widoczny szlak (nieco dalej rozchodzi si├¬ na dwie odnogi, kt├│re zaraz si├¬ ┬│┬▒cz┬▒).

...za zabudowaniami omijamy lew┬▒ stron┬▒ skali┬Âcie zako├▒czone pag├│rki...

Po przej┬Âciu przez ska┬│y obni┬┐amy si├¬ do strumienia, kt├│ry tutaj z impetem wpada w sw├│j kanion. Podchodzimy nieznacznie i kontynuujemy po p┬│askim, przechodz┬▒c ko┬│o chatki. ┬Žcie┬┐ka czasem zanika ale orientacja nie stanowi problemu – po doj┬Âciu do grzbietu, kt├│ry musimy przej┬Â├Ž, najpierw podchodzimy na wprost a nast├¬pnie skr├¬camy lekko w lewo by doj┬Â├Ž do najni┬┐ej po┬│o┬┐onej prze┬│├¬czy (S 14º 22,610' W 072º 35,254' 4570 m n.p.m.). Zaraz za ni┬▒ przecinamy drog├¬ i schodzimy szeregiem dobrze widocznych ┬Âcie┬┐ek. Po zej┬Âciu dochodzimy ponownie do drogi ale jeszcze przecinamy serpentyny skr├│tami, kt├│rymi tak┬┐e podchodzimy nieco pod g├│r├¬ z najni┬┐szego punktu, by ostatecznie wkroczy├Ž na drog├¬. Po przej┬Âciu kilkuset m trafiamy na strumie├▒ p┬│yn┬▒cy jej lew┬▒ str. Jeszcze kilkadziesi┬▒t m i mo┬┐na zobaczy├Ž jak dop┬│ywa do drogi skalnym rumoszem. Na jego szczycie, pod ska┬│┬▒, zajdziemy ma┬│e ┬╝r├│de┬│ko – ci├¬┬┐ko o lepsz┬▒  wod├¬. Droga pnie si├¬ mozolnie pod g├│r├¬, a┬┐ si├¬ wyp┬│aszcza osi┬▒gaj┬▒c maksymaln┬▒ wysoko┬Â├Ž na 4640 m n.p.m. (S 14º 19,937' W 072º 34,704' 4180 m n.p.m., km 23). Dalej maszerujemy po p┬│askim przez ok 5 km (W najwy┬┐szym pkt dosz┬│a nas nieco poni┬┐ej drogi ┬Âcie┬┐ka, kt├│rej pocz┬▒tek niestety przegapili┬Âmy, wi├¬c nie wiem w kt├│rym momencie odbi┬│a od drogi. Prawdopodobnie gdzie┬ przy zabudowaniach, kt├│re mijali┬Âmy po drodze. Potem ┬Âcie┬┐ka odbija znowu od drogi i zapewne prowadzi kr├│cej do Totora – Oropesa. My┬Âmy dalej schodzili drog┬▒ bo ju┬┐ zrobi┬│o si├¬ ciemno a chcieli┬Âmy si├¬ obni┬┐y├Ž, ┬┐eby nie sp├¬dzi├Ž nocy na wysoko┬Âci powy┬┐ej 4600 m n.p.m. w cienkich ┬Âpiworkach). Potem droga zaczyna si├¬ obni┬┐a├Ž i serpentynami schodzi do Totora – Oropesa. W pkt S 14º 17,673' W 072º 34,080' 4435 m n.p.m., w pobli┬┐u 16 km drogi, znajduje si├¬ przyzwoite miejsce na nocleg – jest w miar├¬ p┬│asko i jeste┬Âmy os┬│oni├¬ci przed wiatrem ska┬│ami. Odt┬▒d schodzili┬Âmy g┬│├│wnie skr├│tami w 2,5 godz. melduj┬▒c si├¬ w Totora – Oropesa.

Totora – Oropesa – pierwszy rzut oka.

Po drodze przechodzili┬Âmy obok „El bosque de piedras Jakencho”.

„El bosque de piedras Jakencho”.

Info praktyczne:
  • Chocia┬┐ to strefa niemal r├│wnikowa, to jednak s┬▒ to wysokie g├│ry i zim┬▒ w nocy temp. mo┬┐e spa┬Â├Ž nawet do – 20 ºC (lipiec jest najzimniejszym miesi┬▒cem). Powy┬┐ej 3500 m n.p.m. w nocy regularnie notowali┬Âmy ujemne temperatury.
  • W porze deszczowej opisana przez nas trasa na odcinku Yumire – Totora mo┬┐e okaza├Ž si├¬ nie do przej┬Âcia w wersji przez nas opisanej.
  • Koniecznie trzeba przegotowywa├Ž wod├¬ przed spo┬┐yciem w wi├¬kszo┬Âci przypadk├│w. Alpaki i lamy a ni┬┐ej konie i krowy wchodz┬▒ „niemal wsz├¬dzie”, wi├¬c wi├¬kszo┬Â├Ž ciek├│w mo┬┐e by├Ž zanieczyszczona ich odchodami. Podobnie wszystkie odchody ludzkie i ┬Âcieki trafiaj┬▒ prosto do rzek (w termach wszyscy si├¬ k┬▒pi┬▒ z myd┬│em i szamponem i robi┬▒ normalne pranie).
  • Starali┬Âmy si├¬ opisywa├Ž tylko strumienie wygl┬▒daj┬▒ce na sta┬│e, ale nie mo┬┐emy zar├¬czy├Ž za t┬▒ informacj├¬. Generalnie codziennie mijali┬Âmy przynajmniej kilka, lecz w innej porze to mo┬┐e nie by├Ž regu┬│┬▒. 
  • Od Alca do Oropesa ani razu nie mieli┬Âmy zasi├¬gu w telefonach (a na odcinkach most „Tocario” - Culipampa oraz termy Yumire – Kilkata nie spotkali┬Âmy ┬┐adnego cz┬│owieka), wi├¬c w razie jakiego┬ wypadku ci├¬┬┐ko o pomoc i ewakuacj├¬.
  • Ci├¬┬┐ko nam okre┬Âli├Ž czasy przej┬Â├Ž, bo po pierwsze szli┬Âmy z os┬│em (du┬┐o wolniej ni┬┐ normalnie, ale sami nie zabraliby┬Âmy ca┬│ego baga┬┐u podr├│┬┐nego) a po drugie wielokrotnie musieli┬Âmy szuka├Ž ┬Âcie┬┐ek, przechodzi├Ž d┬│ugie dystanse, ┬┐eby zobaczy├Ž dok┬▒d wiedzie dany szlak, sprawdza├Ž inne wersje i wraca├Ž do baga┬┐y. Niemniej najd┬│u┬┐sze dystanse bez wiosek z zaopatrzeniem to Chinacallapa – Culipampa (ok. 2 dni) i Yumire – Totora (ok. 3 dni, po drodze niepewne zaopatrzenie w Kilkata).
  • Dwukrotnie w trasie spad┬│ ┬Ânieg i raz grad, a pogoda najcz├¬┬Âciej psu┬│a si├¬ wieczorem lub w nocy. Najlepiej po roz┬│o┬┐eniu namiotu sprawdzi├Ž dalsz┬▒ cz├¬┬Â├Ž trasy na drugi dzie├▒, bo rano mo┬┐na si├¬ obudzi├Ž zaskoczonym (raz tak by by┬│o gdyby┬Âmy nie sprawdzili szlaku). Wiele ┬Âcie┬┐ek pod ┬Âniegiem jest po prostu niewidocznych.
  • Niestety nie uda┬│o si├¬ nam zdoby├Ž ┬┐adnej mapy kartograficznej w Cotahuasi. W Totora-Oropesa, jezeli chcecie i┬Â├Ž w przeciwna stron├¬, mo┬┐na odwiedzi├Ž w┬│oska misje ewangeliczna (na rynku w Totora). Maja na ┬Âcianie niez┬│a map├¬ i na bank pozwol┬▒ skopiowa├Ž. Po drodze pytali┬Âmy ludzi o dalsza tras├¬, ale cz├¬sto bywa┬│o to k┬│opotliwe, bo poza drogami samochodowymi bardzo rzadko mo┬┐na kogo┬ spotka├Ž.
  • Jak idziecie z ci├¬┬┐kimi plecakami to nie wierzcie czasy przej┬Â├Ž podawane przez miejscowych - liczcie x 2. Licz┬▒ jakie┬ 6 km/h i 50 km dziennie (czyli trasa 150 km w 3 dni). Po g├│rach, na wysoko┬Âciach rz├¬du 4000 m n.p.m.

Opisy miast:

Cotahuasi
Najwi├¬ksze miasto regionu. St┬▒d mo┬┐na pojecha├Ž na r├│┬┐ne wycieczki. Busiki kursuj┬▒ 2x dziennie do Quechalla obok estancji „Ushua”, gdzie jest najg┬│├¬bsze miejsce kanionu (na razie doje┬┐d┬┐aj┬▒ do Velinga ale jeszcze w tym roku ma by├Ž uko├▒czona droga), 2x dziennie do Pampamarca (kamienny las), 2x dziennie do Puyca i co godz. od 6 do 18 do Alca.
Zaopatrzenie sklep├│w jest przyzwoite, ale o jakichkolwiek rzeczach na trekking zapomnijcie. Mo┬┐na za to kupi├Ž np. d┬│ugoterminowe domowe sery, mi├│d i pra┬┐one orzeszki ziemne. Jest sporo zakwaterowania o r├│┬┐nym poziomie i r├│┬┐ne restauracje. Polecamy ma┬│┬▒ kawiarenk├¬, bodaj┬┐e o nazwie „Casa Blanca”, kt├│ra znajduje si├¬ przy g┬│├│wnej ulicy w stron├¬ wyjazdu na Arequipa, pod koniec ┬Âcis┬│ego centrum, po lewej stronie (pyszne domowe ciasta w umiarkowanej cenie). W mie┬Âcie nie ma bankomatu, jedynie mo┬┐na sprzeda├Ž dolary (po normalnym kursie w banku, lub po z┬│odziejskim w sklepach)

Alca
W hospedaje mo┬┐na si├¬ przespa├Ž we dwoje w jednym ┬│├│┬┐ku, p┬│ac┬▒c tylko za to jedno (15 soli). S┬▒ restauracje i przyzwoicie zaopatrzone sklepy spo┬┐ywczo – wielobran┬┐owe (gorzej ni┬┐ w Cotahuasi). Jest internet.
Z Alca warto wybra├Ž si├¬ do wioski Cahuana (my┬Âmy trafili na fiest├¬!). ┬Žcie┬┐ka, oznaczona znakiem, rozpoczyna si├¬ przy drodze na Ayahuasi (tak┬┐e oznaczona drogowskazem). Warto te┬┐ p├│j┬Â├Ž do innej malutkiej wioski, kt├│rej nazwy nie pami├¬tam, ale idziemy z centrum Alca jak na Puyca, tyle, ┬┐e nie skr├¬camy w lewo ale idziemy ca┬│y prosto i na ko├▒cu miasteczka zaczyna si├¬ ┬Âcie┬┐ka pn┬▒ca si├¬ w g├│r├¬ do wioski. Stamt┬▒d wida├Ž te┬┐ wysoko w g├│rze drzewo (eukaliptus) i na nie si├¬ kierujemy. Z g├│ry fajne widoki na kanion.
Je┬┐eli chcemy rozbi├Ž namiot na jedn┬▒ noc, to fajne miejsca nad strumieniem s┬▒ przy drodze na  Ayahuasi. Je┬┐eli na d┬│u┬┐ej, to jakie┬ 3 km za miastem przy drodze na Puyca, ju┬┐ w polach, stoi samotna cha┬│upka i gospodarze pozwol┬▒ rozbi├Ž si├¬ na ich terenie.

Puyca
Niezbyt ciekawe miasteczko. Sklepy (zaopatrzone podobnie jak w dalszych wioskach), restauracje, hospedaje. Brak internetu. ┬Žcie┬┐ka do ruin Maukallacta, oznaczona znakiem, rozpoczyna si├¬ na przy pierwszych zabudowaniach. Przy skrzy┬┐owaniu Suni – Puyca niez┬│e miejsca na namiot. Pono├Ž z Puyca wiedzie ┬Âcie┬┐ka do Santo Tomas w departamencie Cuzco. Ciekawa opcja na trekking (pono├Ž 3 dni, wi├¬c pewnie 4-5).

Culipampa
20 zabudowa├▒ i 5 sklep├│w (bardzo przyzwoicie zaopatrzonych, np. warzywa, owoce, leki, czo┬│├│wki, baterie itd.)! Najlepszy Pana Pio, naprzeciwko hospedaje (bardzo rozmowny w┬│a┬Âciciel i ani razu nie zawy┬┐y┬│ cen). Hospedaje bardzo skromne (pok├│j z trzema ┬│├│┬┐kami, kibelek na podw├│rku w┬│a┬Âcicielki, brak wody) za to mega tanie (6 soli za 2 osoby). 2 restauracje, z czego „Culipampa” by┬│a zamkni├¬ta a „La Llegada” oferuje bardzo smaczne posi┬│ki i mo┬┐na w tej samej cenie cenie zam├│wi├Ž co┬ innego ni┬┐ danie dnia (7 soli). Mistrza ma niedzielny pstr┬▒g z ziemniakami puree i kotlet z alpaki :).

Huacullo
2x wi├¬ksze od Culipampy, ale oferuj┬▒ce to samo. Restauracja du┬┐o gorsza i mniejsze posi┬│ki. Hospedaje lepsze (solidny budynek wi├¬c ciep┬│o a w Culipampie marzli┬Âmy pod wieloma kocami, kibelek normalny i „na miejscu”) ale 13 soli od osoby (mo┬┐e da si├¬ taniej, ale Pani wiedzia┬│a, ┬┐e nie mamy wyj┬Âcia bo przyjechali┬Âmy o 10.30 w nocy). Tutaj mo┬┐emy te┬┐ ┬│atwo przerwa├Ž nasz┬▒ w├¬dr├│wk├¬ – mo┬┐na z┬│apa├Ž ci├¬┬┐ar├│wki jad┬▒ce do Antabamba (b. rzadko), do Oropesa i dalej Chucuibambilla (b. rzadko), do Arcata i dalej Santo Tomas (cz├¬┬Âciej), do Quinota (cz├¬sto) i do innych miejsc.

Totora – Oropesa
2 miasta po dwóch stronach rzeki Totora-Oropesa, które tworz± wspólny organizm. Wg map dystrykt nazywa siê Oropesa ale tutaj wszyscy u¿ywaj± podwójnego nazewnictwa, nawet urzêdy. Totora jest 2 x wiêksza i tam znajdziemy wszystkie udogodnienia jak restauracje, hospedaje (10 soli za ³ó¿ko z zimn± wod±, lub drugie w cenie 20 soli za pokój dwuosobowy z ciep³± wod±), 2 banki (brak bankomatu). Brak internetu. Zasiêg sieci Movistar z któr± nie wspó³pracuje Orange.

P.S.
Je┬┐eli te┬┐ b├¬dziecie chcieli przej┬Â├Ž tras├¬ z os┬│em, to polecamy dwa nieco inne rozwi┬▒zania. Po pierwsze pojecha├Ž „combi” (busik) do Puyca i w tamtych okolicach szuka├Ž zwierz├¬cia, bo s┬▒ one lepiej przyzwyczajone do ┬┐ycia na wysoko┬Âciach i tamtejszej karmy. Po drugie zamiast os┬│a polecamy tamtejsze koniki (mniejsze ni┬┐ „normalne konie”), r├│wnie┬┐ nawyk┬│e do wysoko┬Âci (w Huacullo i Culipampie nie ma w og├│le os┬│├│w) a chodz┬▒ce szybciej ni┬┐ os┬│y i mog┬▒ce nie┬Â├Ž wi├¬cej. Nie wierzcie te┬┐ w opowie┬Âci ile to kilo mo┬┐e nie┬Â├Ž osio┬│ – nasz na koniec mia┬│ ju┬┐ tylko 9 kg baga┬┐u (plus „caruna”, czyli co┬ w rodzaju „siod┬│a”) i w mojej opinii na tak d┬│ug┬▒ tras├¬ 20 kg to maks. Problemem jest to, ┬┐e w Puyca weterynarz, kt├│ry mo┬┐e sprawdzi├Ž prawdziwy wiek os┬│a i stan zdrowia, jest raz na jaki┬ czas. W Cotahuasi mo┬┐na zasi├¬gn┬▒├Ž informacji kiedy (w Cotahuasi i Alca jest weterynarz na sta┬│e). Pami├¬tajcie te┬┐ koniecznie o umowie kupna-sprzeda┬┐y. Osio┬│ka z carun┬▒ mo┬┐na kupi├Ž od oko┬│o 200 soli. Konik 2x dro┬┐ej. Powy┬┐ej ok. 4000 m n.p.m. nie idzie dosta├Ž alfalfa (lucerna) i chala (kukurydza bez kolb), czyli podstawy wy┬┐ywienia os┬│├│w i innych zwierz┬▒t, pytajcie wi├¬c o pacas (s┬│oma owsiana), bo to sprowadzaj┬▒ i maj┬▒.

P.S. 2
Opis naszej w├¬dr├│wki i wi├¬cej zdj├¬├Ž na blogu ┬┐ony na FB: https://www.facebook.com/pages/Masza-i-Poncz-W-poszukiwaniu-Planety-K-Pax/158529864250124


Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #1 dnia: Marzec 29, 2014, 22:09:55 »
Uzupe┬│nienie:

1) Trasa wraz z informacjami na mapach Bing: http://www.bing.com/maps/?v=2&cp=-15.240884~-72.959545&lvl=16&sty=h&cid=3A77D712AA84267E!113

2) Moja ┬┐ona zamie┬Âci┬│a w┬│a┬Ânie pierwsz┬▒ cz├¬┬Â├Ž opisu w├¬dr├│wki, kt├│rej tras├¬ ja opisa┬│em tutaj - mo┬┐e kogo┬ zainteresuje: http://www.globtroter.pl/artykuly/2779,peru,osla,wedrowka.html

Offline piterito



  • Pom├│g┬│: 55

Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #2 dnia: Marzec 29, 2014, 23:18:26 »
To ju┬┐ gdzie┬ czyta┬│em i ogl┬▒da┬│em, pami├¬tam El Burro ;D  Zacna podr├│┬┐.
Ale Ameryka..., Utah 2013


pijê tylko czyst±, palê tylko Klubowe... zdejm kapelusz

Offline Szekla



  • Pom├│g┬│: 12
  • Make your body your machine!

Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #3 dnia: Marzec 30, 2014, 09:35:09 »
Ach!!!
Idealnie trafione w obszar moich wakacyjnych zainteresowa├▒ ;D
Super relacja.

Nakre┬Âla fajnie charakter tego, czego si├¬ mo┬┐na w tym zak┬▒tku ┬Âwiata spodziewa├Ž :-)
┬úa┬┐├¬ po g├│rach by nabra├Ž dystansu do spraw "nizinnych".

Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #4 dnia: Marzec 30, 2014, 09:57:54 »
Peruwia├▒skie czy boliwijskie Andy to ┬Âwietne miejsce, ┬┐eby si├¬ pow┬│├│czy├Ž, zazna├Ž innej kultury i g├│r, jakich w Europie nie ma. A jak kto┬ lubi eksplorowa├Ž, to jeszcze wiele szczyt├│w czeka na swoich zdobywc├│w :).

Offline Szekla



  • Pom├│g┬│: 12
  • Make your body your machine!

Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #5 dnia: Kwiecie˝ 20, 2014, 07:26:36 »
Z rzeczy praktycznych. Jakie mieli┬Âcie wykupione ubezpieczenie?
┬úa┬┐├¬ po g├│rach by nabra├Ž dystansu do spraw "nizinnych".

Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #6 dnia: Kwiecie˝ 22, 2014, 22:11:13 »
Uniqa, ale mieli┬Âmy specyficzne wymagania (w┬│┬▒czenie chor├│b przewlek┬│ych, co u nich jest standardem). Sprawdzi┬│o si├¬ ok - bezproblemowa wyp┬│ata na podstawie przes┬│anych skan├│w (maks. jednorazowo ponad 500 z┬│ za porad├¬ ambulatoryjn┬▒).

Offline ina

  • Tytu┬│ tytu┬│├│w.


  • Pom├│g┬│: 159

    • fotki
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #7 dnia: Kwiecie˝ 28, 2014, 16:04:43 »
Kolejna :P, cz├¬┬Â├Ž tasiemca:
...

Prosimy o wklejanie tekstu i zdj├¬├Ž, a nie link├│w.
Mam ma┬│e cycki, ale du┬┐e jaja.

¯yj tak, aby twoim znajomym zrobi³o siê nudno, gdy ciê zabraknie.

Pomoc dla Rodziny Dybla

Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #8 dnia: Lipiec 09, 2014, 01:30:42 »
Zgodnie z ┬┐yczeniem ;), pe┬│ny tekst (w cz├¬┬Âciach)

Jest to relacja spisana przez moj┬▒ ┬┐on├¬, na podstawie prowadzonych notatek (st┬▒d troch├¬ chaotyczna, bez nadmiernego porz┬▒dkowania, aby odda├Ž klimat).

Cz├¬┬Â├Ž pierwsza:


KUPILI┬ŽMY OS┬úA!!!
Jeszcze sami w to do ko├▒ca nie wierzymy, chocia┬┐ z tym planem nosili┬Âmy si├¬ od dawna. Dzisiaj wp┬│acili┬Âmy zaliczk├¬, jutro facet ma przyprowadzi├Ž os┬│a i ruszamy przez Andy do Machu Picchu!

Zapoznanie z Paksem

DZIE├Ĺ PIERWSZY
Osio┬│ek oficjalnie jest nasz. Nasz zwierzak jest przepi├¬kny. Troch├¬ na razie nieufny. Gdy podnosimy r├¬k├¬, ┬┐eby go pog┬│aska├Ž, ma odruchy jakby┬Âmy go bi├Ž mieli. W sumie si├¬ nie dziwi├¬, tutaj nikt os┬│├│w nie rozpieszcza. Nie mo┬┐emy si├¬ na niego napatrze├Ž. Dzisiaj przechodzimy tylko jakie┬ 12 kilometr├│w, bo nie mamy serca go pogania├Ž i czekamy za ka┬┐dym razem gdy zatrzyma si├¬, ┬┐eby poskuba├Ž sobie krzaczek. Nakupowali┬Âmy marchewek, ┬┐eby troch├¬ go przekupi├Ž i zajada si├¬ nimi z ogromn┬▒ rado┬Âci┬▒. Ca┬│y czas go obserwujemy i zastanawiamy si├¬ czy ci├¬┬┐ar kt├│ry nosi nie jest mu za ci├¬┬┐ki. Wszyscy m├│wili, ┬┐e nie ma problemu, ┬┐e mo┬┐e nie┬Â├Ž du┬┐o wi├¬cej, ale nam go ┬┐al. Ju┬┐ Krzysiek kombinuje co by tu prze┬│o┬┐y├Ž do siebie, ┬┐e przecie┬┐ da rad├¬ nie┬Â├Ž wi├¬cej. W ko├▒cu sko├▒czy si├¬ tak, ┬┐e osio┬│ek b├¬dzie szed┬│ bez niczego, a my z ca┬│ym baga┬┐em. Jeste┬Âmy atrakcj┬▒ dla miejscowych. Nie cz├¬sto widuje si├¬ gringos z osio┬│kiem. Wszyscy nas pytaj┬▒ dok┬▒d idziemy, ale gdy odpowiadamy zgodnie z prawd┬▒, ┬┐e do Machu Picchu, to nikt nam nie wierzy. Generalnie to sami do ko├▒ca w to nie wierzymy, w ko├▒cu przed nami jakie┬ 500 km! Droga jest ci├¬┬┐ka, bo przez Andy, cz├¬sto na wysoko┬Âciach si├¬gaj┬▒cych 5 ty┬Â. m n.p.m. Mamy byle jakie ┬Âpiwory, ale kupili┬Âmy sobie jeszcze dwa dodatkowe koce z alpaki, bo inaczej ci├¬┬┐ko by by┬│o w namiocie przespa├Ž noc. Ci┬▒gniemy osio┬│ka do wody, zastanawiaj┬▒c si├¬ dlaczego on do cholery nic pi├Ž nie chce, wolimy ┬┐eby si├¬ napi┬│ bo przecie┬┐ nie wiemy jak b├¬dzie p├│┬╝niej z wod┬▒. Dopiero gdy zobaczy┬│ to jaki┬ facet w wiosce powiedzia┬│ nam, ┬┐e o tej godzinie osio┬│ki nie pij┬▒, tylko w po┬│udnie, jak jest s┬│o├▒ce i ┬┐e du┬┐o wody nie potrzebuj┬▒. Widok├│w po drodze nie by┬│o. Tzn by┬│y, nieziemskie, ale tylko na nie spogl┬▒dali┬Âmy ukradkiem, bo nasze oczy wpatrzone by┬│y w to cudo natury, jakim jest nasz cudowny osio┬│ek. Krzysiek tak si├¬ ze mnie ┬Âmia┬│, ┬┐e pewnie b├¬d├¬ ca┬│y czas z osio┬│kiem rozmawia├Ž, a sam idzie i prowadzi z nim powa┬┐ne dyskusje. Dochodzimy do wioski. Jest ju┬┐ ciemno, jeste┬Âmy zm├¬czeni, wi├¬c rozbijamy si├¬ zaraz przy drodze. Zreszt┬▒ teraz z osio┬│kiem b├¬dzie nam ci├¬┬┐ej si├¬ ukry├Ž. Nasz cudny zwierzak dostaje imi├¬ (Paks) oraz kilogram marchewek na kolacj├¬, a przed nami pierwsza noc i testowanie koc├│w!

Nocleg w namiocie w drodze do Alca


DZIE├Ĺ DRUGI
Noc o dziwo by┬│a ca┬│kiem przyjemna i ciep┬│a, pewnie dzi├¬ki tym dodatkowym kocom. Miejsce noclegowe mamy beznadziejne, bo niewiele tu zielska dla Paksa. Wcze┬Âniej ludzie m├│wili nam ┬┐e generalnie os┬│y mog┬▒ je┬Â├Ž wszystko, ale najlepsze jedzenie dla nich to alfalfa (lucerna), lub suche p├¬dy kukurydzy (chala). Krzy┬Âkowi udaje si├¬ kupi├Ž tylko to drugie, ale osio┬│ek i tak jest szcz├¬┬Âliwy. Grzebiemy si├¬ rano strasznie. Du┬┐o czasu zajmuje nam wyszykowanie Paksa, robimy to po raz pierwszy i wcale to nie jest takie proste jak nam si├¬ wydawa┬│o. Jemu zdaje si├¬ by├Ž wszystko jedno, bo spokojnie tylko ┬┐uje sobie trawk├¬.

Kolacja (chala) dla Paksa


Paks zajada siê chal±


Nocleg w namiocie w drodze do Alca


 Powoli wiara w to ┬┐e dojdziemy z nim do Machu Picchu nas opuszcza. Osio┬│ek idzie bardzo wolno, a my nie mamy serca pogania├Ž go kijkiem, tak jak nam radzono. Pr├│bujemy przekonywa├Ž go s┬│ownie, ┬┐e musi i┬Â├Ž szybciej, ale tak jak si├¬ domy┬Âlacie nie przynosi to oczekiwanych efekt├│w. Co chwila zatrzymuje si├¬, to ┬┐eby poskuba├Ž trawk├¬, a to ┬┐eby pow┬▒cha├Ž kup├¬ innego os┬│a. Sporo czasu m├¬czymy si├¬ ┬┐eby wszystko rano na nim zamontowa├Ž. Idziemy tylko kilka kilometr├│w, bo po drodze s┬▒ ┬│a┬╝nie termalne. Paksio do woli zajada sobie trawk├¬ i pije wod├¬, a my odpr├¬┬┐amy si├¬ w gor┬▒cych termach. W┬│a┬Âcicielka, od kt├│rej kupujemy wod├¬ i ciastka, dorzuca nam jeszcze dwa jab┬│ka i dwa banany na drog├¬. Tym razem zamontowanie work├│w idzie nam jeszcze gorzej. Przechodzimy kawa┬│ek i worki spadaj┬▒. Nie wiemy co robimy ┬╝le. Co chwile musimy si├¬ zatrzymywa├Ž i montowa├Ž worki na nowo.

Krzysiek zak┬│ada "siod┬│o" Paksowi


 W ko├▒cu przechodzi obok nas jaki┬ dziadek i oferuje pomoc. Montuje to jako┬ i m├│wi ┬┐e za lekko zwi┬▒zujemy liny. Nie mamy wyczucia jak mocno mo┬┐emy je zwi┬▒zywa├Ž, ┬┐eby nie bola┬│o Paksa. Bierze nasze o┬Âle "male├▒stwo" za sznurek i idzie z nami do oddalonej o kilka kilometr├│w wioski Alca. Dziadzio po drodze opowiada nam o r├│┬┐nych zio┬│ach. Zrywa je, daje nam pow┬▒cha├Ž i m├│wi do czego s┬│u┬┐┬▒. Jedne z nich to o┬Âli przysmak, inne s┬▒ dobre dla ludzi przy przezi├¬bieniach. Gdy dochodzimy do wioski okazuje si├¬ ┬┐e nasz odwa┬┐ny osio┬│ek jednak czego┬ si├¬ przera┬╝liwie boi, a s┬▒ tym kratki kanalizacyjne kt├│re ci┬▒gn┬▒ si├¬ w poprzek ulicy. Za choler├¬ nie chcia┬│ przez nie przej┬Â├Ž, dziadek ci┬▒gn┬▒┬│ go z ca┬│ej si┬│y, a┬┐ w ko├▒cu przeskoczy┬│ kratk├¬, chyba my┬Âla┬│ ┬┐e to dziura. ┬»egnamy si├¬ z dziadziem i udajemy si├¬ w poszukiwaniu miejsca na rozbicie namiotu. Jednak po drodze... dowiadujemy si├¬ ┬┐e zrobiono nas w konia...
Wr├│├Žmy jednak do pocz┬▒tk├│w. Do momentu kiedy pewnego dnia zacz├¬li┬Âmy poszukiwania osio┬│ka...

Ja z Paksem


W Cotahuasi (ma┬│e peruwia├▒skie miasteczko w kanionie o tej samej nazwie) zatrzymali┬Âmy si├¬ w hotelu. W┬│a┬Âciciele, wydawali si├¬ by├Ž super pomocni i przyja┬╝ni. W┬│a┬Âciciel, a to bieg┬│ za nami, ┬┐eby pokaza├Ž nam drog├¬ nad jezioro, a to dawa┬│ rady co mo┬┐emy tutaj zobaczy├Ž ciekawego, a gdy rano czekali┬Âmy na autobus do Pampamarca, przybieg┬│ na terminal, ┬┐eby si├¬ upewni├Ž ┬┐e w dobry autobus wsi┬▒dziemy. Stwierdzili┬Âmy wi├¬c, ┬┐e nasze poszukiwania osio┬│ka najlepiej zacz┬▒├Ž pytaj┬▒c jego. Od razu obieca┬│, ┬┐e popyta swoich koleg├│w i co┬ nam znajdzie. I faktycznie, ju┬┐ na drugi dzie├▒ za┬│atwi┬│ nam jednego go┬Âcia. Facet w du┬┐ym bia┬│ym kapeluszu okaza┬│ si├¬ by├Ž po┬Ârednikiem. Pojechali┬Âmy z nim taks├│wk┬▒ do innej wioski, gdzie mia┬│ by├Ž osio┬│ek. Tam poznali┬Âmy Antonio (w┬│a┬Âciciela os┬│a na sprzeda┬┐), kt├│ry opowiada┬│ nam, ┬┐e czarne os┬│y s┬▒ najsilniejsze, ┬┐e ten jego ma 5 lat, jest nowy, m┬│ody, silny. Pokazywali nam jego z├¬by, ale to wszystko nic nam nie m├│wi┬│o. Antonio za┬┐yczy┬│ sobie 350 soli, plus 100 soli za "siod┬│o". Lecz gdy wr├│cili┬Âmy do hotelu i opowiedzieli┬Âmy to wszystko w┬│a┬Âcicielom obydwoje krzykn├¬li :"strasznie du┬┐o!!!! 350 soli za os┬│a i 100 za siod┬│o?", po czym obiecali znale┬╝├Ž nam co┬ innego. My w tym czasie chodzimy po sklepach, aptekach, pytamy ludzi na ulicy, a jak widzimy jakiego┬ samotnego przywi┬▒zanego osio┬│ka to zostawiamy na nim kartk├¬: "jeste┬Âmy zainteresowani kupnem tego osio┬│ka, prosimy o kontakt w hotelu "Fani Luz Vela". W ko├▒cu trafiamy do weterynarza. Daje nam wiele rad odno┬Ânie kupowania os┬│├│w m.in. : "Kolor nie ma znaczenia. Wiek rozpoznaje si├¬ po z├¬bach. M┬│ody ma ┬│adne, du┬┐e, bia┬│e z├¬by. Osio┬│ powinien by├Ž wykastrowany, bo inaczej b├¬dzie wam ucieka┬│, 350 soli to dobra cena za m┬│odego, silnego os┬│a. Mo┬┐e i┬Â├Ž ca┬│y dzie├▒ i nie┬Â├Ž 50 do 60 kilo stale, a du┬┐o wi├¬cej chwilowo" t┬│umaczy nam wszystko, a my uznajemy si├¬ ju┬┐ za o┬Âlich specjalist├│w i wydaje nam si├¬ ┬┐e teraz to ju┬┐ wszystko wiemy i nikt nas w konia nie zrobi.
Kolejnego dnia w┬│a┬Âciciel hotelu (ze wzgl├¬du na jego codzienny stan nazwijmy go "pijaczyn┬▒"), m├│wi ┬┐e w po┬│udnie ma przyj┬Â├Ž dw├│ch m├¬┬┐czyzn ze swoimi os┬│ami. Czekamy d┬│ugo, ale nikt nie przychodzi. Pokierowani przez pijaczyn├¬ idziemy wi├¬c ich znale┬╝├Ž sami. Najpierw do pierwszego wskazanego punktu, jest nim...sklep mi├¬sny. Kobieta za lad┬▒ przyznaje, ┬┐e sprzedaj┬▒ os┬│y ale teraz nic nie maj┬▒ i ┬┐e ona nic nie wie. Szukamy tego drugiego sprzedawc├¬ o kt├│rym wiemy tylko tyle, ┬┐e si├¬ nazywa Ramon. Chodzimy wzd┬│u┬┐ ulicy i pytamy wszystkich o tego "Ramona co ma os┬│y". Dowiadujemy si├¬, ┬┐e nazywa si├¬ Ramon Flores i mieszka gdzie┬ niedaleko. ┬úazimy od domu do domu i w ko├▒cu go znajdujemy. Okazuje si├¬ by├Ž r├│wnie┬┐ w┬│a┬Âcicielem sklepu mi├¬snego. Nachodzi nas my┬Âl, czy nie chc┬▒ nam sprzeda├Ž jakiego┬ starego osio┬│ka kt├│rego normalnie by wykorzystali na obiad. Pan Flores m├│wi nam, ┬┐e b├¬dzie mia┬│ os┬│y dopiero jutro o 10 rano. ┬»egnamy si├¬ umawiaj┬▒c na jutro, jednak za chwil├¬ podbiega do nas zdyszana w┬│a┬Âcicielka naszego hotelu i krzyczy: "chod┬╝cie szybko, przyszed┬│ do hotelu facet z osio┬│kiem dla was". No to biegniemy wszyscy i zastajemy siedz┬▒cych na schodach przed hotelem: pijaczyn├¬ z jakim┬ kolesiem w kowbojskim kapeluszu (tutaj wszyscy w takich chodz┬▒) i uwi┬▒zanego szarego osio┬│ka. Zaczynaj┬▒ si├¬ negocjacje:

My: ile ma lat?
W┬│a┬Âciciel Osio┬│ka: Ma 4 latka
Pijaczyna: M┬│ody! Silny osio┬│ek! Ca┬│kiem nowy!
My: jaka cena?
W┬│a┬Âciciel Osio┬│ka: 350 soli z rewelacyjnym siod┬│em
My: troch├¬ du┬┐o, mo┬┐e pan obni┬┐y├Ž cen├¬?
Pijaczyna: to jest super cena! Za takiego m┬│odego, silnego os┬│a! M├│wi├¬ wam, w dodatku b├¬dziecie mieli super siod┬│o. On w og├│le nie chcia┬│ sprzeda├Ž tego os┬│a taki dobry jest, musia┬│em go nam├│wi├Ž i w ko├▒cu si├¬ zgodzi┬│.

Zamieniamy si├¬ wtedy w znawc├│w os┬│├│w i prosimy, ┬┐eby pokazali nam jego z├¬by. Oczywi┬Âcie nic nam to nie m├│wi. S┬▒ ca┬│kiem du┬┐e. Czy bia┬│e? Cholera wie, uwalone od jedzenia. Os┬│y z├¬b├│w nie myj┬▒, wi├¬c tak ca┬│kiem bia┬│e by├Ž nie mog┬▒. Czemu nie przygotowali┬Âmy si├¬ lepiej?!?!

My: jest wykastrowany?
W┬│a┬Âciciel Osio┬│ka: nie, jest "ca┬│y"...
Pijaczyna: ale to nic nie szkodzi! Tak wiem, m├│wi┬│em wam ┬┐e musi by├Ž wykastrowany bo ucieknie, ale to by┬│y tylko ┬┐arty. Da rad├¬, nie ucieknie prawda? Nie ucieka?
W┬│a┬Âciciel Osio┬│ka: niee! Sk┬▒d┬┐e! Nie ucieka! Zobaczcie puszcz├¬ go wolno i nic si├¬ nie dzieje

Potem maj┬▒ niez┬│y ubaw odpowiadaj┬▒c na szereg gringo/g┬│upich pyta├▒ typu:

- czy nie b├¬dzie mu za zimno w nocy na du┬┐ych wysoko┬Âciach?
- co jak bêdzie pada³o?
- jak ma na imiê?

czym podkre┬Âlamy, ┬┐e kompletnie nic nie wiemy na temat os┬│├│w. Prawd├¬ powiedziawszy jeste┬Âmy ju┬┐ nakr├¬ceni. Nie mamy si┬│y szuka├Ž ju┬┐ dalej. I tak nie wiemy, kt├│ry jest naprawd├¬ m┬│ody i wart swojej ceny. Skoro zaufany hotelarz m├│wi nam, ┬┐e osio┬│ jest ok to chyba jest z nami szczery? Raz si├¬ ┬┐yje! Bierzemy!
Sprzedawca chce ┬┐eby mu da├Ž 100 soli zaliczki, pijaczyna potwierdza ┬┐e faceta zna i ┬┐e mo┬┐emy mu zaufa├Ž. M├│wi nam te┬┐ ┬┐e ┬┐adnej umowy nie trzeba, bo tu si├¬ tego nie praktykuje. ┬»e wszystko b├¬dzie ok nic si├¬ martwi├Ž nie mamy. Tego dnia kupujemy reszt├¬ potrzebnych rzeczy typu: linki na baga┬┐, palik, dwa koce na zimne noce, worki na baga┬┐ i butelk├¬ PISCO kt├│rym opijamy zakup os┬│a (co┬ jak w├│dka, tylko du┬┐o s┬│absze zrobione z winogron). Rano czekamy na nasz nowy nabytek w choler├¬ d┬│ugo. W┬Âciekamy si├¬ strasznie, bo chcieli┬Âmy wyruszy├Ž z rana, poza tym ja ju┬┐ mam wizj├¬ ┬┐e facet spieprzy┬│ z zaliczk┬▒. Pijaczyna twierdzi ┬┐e facet na pewno nas nie wykiwa, bo by┬│ o 7, ale my┬Âmy spali (co za brednie! Od rana czekamy jak na szpilkach!). W ko├▒cu go┬Âciu zjawia si├¬ ko┬│o po┬│udnia, wszystko ju┬┐ niewa┬┐ne... MAMY OSIO┬úKA :) . To super "siod┬│o", niby takie wyj┬▒tkowe, okazuje si├¬ by├Ž takim samym wynalazkiem jak te kt├│re u┬┐ywaj┬▒ miejscowi, czyli kup┬▒ starych szmat i sk├│r owiec. Pijaczyna montuje baga┬┐ i uczy nas jak to robi├Ž. Po drodze jeszcze go spotykamy, podje┬┐d┬┐a samochodem i daje nam kolejne rady. Wyrywa jak┬▒┬ ga┬│┬▒┬╝ na kt├│r┬▒ osio┬│ek mocno reaguje prawie biegn┬▒c. Pijaczyna daje mi to do r├¬ki i m├│wi ┬┐eby┬Âmy go tym poganiali. ┬»egna si├¬ z nami, znikamy za rogiem, wyrzucamy ga┬│┬▒┬╝. Idziemy w swoj┬▒ w├¬dr├│wk├¬...
Tak oto stali┬Âmy si├¬ w┬│a┬Âcicielami Paksa i teraz mog├¬ ju┬┐ opowiedzie├Ž jak dowiedzieli┬Âmy si├¬ ┬┐e zrobiono nas w konia...

Wiêc po drodze w poszukiwaniu miejsca na nocleg spotykamy miejscow± rodzinkê . Zagaduj± nas dok±d idziemy z tym starym osio³kiem.

My: jak to starym???? przecie┬┐ on m┬│ody jest, 4 latka ma!
Ojciec: na pierwszy rzut oka wida├Ž, ┬┐e to staruszek. Jeste┬Âmy hodowcami os┬│├│w, znamy si├¬ na tym. Mog├¬ zagl┬▒dn┬▒├Ž mu w z├¬by?... tak jak m├│wi┬│em, stary, ma z 10 lat"

Jeste┬Âmy za┬│amani. Wcze┬Âniej ludzie nam m├│wili, ┬┐e to za ci├¬┬┐ka droga dla 10-letniego os┬│a i musimy kupi├Ž m┬│odego. Nie wiemy co robi├Ž. Po drodze spotykamy kolejnego faceta na koniu wygl┬▒daj┬▒cego jak kowboj o imieniu Vertin. Zagadujemy go czy zna si├¬ na os┬│ach "jasne, jestem hodowc┬▒ os┬│├│w i koni" - odpowiada. Prosimy go, ┬┐eby oceni┬│ ile nasz osio┬│ mo┬┐e mie├Ž lat. Facet r├│wnie┬┐ na pierwszy rzut oka stwierdza ┬┐e Paks jest stary, a zagl┬▒daj┬▒c mu w z├¬by m├│wi to samo co poprzedni: "ma 10 lat". Pokazuje nam dok┬│adnie jak mo┬┐na stwierdzi├Ž wiek na podstawie z├¬b├│w. Faktycznie te z przodu ma du┬┐e, ale tylne...tylnych nie ma...Cholera jasna, dw├│ch hodowc├│w nie mo┬┐e si├¬ myli├Ž!

Paks


Okazuje siê wiêc ¿e Paksio:
- jest SIWY a nie SZARY
- ma 10 lat a nie 4
- powinien kosztowa├Ž 100 soli a nie 350!

P├│┬╝niej jeszcze Vertin zauwa┬┐a, ┬┐e nasz zwierzak nie jest wykastrowany i krzyczy "kupili┬Âcie ca┬│ego?? b├¬dzie wam ucieka┬│! Nigdy si├¬ nie kupuje ca┬│ego". O tym oczywi┬Âcie wiedzieli┬Âmy, nie s┬▒dzili┬Âmy jednak ┬┐e to b├¬dzie przeszkod┬▒ w jego p├│┬╝niejszej sprzeda┬┐y.
Pytamy go jak s┬▒dzi, czy uda┬│oby si├¬ nam os┬│a sprzeda├Ž, skoro jest stary i mo┬┐e nie mie├Ž si┬│y i┬Â├Ž z nami.

Vertin: jasne ┬┐e tak
My: uff (kamie├▒ z serca)
Vertin: na mi├¬so na pewno kto┬ kupi...

Paks


Za┬│amuje si├¬ kompletnie!:" jak mo┬┐emy sprzeda├Ž naszego osio┬│ka na mi├¬so????"
Nie wiemy co dalej. Hodowcy twierdz┬▒, ┬┐e osio┬│ek da rad├¬ z nami i┬Â├Ž, ale ┬┐e b├¬dzie szed┬│ du┬┐o wolniej i musi dobrze je┬Â├Ž. Ale my nie znamy si├¬ na os┬│ach, nie wiemy co to znaczy dobrze je┬Â├Ž, ile on tego potrzebuje? Mamy wra┬┐enie, ┬┐e jad┬│ by bez przerwy, czyli to znaczy ┬┐e ci┬▒gle mu za ma┬│o? Zrobi┬│o si├¬ ju┬┐ ca┬│kiem ciemno, a my szukaj┬▒c "alfalfy" lub "chali" dochodzimy do ostatniego domku za wiosk┬▒ i tam znajdujemy kobiet├¬, kt├│ra sprzedaje nam alfalf├¬. Pyta gdzie zamierzamy spa├Ž i zaprowadza nas na wzg├│rze nad swoim domem. To jej teren, pozwala nam rozbi├Ž tam namiot i zosta├Ž jak d┬│ugo chcemy.

Babuszka niesie "alfalfê"


DZIE├Ĺ TRZECI

Ja zostaje ca┬│y dzie├▒ w obozie z osio┬│kiem, a Krzysiek idzie zasi├¬gn┬▒├Ž informacji:
- czy w pobliskiej wiosce kto┬ zechcia┬│by kupi├Ž 10 letniego osio┬│ka NIE na mi├¬so?
- czy mo┬┐na kupi├Ž tutaj innego m┬│odego osio┬│ka? (bierzemy pod uwag├¬ ┬┐eby kupi├Ž drugiego, silnego, kt├│ry b├¬dzie nosi┬│ worki, a nasz stary osio┬│ek p├│jdzie bez niczego)
- czy w┬│a┬Âciciel hotelu da nam namiary na faceta kt├│ry sprzeda┬│ nam os┬│a?
- czy za┬Âwiadczy, ┬┐e sprzedawca m├│wi┬│ nam ┬┐e Paks ma 4 lata?
- czy policja nam pomo┬┐e?
- czy facet odda nam pieni┬▒dze?

Krzysiek pojecha┬│ wi├¬c autobusem do Cotahuasi ┬┐eby dowiedzie├Ž si├¬ czy mo┬┐emy co┬ zdzia┬│a├Ž. Gdy tak sobie siedz├¬ i pisz├¬, przychodzi do mnie ta kobita co nam pozwoli┬│a tu "spa├Ž z krowami". Pyta gdzie m├│j m┬▒┬┐, t┬│umacze jej sytuacj├¬, ┬┐e my┬Âleli┬Âmy ┬┐e osio┬│ek jest m┬│ody "a gdzie tam, stary jest przecie┬┐ to wida├Ž od razu..." m├│wi babcia. Pr├│buje znale┬╝├Ž u niej pow├│d do rado┬Âci i pytam czy w og├│le da rad├¬ sprzeda├Ž takiego osio┬│ka niekoniecznie na mi├¬so? "nie, nie da rady, nikt takiego starego os┬│a ju┬┐ nie chce, nie nadaje si├¬ do pracy, tylko na mi├¬so" m├│wi babcia. "No ale przecie┬┐ os┬│y ┬┐yj┬▒ 30, 40 lat, czemu 10-letni osio┬│ si├¬ ju┬┐ nie nadaje?" - pr├│buje dalej, "ludzie wol┬▒ m┬│odsze i silniejsze, a nikogo nie sta├Ž na utrzymywanie bezu┬┐ytecznego os┬│a". Niestety babuszka pozbawia mnie z┬│udze├▒. Nie wiem ju┬┐ co my┬Âle├Ž. Jedyna, nik┬│a nadzieja ┬┐e uda nam si├¬ zwr├│ci├Ž osio┬│ka i odzyska├Ž kas├¬.
P├│┬╝niej  wywo┬│uje rado┬Â├Ž mieszka├▒c├│w id┬▒c na spacer z osio┬│kiem. Ludzie tutaj maja ca┬│kiem inne podej┬Âcie do takich zwierz┬▒t. Wszyscy nas tutaj ju┬┐ znaj┬▒. I w Cotahuasi i w Alce i we wioskach po drodze. Chyba ju┬┐ wszyscy s┬│yszeli ┬┐e gringos id┬▒ z os┬│em do Cuzco.
Krzysiek wraca do┬Â├Ž szybko i wlewa w moje serce nadziej├¬, ┬┐e mo┬┐e jako┬ to b├¬dzie...
Zasta┬│ pijaczyn├¬ przed hotelem i zacz┬▒┬│ si├¬ awanturowa├Ž. Temu bardzo to si├¬ nie spodoba┬│o, bo wszyscy s┬│yszeli. Szybko Krzy┬Âka stamt┬▒d zabra┬│ na poszukiwania poprzedniego w┬│a┬Âciciela. Nagle okazuje si├¬, ┬┐e pijaczyna w og├│le nie zna tego faceta, wi├¬c wysz┬│o kolejne jego k┬│amstwo. Mimo to obiecuje, ┬┐e nam pomo┬┐e. Wypytuj┬▒ ludzi, dostaj┬▒ jego dane i nr telefonu. Krzysiek m├│wi w┬│a┬Âcicielowi hotelu, ┬┐e idzie ze spraw┬▒ na policj├¬, a ten na to: "ale przecie┬┐ nie macie ┬┐adnej umowy, nie uwierz┬▒ wam!", cholera jasna nie mamy umowy w┬│a┬Ânie przez niego, bo niby tu si├¬ nie praktykuje, nie jest potrzebna...Hotelarz chyba ma wyrzuty sumienia, bo publicznie oznajmia, ┬┐e stawi si├¬ na policji jako ┬Âwiadek i powie im ┬┐e s┬│ysza┬│, ┬┐e osio┬│ ma 4 lata i ┬┐e zap┬│acili┬Âmy 350 soli za niego. Policja dzwoni do sprzedawcy, ale ten twierdzi, ┬┐e jest w podr├│┬┐y i ┬┐e stawi si├¬ w komisariacie dopiero jutro o 10 rano, policjanci ka┬┐┬▒ wi├¬c o tej godzinie przyj┬Â├Ž Krzy┬Âkowi z osio┬│kiem. Jutro wi├¬c wielki dzie├▒...

Alca


DZIE├Ĺ CZWARTY

Krzysiek wyrusza o 4 w nocy z Paksiem w drog├¬ powrotn┬▒ do Cotahuasi. Udaje im si├¬ dotrze├Ž na czas, ale go┬Âciu si├¬ nie pojawia. Policjanci przyjmuj┬▒ oficjalny donos na Manuela (bo tak zwie si├¬ sprzedawca). W ko├▒cu policjantom udaje si├¬ dodzwoni├Ž do jego ┬┐ony, ale ta twierdzi ┬┐e nic o sprawie nie wie, ani o tym gdzie jest jej m┬▒┬┐. W ko├▒cu udaje si├¬ uzgodni├Ž ┬┐e Manuel z ┬┐on┬▒ stawi┬▒ si├¬ na komisariacie o 14, p├│┬╝niej zmieniaj┬▒ godzin├¬ na 15, w ko├▒cu pojawiaj┬▒ si├¬ ko┬│o 16:30. Manuel z ┬┐on┬▒ i kulaw┬▒ siostr┬▒. Cwaniaki nawet nie reaguj┬▒ jak funkcjonariusze dr┬▒ si├¬ na nich, dlaczego nie stawili si├¬ na czas. Pierwsze co m├│wi┬▒ to, ┬┐e mog┬▒ wzi┬▒├Ž z powrotem os┬│a, ale chc┬▒ 200 soli za wypo┬┐yczenie go na 4 dni!!! Policja o dziwo przyznaje, ┬┐e to ma sens i ┬┐e powinni┬Âmy zap┬│aci├Ž. Tr├│jca utrzymuje, ┬┐e Paks ma 6 lat (nie 4 i nie 10) i przedstawiaj┬▒ jaki┬ dokument urodzenia (tylko sk┬▒d wiadomo, ┬┐e to dokument tego os┬│a, a nie innego?). Wed┬│ug zezna├▒ Manuela by┬│o tak, ┬┐e ten osio┬│ tak naprawd├¬ nie by┬│ na sprzeda┬┐, ale hotelarz z┬│apa┬│ go za r├¬k├¬ i przyprowadzi┬│ do nas, zmuszaj┬▒c go do sprzeda┬┐y... W dodatku my┬Âmy si├¬ w osio┬│ku zakochali i przez to musia┬│ sprzeda├Ž, dlatego cena taka wysoka. Jaka┬ abstrakcja! Pono├Ž to pijaczyna kaza┬│ mu powiedzie├Ž, ┬┐e osio┬│ek jest m┬│odszy. A na ko├▒cu Manuel doda┬│, ┬┐e najgorsze w tym wszystkim jest to, ┬┐e teraz jego kulawa siostra nie ma osio┬│ka, kt├│ry nosi┬│ jej jakie┬ rzeczy, bo my ┬Âwinie ┬┐e┬Âmy go bezczelnie kupili!!! (jednak nie chc┬▒ go z powrotem, chyba ┬┐e zap┬│acimy za to wypo┬┐yczenie...(?)). W ko├▒cu zjawia si├¬ szef komisariatu i rozstawia wszystkich po k┬▒tach. Reszta policjant├│w pr├│bowa┬│a by├Ž tylko negocjatorami bez zdania, natomiast on bez pardonu oznajmia, ┬┐e osio┬│ek w takim wieku powinien kosztowa├Ž 100 soli koniec i kropka. Negocjacjom zdaje si├¬ nie mie├Ž ko├▒ca, ale jako┬ dochodzi do porozumienia:
Manuel oddaje nam 250 soli, ale zabiera "siod┬│o". Czyli teraz cena Paksika wynosi 100 soli bez siod┬│a co daje jakie┬ 130 z┬│. Trzeba te┬┐ napisa├Ž dodatkowy protok├│┬│, poniewa┬┐ policja ju┬┐ wcze┬Âniej spisa┬│a zawiadomienie o pope┬│nieniu przest├¬pstwa. Sprzedawca musi umotywowa├Ž, dlaczego, skoro nie jest winny, oddaje nam tyle pieni├¬dzy. Pow├│d brzmi: poniewa┬┐ osio┬│ nie by┬│ na sprzeda┬┐! Peruwia├▒skie szale├▒stwo!

Czeka┬│am ca┬│y dzie├▒, wyrywa┬│am sobie w┬│osy z g┬│owy. Okropne by┬│o to oczekiwanie! Jeszcze na domiar z┬│ego pad┬│a mi bateria w telefonie, wi├¬c do ko├▒ca nie wiedzia┬│am jak zako├▒czy┬│a si├¬ historia. Tak bardzo chcia┬│am napisa├Ž sms-a do Krzy┬Âka o tre┬Âci: "Nie oddawaj Paksa! Wracaj z nim do mnie!". Brak jakichkolwiek informacji doprowadza┬│ mnie do sza┬│u. Milion pyta├▒. Czy Krzysiek wr├│ci dzi┬ do mnie czy zostanie w Cotahuasi? Czy wr├│ci sam czy z osio┬│kiem? Czy zd┬▒┬┐y┬│ na ostatni autobus?! Itp.

Milion odcisk├│w palc├│w z┬│o┬┐onych przez Krzy┬Âka tego dnia, durnych negocjacji i wielu kilometr├│w, o godzinie 3 w nocy wraca Krzysiek. Gdy w ko├▒cu s┬│ysz├¬ d┬╝wi├¬k rozpinanego zamka namiotu i widz├¬ DWIE ukochane mordki rado┬Âci nie ma ko├▒ca!

KOLEJNE DNI

Nie wiemy kompletnie co teraz robi├Ž... Paksik zosta┬│ z nami z czego generalnie si├¬ cieszymy. Boimy si├¬ co b├¬dzie z nim dalej, ale na razie musimy zdecydowa├Ž co b├¬dzie z nami. Nadal nie wiemy ile ma tak naprawd├¬ lat. Nie mamy siod┬│a, wi├¬c Paksik nie mo┬┐e nic nosi├Ž. Aktualnie opu┬Âcili┬Âmy chwilowo namiot, kt├│ry pilnuje nasz dzielny osio┬│ i poszli┬Âmy na noc do miejscowego hoteliku. G┬│├│wny pow├│d to na┬│adowanie telefonu i baterii.
Jak przyjechali┬Âmy do Ameryki ┬úaci├▒skiej, Krzysiek nie rozumia┬│ nawet jak kto┬ si├¬ go po hiszpa├▒sku pyta┬│ jak ma na imi├¬, teraz pojecha┬│ sam i zrobi┬│ awantur├¬ hotelarzowi, Manuelowi, jego ┬┐onie, siostrze i z┬│o┬┐y┬│ donosy na policji po hiszpa├▒sku:)
Postanowili┬Âmy, ┬┐e poszukamy w Alce drugiego osio┬│ka. Tym razem du┬┐o m┬│odszego, wi├¬kszego i silniejszego. Dzi├¬ki temu ci├¬┬┐ar si├¬ roz┬│o┬┐y na nas dwoje i dwa osio┬│ki. Poszli┬Âmy te┬┐ do weterynarza i przygotowani na to, ┬┐e gdy go zobaczy krzyknie tak jak reszta "jaki staruszek!", a on spokojnie podszed┬│, obejrza┬│ go, dok┬│adnie przygl┬▒dn┬▒┬│ si├¬ z├¬bom, liczy┬│ je i w ko├▒cu orzek┬│: " osio┬│ ma 6 lat, g├│ra 7". To by si├¬ pokrywa┬│o z dokumentem urodzenia Paksa, kt├│ry Manuel pokaza┬│ na policji. Daje nam to du┬┐┬▒ nadzieje. M├│wi nam te┬┐, ┬┐e jego rodzice prowadza termy na kt├│rych byli┬Âmy i m├│wili mu o nas. Powiedzia┬│ ┬┐e oni mog┬▒ nam da├Ž "siod┬│o", bo kiedy┬ mieli. Wed┬│ug niego osio┬│ da rade z nami i┬Â├Ž i ┬┐e mo┬┐e nie┬Â├Ž baga┬┐ nawet 50- kilowy. Chocia┬┐ proponujemy mu kas├¬ za te wszystkie porady, nie chce od nas nic.
Dzisiaj rano spotkali┬Âmy si├¬ z go┬Âciem o imieniu Vertin, ten kt├│rego poznali┬Âmy kilka dni temu. Vertin mocno krytykowa┬│ kolesia kt├│ry sprzeda┬│ nam zwierzaka za 350 soli : " co za cham z tego sprzedawcy! Wszyscy jeste┬Âmy lud┬╝mi! Jak on m├│g┬│ was tak oszuka├Ž. To jest pod┬│e!" -m├│wi┬│. Okaza┬│o si├¬, ┬┐e kupi┬│ dzisiaj o┬Âlice, jak twierdzi za 250 soli, bo jest 6-letnia i chce nam j┬▒ sprzeda├Ž za 300 soli bez "siod┬│a". Pr├│bowali┬Âmy si├¬ targowa├Ž, ale Vertin bardzo obstawa┬│ za tym, ┬┐e ta o┬Âliczka jest tak dobra, ┬┐e nie mo┬┐e opu┬Âci├Ž cen├¬. Pewnie my┬Âla┬│ ┬┐e i tak do niego wr├│cimy, ┬┐e zdoby┬│ nasze zaufanie. Na szcz├¬┬Âcie po tym spotkaniu zaczepia nas jaki┬ miejscowy m├│wi┬▒c:
"Facet o imieniu Vertin ma os┬│a do sprzedania, bardzo dobrego, stoi tutaj nieopodal". T┬│umaczymy mu ┬┐e ju┬┐ z nim gadali┬Âmy, ale chce za du┬┐o kasy. Co si├¬ okazuje?
"Vertin kupi┬│ j┬▒ za 150 soli i chce sprzeda├Ž za 200. O┬Âlica ma jakie┬ 8 lat, ale jest dobra i silna"tak oto wychodzi na jaw k┬│amstwo Vertina. Oczywi┬Âcie cena i wiek os┬│a dla "gringos" s┬▒ ju┬┐ ca┬│kiem inne!

Alca


CO TO BYLA ZA IMPREZA....

Na poszukiwania drugiego os┬│a udali┬Âmy si├¬ do wioski Cahuana po┬│o┬┐onej jakie┬ 900 metr├│w nad Alc┬▒, na wysoko┬Âci 3 tys m n.p.m. S┬│yszeli┬Âmy ┬┐e tego dnia jest jakie┬ ┬Âwi├¬to, by┬│a wi├¬c okazja by zobaczy├Ž co┬ ciekawego. Do wioski prowadz┬▒ schody, baaaardzo du┬┐o kamiennych schod├│w, po drodze cudne widoki. W ko├▒cu docieramy na g├│r├¬ i trafiamy wprost na jaki┬ ┬Âwi┬▒teczny przemarsz. Na przedzie dzieciak z pomalowana na czarno twarz┬▒, chyba przebrany za owc├¬, za nim kole┬ na koniu trzymaj┬▒cy w rekach przystrojonego koguta, dalej tradycyjnie ubrane, ta├▒cz┬▒ce kobiety, m├¬┬┐czy┬╝ni w kapeluszach, nosz┬▒cy skrzynie z piwami, a na ko├▒cu orkiestra.

┬Žwi├¬to w Cahuanie


 Ust├¬pujemy im z drogi robi┬▒c zdj├¬cia, a oni ┬│api┬▒ nas za r├¬ce i zabieraj┬▒ ze sob┬▒. No to idziemy. Nie wiemy gdzie, ale idziemy i jest zabawnie. Dochodzimy w ko├▒cu do jakiej┬ przystrojonej li┬Â├Žmi bramy, prowadz┬▒cej na podw├│rze czyjej┬ chaty. Ka┬┐┬▒ nam wchodzi├Ž, no to wchodzimy :) .

┬Žwi├¬to w Cahuanie


Zostali┬Âmy w┬│┬▒czeni do ┬Âwi┬▒tecznego przemarszu
 

Siadamy przy stole na podw├│rzu, muzyka ci┬▒gle gra, daj┬▒ nam spory garnuszek chichy (nap├│j ze sfermentowanej kukurydzy). Ta chicha kt├│r┬▒ pili┬Âmy do tej pory, by┬│a ca┬│kowicie inna. ┬úagodna, s┬│odka, ot taki nap├│j. A ta, kt├│r┬▒ spr├│bowali┬Âmy teraz, jest ci├¬┬┐ka do prze┬│kni├¬cia, przynajmniej na pocz┬▒tku. Mocno sfermentowana, kwa┬Âna, powoduj┬▒ca lekkie zawroty g┬│owy. Generalnie towarzystwo jest ju┬┐ mocno wstawione, ale jeszcze idzie zrozumie├Ž co m├│wi┬▒. Oczywi┬Âcie do nas, bo miedzy sob┬▒ rozmawiaj┬▒ w j├¬zyku quechua. Dostajemy po kilka go┬╝dzik├│w, kt├│re s┬▒ symbolem wioski. Za chwile zaczynaj┬▒ przynosi├Ž jedzenie. Na stole stoi kogut i sra pod siebie.

Kogut i chicha na stole. Imprez├¬ czas zacz┬▒├Ž


 Dostajemy zup├¬, ca┬│kiem smaczn┬▒. Potem na stole stawiaj┬▒ dwie michy. W ┬Ârodku zupa, kurczak i ┬Âwinia...a raczej ┬Âwinka...morska!

Przypadkowa peruwia├▒ska impreza


┬Žwinka morska na obiad


 Nie wiemy do ko├▒ca o co chodzi, czemu z tych dw├│ch misek je tylko facet, kt├│ry najwi├¬cej nas zagaduje i jego zona. Pewnie s┬▒ jakimi┬ g┬│├│wnymi organizatorami, ale jedz┬▒ z tych misek i rozdzielaj┬▒ mi├¬so ka┬┐demu. Dostajemy wiec po kawa┬│ku ┬Âwinki... Ju┬┐ dawno chcieli┬Âmy to spr├│bowa├Ž, ale ci┬▒gle nam by┬│o za drogo. ┬Žwinka wygl┬▒da niezbyt smakowicie. Jest upieczona ca┬│a, z n├│┬┐kami, g┬│ow┬▒ i z├¬bami. Dostaje udko. S┬▒ na nim kawa┬│ki sier┬Âci. Za wiele mi├¬sa tam nie ma, a w smaku przypomina star┬▒ kur├¬. Towarzysze imprezy przekonuj┬▒ nas ┬┐e jest du┬┐o lepsza ni┬┐ kurczak, ale my chyba jednak zostaniemy przy ptactwie. Dostajemy drugie danie, kawa┬│ wo┬│owiny, ziemniaki i ry┬┐. Ja oddaje talerz z nietkni├¬tym kawa┬│kiem mi├¬sa, a faceci ko┬│o mnie z nietkni├¬tym ry┬┐em i ziemniakami. P├│┬╝niej kolorowa kobieta zaczyna ta├▒czy├Ž z dzieckiem-owc┬▒, a nast├¬pnie wszyscy idziemy na g┬│├│wny plac przy ko┬Âciele. I tam zaczyna si├¬ og├│lna impreza. Mn├│stwo ludzi, kobiet poubieranych w tradycyjne stroje, m├¬┬┐czy┬╝ni wygl┬▒daj┬▒cy jak kowboje. Wsz├¬dzie leja si├¬ chicha i piwo. Nie wiemy dok┬│adnie o co chodzi, ale porywaj┬▒ nas do ta├▒ca. Mamy zrobi├Ž taneczny przemarsz wok├│┬│ ko┬Âcio┬│a z kogutem.

Taniec z kogutem dooko┬│a ko┬Âcio┬│a


Taniec "Kolorowej Kobiety" z "Dzieckiem Owc┬▒"


 Robimy nie wiem ile tych k├│┬│ek za ka┬┐dym razem podchodzimy do jakich┬ facet├│w, oni si├¬ na niby k┬│├│c┬▒ i daj┬▒ nam kolejnego koguta by┬Âmy zn├│w zrobili k├│┬│ko. O matko, by┬│o zabawnie!

Taniec w ok├│┬│ ko┬Âcio┬│a z kogutem


P├│┬╝niej ta├▒czymy wszyscy przed ko┬Âcio┬│em. Yolanda, dziewczyna kt├│ra podczas ta├▒c├│w trzyma┬│a mnie za r├¬k├¬, jak sko├▒czyli┬Âmy to nie chcia┬│a mnie pu┬Âci├Ž . Poszli┬Âmy do jej sklepiku po piwa. Tam pokaza┬│a nam swoje zdj├¬cia z jakich┬ konkurs├│w, jest piosenkark┬▒.
Impreza na placu trwa. Gdy s┬▒czymy sobie z Krzy┬Âkiem piwo podchodzi do nas policjant. Na nic zdaj┬▒ si├¬ nasze, a raczej moje wymigiwania si├¬, musz├¬ z nim zata├▒czy├Ž koniec kropka. Ale┬┐ ten policjant szaleje, ci├¬┬┐ko dor├│wna├Ž mu kroku . Orkiestra gra, coraz wi├¬cej pijanych ludzi, ta├▒czymy, bawimy si├¬, jest super. Dooko┬│a ko┬Âcio┬│a trwaj┬▒ przez ca┬│y czas wy┬Âcigi konne. Pod koniec zabawy podchodzimy z Yoland┬▒ do grupki kolesi, bo chce nam przedstawi├Ž swojego brata. I kogo widzimy?... Vertin! Jaki ten ┬Âwiat jest ma┬│y!

Zawody konne podczas uroczysto┬Âci


Uroczysto┬Â├Ž w Cahuanie


Plac G┬│├│wny
 

Powoli kierujemy si├¬ do naszego namiotu, przed nami d┬│uga droga w d├│┬│, jest ju┬┐ ca┬│kiem ciemno. Widok na o┬Âwietlon┬▒ Alce jest niesamowity. Nie pytamy nikogo o os┬│a, wiadomo, wszyscy byli pijani, ci├¬┬┐ko z takimi ubija├Ž interesy. Chocia┬┐ jeden z policjant├│w pr├│bowa┬│. Chcia┬│ nam sprzeda├Ž jaka┬ staro┬┐ytn┬▒ figurk├¬ alpaki, kt├│r┬▒ znalaz┬│ na jakim┬ szczycie.  Wracamy wi├¬c bez niczego.
Rano pojechali┬Âmy na termy do rodzic├│w weterynarza, jednak nie maj┬▒ ju┬┐ "siod┬│a" o kt├│rym nam wspomina┬│. Mieli┬Âmy zamiar wr├│ci├Ž do tej wioski, w kt├│rej byli┬Âmy dnia poprzedniego, ale impreza nadal trwa, nic nie zdzia┬│amy. Idziemy wiec do innej wioski, kt├│ra jak si├¬ okazuje znajduje si├¬ jeszcze wy┬┐ej ni┬┐ ta poprzednia. Sporo czasu zajmuje nam dotarcie do niej. Pono├Ž Vertin w┬│a┬Ânie tam kupi┬│ os┬│a, kt├│rego chcia┬│ nam opchn┬▒├Ž, u go┬Âcia o imieniu Tomas. Mo┬┐e ma ich wi├¬cej? Okazuje si├¬ ┬┐e mia┬│ tylko dwa, kt├│re sprzeda┬│ Vertinowi. Zaprasza nas do siebie na chiche. Siedzimy przed ich domem, strasznie biednie wygl┬▒daj┬▒cym, jak wi├¬kszo┬Â├Ž tutaj. Ogl┬▒damy susz┬▒ce si├¬ wielokolorowe kolby kukurydzy. ┬»ona Tomasa podgrzewa chiche w ognisku, jednocze┬Ânie karmi┬▒c piersi┬▒ male├▒stwo. Nie maj┬▒ elektryczno┬Âci, nie maja ogrzewana, a ciep┬│o tam nie jest. Zar├│wno Tomas jak i jego dw├│jka dzieciak├│w, maja podarte i brudne ubrania. Po ogr├│dku biega malutka ┬Âwinka morska z malutkim kotkiem. Zastanawiam si├¬ czy kota tez p├│┬╝niej zjedz┬▒. Tym razem dostajemy ciep┬│┬▒ chiche i powoli zaczynamy si├¬ przyzwyczaja├Ž do tego smaku. Okazuje si├¬ ze Vertin m├│wi┬│ prawd├¬... zap┬│aci┬│ 250 soli, tyle ┬┐e za DWA os┬│y!!! A nam JEDNEGO chcia┬│ sprzeda├Ž za 300! Dodatkowo powiedzia┬│, ze osio┬│ ma 5, g├│ra 6 lat, a ma 9! Jak go jutro spotkamy to nie omieszkamy mu o tym powiedzie├Ž.

To wszystko co tutaj prze┬┐ywamy jest esencj┬▒ naszej podro┬┐y. Nie byli┬Âmy ┬╝li, ze szli┬Âmy tyle czasu, zmachali┬Âmy si├¬ potwornie i nic nie zdzia┬│ali┬Âmy. Warto by┬│o tam p├│j┬Â├Ž, ┬┐eby napi├Ž si├¬ chichy z Tomasem i jego rodzina i porozmawia├Ž o ┬┐yciu. Osio┬│ek i wszystko co z nim zwi┬▒zane, dostarcza nam du┬┐o wra┬┐e├▒!

Wracamy do naszego namiotu. Po drodze jeszcze pukamy do babuszki, kt├│ra u┬┐ycza nam swojej ziemi. M├│wi, ┬┐e jej m┬▒┬┐ ma "siod┬│o" i ┬┐e mo┬┐emy z nim ponegocjowa├Ž. Jeste┬Âmy zm├¬czeni, bo ka┬┐dy chce od nas wi├¬cej kasy ni┬┐ jest to wszystko warte. Jaka wi├¬c rado┬Â├Ž nas ogarnia gdy s┬│yszymy: "mam siod┬│o, ale wam go nie sprzedam... dostaniecie je ode mnie w prezencie".  Tak te┬┐ robi, przynosi nam siod┬│o, zdecydowanie lepsze do tego, kt├│re mieli┬Âmy. Jeste┬Âmy przeszcz├¬┬Âliwi.

Postanowili┬Âmy po┬Âwi├¬ci├Ž jeszcze jeden dzie├▒ na poszukiwania drugiego os┬│a i wybrali┬Âmy si├¬ ponownie do wioski Cahuana. Ja sobie wypluwam p┬│uca i przysi├¬gam, ┬┐e id├¬ tam po raz ostatni, a dzieciaki musz┬▒ codziennie schodzi├Ž do Alca do szko┬│y i co najgorsze zapieprza├Ž p├│┬╝niej do g├│ry do domu. ┬úazimy po wiosce, teraz ju┬┐ du┬┐o spokojniejszej, chocia┬┐ wci┬▒┬┐ wiele pijanych na ulicach. Czujemy si├¬ troch├¬ jak w bajce, chodz┬▒c w┬Âr├│d tych kolorowych kobiet, przyozdobionych kwiatami. One chodz┬▒ tak ubrane na co dzie├▒. Pukamy od domu do domu i ci┬▒gle s┬│yszymy t┬▒ sam┬▒ odpowied┬╝: "mam os┬│y, ale nie na sprzeda┬┐, musicie pyta├Ž bo tu du┬┐o ludzi chce sprzeda├Ž". Chodzimy, pytamy i ka┬┐dy m├│wi to samo. W ko├▒cu wo┬│a nas jaki┬ ch┬│opak. Stoi razem ze starszym m├¬┬┐czyzn┬▒ i krzyczy, ┬┐e ten ma os┬│a do sprzedania. Podchodzimy wi├¬c, a tam kto? Ten sam policjant, kt├│ry chcia┬│ nam sprzeda├Ž na fie┬Âcie figurk├¬ alpaki, tym razem po cywilu.
MY: no wiêc ma pan os³a na sprzeda¿?
Policjant: tak, mam. Tam wysoko w górach, w ruinach, znalaz³em staro¿ytn± figurkê alpaki...
MY: tak wiemy! Ale my nie chcemy figurki tylko os┬│a. Ma pan os┬│a?
Policjant: no tak, mam figurkê alpaki. Bardzo ciê¿ka! Du¿a, du¿a waga!
Ch┬│opak: ale oni nie chc┬▒ figurki! Chc┬▒ os┬│a, ┬┐ywe zwierze!
Policjant: os┬│a? Nie, os┬│a nie mam...

Odchodzimy za┬Âmiewaj┬▒c si├¬ do ┬│ez. Fina┬│ jest taki, ┬┐e nie znajdujemy drugiego osio┬│ka. Postanawiamy i┬Â├Ž z jednym.
Kolejnego dnia pakowanie. Bierzemy do naszych plecak├│w wi├¬cej ni┬┐ ostatnio, sporo jedzenia zjedli┬Âmy siedz┬▒c tyle w Alce ,wi├¬c sumarycznie Paks ma du┬┐o mniej do noszenia. Synek babuszki daje nam milion rad przed wyruszeniem. Pewnie wie wi├¬cej ni┬┐ my o os┬│ach, pomimo m┬│odego wieku, ale strasznie nas denerwuje. My si├¬ pakujemy, a on stoi nad nami i co┬ gl├¬dzi. Jednym nas zmartwi┬│. Pokaza┬│ na kopyto Paksa i powiedzia┬│ ┬┐e ┬╝le z nim, ┬┐e mo┬┐e sobie rozwali├Ž gdzie┬ na kamieniu. Na wszelki wypadek p├│jdziemy z tym do weterynarza w kolejnej wiosce.



C.D.N.

Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #9 dnia: Lipiec 10, 2014, 12:44:10 »
Cz├¬┬Â├Ž druga. Po k┬│├│tniach z poprzednim w┬│a┬Âcicielem osio┬│ka i poszukiwaniach drugiego w Alce, wybieramy si├¬ zn├│w w drog├¬.



DZIE├Ĺ 1 po przerwie w Alca

Wyruszamy do┬Â├Ž p├│┬╝no. Idzie si├¬ ca┬│kiem dobrze. Paks idzie dzielnie. Robi si├¬ ju┬┐ ca┬│kiem ciemno. Wydaje nam si├¬, ┬┐e mamy ju┬┐ niedaleko do Puyki i mamy zamiar doj┬Â├Ž tam jeszcze dzisiaj. Na szcz├¬┬Âcie znajdujemy fajn┬▒ miejsc├│wk├¬ i rozbijamy namiot. Totalnie ko┬│o drogi, tak┬┐e ka┬┐dy przeje┬┐d┬┐aj┬▒cy samoch├│d tr┬▒bi gdy przeje┬┐d┬┐a obok nas. Jeden kierowca si├¬ zatrzymuje, ┬┐eby sobie z nami pogada├Ž. M├│wi nam, ┬┐e jeszcze godzina drogi do Puyki. Poznajemy nowe oblicze naszego osio┬│ka. Ko┬│o namiotu le┬┐y papierek po ma┬Âle i torebka po koncentracie. Paks oblizuje papierek, za chwile bierze torebk├¬ i co robi? Cholera jasna on to zjada! Tak jak i woreczek foliowy, papierek po ma┬Âle. Masakra! Modlimy si├¬ ┬┐eby mu to nie zaszkodzi┬│o. Teraz musimy wszystko chowa├Ž, bo ten ┬┐ar┬│ok nied┬│ugo zje nasz namiot!
 
Nocleg w drodze do Puyca

W drodze do Puyca

DZIE├Ĺ 2

Dwie godziny zajmuje nam zebranie si├¬ rano. Pociesza nas my┬Âl, ┬┐e ju┬┐ tylko godzinka i b├¬dziemy w Puyce... Idziemy 5 godzin...Droga zdaje si├¬ nie mie├Ž ko├▒ca. Jeste┬Âmy padni├¬ci, bo ci┬▒gle do g├│ry, nie mamy wody ani dla siebie, ani dla Paksa, bo to przecie┬┐ tylko godzinka!
W ko├▒cu! Puyca! Na reszcie! Rado┬Âci nie ma ko├▒ca.
 
Puyca

Marzymy o pysznym obiadku, bo pono├Ž s┬▒ tu restauracje i o Internecie. Co zastajemy? Kompletn┬▒ dziur├¬. Restauracje owszem, jakie┬ s┬▒, ale na pytanie co mo┬┐na zje┬Â├Ž, pani odpowiada najpierw ┬┐e "nic", a p├│┬╝niej, ┬┐e mo┬┐e zrobi├Ž ry┬┐ i jajko. Internetu nie ma, a weterynarz? "ma by├Ž 5 lipca" brzmi odpowied┬╝. Niech to szlag, przecie┬┐ to jeszcze kawa┬│ czasu! Kupujemy wi├¬c jajka, bu┬│ki, ziemniaki i obowi┬▒zkowo marchewki dla Paksa. Znajdujemy kawa┬│ek placu i rozbijamy namiot.

Puyca. 3700 m. n.p.m.


Jeste┬Âmy ogromn┬▒ atrakcj┬▒ dla miejscowych, szczeg├│lnie dla dzieciak├│w. Pomimo ogromnej mi┬│o┬Âci jak┬▒ do Paksa ┬┐ywimy, wiemy ┬┐e pewnie mu ci├¬┬┐ko, nikt tutaj z os┬│ami takich dystans├│w nie robi, ale staramy si├¬ jak mo┬┐emy, ┬┐eby mu to wszystko u┬│atwi├Ž. Gdy my ┬Âci┬▒gamy plecaki na odpoczynek, jemu te┬┐ zdejmujemy baga┬┐e. Staramy si├¬ ┬┐eby zawsze mia┬│ co je┬Â├Ž i co pi├Ž. Marchewki kupujemy gdy tylko mo┬┐emy, bo za nimi szaleje i zag┬│askujemy go na ┬Âmier├Ž. On jest taki spokojny gdy pakujemy na niego baga┬┐e, skubie sobie trawk├¬ i nie wygl┬▒da ani troch├¬ jakby mu to przeszkadza┬│o. Idzie dzielnie ca┬│y czas, powoli, ale przed siebie. Baga┬┐u ma te┬┐ du┬┐o mniej ni┬┐ wszyscy nam m├│wi┬▒, ┬┐e m├│g┬│by nie┬Â├Ž.

Tego dnia ju┬┐ dalej nie idziemy. Siedzimy w namiocie i korzystamy z ostatnich chwil naturalnego ┬Âwiat┬│a, gdy kto┬ w oddali krzyczy "buenas tardes!" (dobry wiecz├│r). Cztery dzieciaki i owca, wszyscy w nas wpatrzeni, odpowiadamy im to samo i wracamy do swoich zaj├¬├Ž. Po chwili zerkamy znowu, a oni nadal stoj┬▒ tak nieruchomo. Paks zw├¬szy┬│, ┬┐e jemy ziemniaki i w┬│azi nam do namiotu. Chwilk├¬ p├│┬╝niej dzieciaki s┬▒ ju┬┐ przy naszym namiocie, r├│wnie┬┐ ju┬┐ r├¬kami w ┬Ârodku niego. Zaczyna si├¬ lawina pyta├▒:
- zamierzacie tu spa├Ž?
- A nie bêdzie wam zimno?
- A co macie do spania?
- A na czym gotujecie?
- A nie boicie siê robaków?
- A jak jest po angielsku jab┬│ko?
- A ile kosztuje namiot?
- A to wasz osio┬│?
- Itd. itp.

Wieczorna wizyta dzieciak├│w w namiocie


W ko├▒cu wo┬│a je mama, kt├│ra sko├▒czy┬│a w┬│a┬Ânie prace w polu. Ka┬┐de z dzieciak├│w podaje nam na po┬┐egnanie r├¬k├¬ chyba ze 20 razy. Poszli. Spok├│j, cisza. Niestety jest ju┬┐ ca┬│kiem ciemno, a Krzysiek mia┬│ zamiar zerwa├Ž z pola alfalf├¬ dla Paksa, czo┬│├│wka by nas wyda┬│a. To nie koniec wra┬┐e├▒ tego dnia. Gotujemy wod├¬ na herbat├¬, przychodzi banda ludzi. Tym razem doros┬│ych. M├¬┬┐czy┬╝ni i kobiety, wszyscy gadaj┬▒ naraz, ci├¬┬┐ko ich zrozumie├Ž. Wydaje nam si├¬, ┬┐e trze┬╝wi nie s┬▒. Pytaj┬▒ nas dlaczego ┬Âpimy tutaj, ┬┐e jest zimno, ┬┐e w Puyce s┬▒ hotele. Dotykaj┬▒ namiotu, wk┬│adaj┬▒ r├¬ce do ┬Ârodka, sprawdzaj┬▒ grubo┬Â├Ž koc├│w. Praktycznie si┬│┬▒ ich wyganiamy i zamykamy im namiot przed nosem. Puyca jest na wysoko┬Âci 3700 m. n.p.m., wi├¬c gdy s┬│o├▒ce si├¬ chowa, robi si├¬ momentalnie zimno. Paks te┬┐ dostaje na siebie kocyk.

DZIE├Ĺ 3

Tak z rana wita┬│ nas Paks :)

Poranna wizyta Paksa w naszym namiocie

Krzysiek przesypia noc bardzo dobrze, jest mu ciep┬│o. Ja niestety znosz├¬ j┬▒ gorzej. Budz├¬ si├¬ w nocy wiele razy, jest mi zimno. Jednak nie jest najgorzej, spa┬│am ju┬┐ w zimniejszych warunkach, musz├¬ po prostu ubiera├Ž si├¬ cieplej.

Mamy jakie┬ 3 km do wioski Suni. Idzie si├¬ koszmarnie, co dziwne bo w d├│┬│. Problem w tym, ┬┐e jak Paks idzie w d├│┬│ to spadaj┬▒ mu baga┬┐e. Ca┬│┬▒ wieczno┬Â├Ž zajmuje nam wi├¬c dotarcie do Suni. Gdy w ko├▒cu tam docieramy, robimy przerw├¬. Za┬│atwiamy Paksowi Chal├¬ (suche ┬│odygi i li┬Âcie po kukurydzy, smako┬│yk os┬│├│w) i czekamy a┬┐ zje.
 
Paks zajada siê Chal±

Suni

P├│┬╝niej czeka nas d┬│uga droga do g├│ry. Szcz├¬┬Âliwi docieramy do prze┬│├¬czy, z kt├│rej ju┬┐ "tylko" w d├│┬│. Po drodze spotykamy faceta na koniu, ze stadem lam kt├│ry radzi nam, ┬┐eby┬Âmy poszli skr├│tem, bo droga ci┬▒gnie si├¬ serpentynami w niesko├▒czono┬Â├Ž. Skr├│t za to ci┬▒gnie si├¬ stromym zboczem w d├│┬│. Jako┬ nie wyobra┬┐amy sobie jak Paks z tymi baga┬┐ami ma tu schodzi├Ž, wi├¬c wybieramy d┬│u┬┐sz┬▒ opcje. P├│┬╝niej troch├¬ ┬┐a┬│ujemy, ┬┐e nie poszli┬Âmy skr├│tem.
 
Zn├│w w drodze

Do Huactapy docieramy po ciemku. Tam korzystamy oferty z noclegu w hospedaje (co┬ na styl hotelu). Po ostatniej zimnej nocce, marze o ciep┬│ym noclegu. Spali┬Âmy ju┬┐ w r├│┬┐nych ruinach, ale ta by┬│a chyba najgorsza. Turystyka tutaj nie istnieje, czego wi├¬c si├¬ w sumie spodziewa├Ž. Ciep┬│a woda? Zapomnij, nie ma nawet zimnej. Nie ma ┬│azienki nawet, no c├│┬┐... nie ma te┬┐ kibla...syf totalny. Szyb w oknach te┬┐ nie ma, zamiast tego s┬▒ przybite jakie┬ szmaty. Na szcz├¬┬Âcie s┬▒ dwa ┬│├│┬┐ka z kocami i o dziwo ┬Âwiat┬│o i gniazdko! Zbieramy wszystkie koce na jedno ┬│├│┬┐ko. Jest ich tyle, ┬┐e ci├¬┬┐ko je przesuwa├Ž i co chwile z nas spadaj┬▒. Musimy wsp├│lnymi si┬│ami r┬▒k i n├│g, naraz dwa trzy przesuwa├Ž je na w┬│a┬Âciwe miejsce Przynajmniej tej nocy jest ciep┬│o! Paks przywi┬▒zany jest do naszej budy, a w nocy ma towarzystwo w postaci 7 wa┬│├¬saj┬▒cych si├¬ ko┬│o niego os┬│├│w.

Cudowny hotel w Huactapa

Huacullo

DZIE├Ĺ 4

Pobudka i pakowanie. Jeste┬Âmy na jakim┬ g┬│├│wnym placu. Mn├│stwo gapi├│w, obserwuj┬▒ ka┬┐dy nasz ruch. Na pocz┬▒tku to by┬│o nawet zabawne, teraz momentami denerwuje. Zn├│w przyczepiaj┬▒ si├¬ dzieciaki ze swoimi pytaniami. Ciesz┬▒ si├¬ gdy rozmawiamy mi├¬dzy sob┬▒ po polsku i wszystko za nami powtarzaj┬▒. No c├│┬┐, wstyd si├¬ przyzna├Ž, ale wykorzystujemy t┬▒ okazj├¬ i r├│wnie┬┐ bawimy si├¬ przednio podsuwaj┬▒c im r├│┬┐ne polskie, najciekawsze s┬│owa ;). Znajduje si├¬ kupiec na Paksa. Strasznie m├¬czy Krzy┬Âka, ┬┐eby mu go sprzeda┬│. Jeszcze nie czas...

Peruwia├▒skie Andy

Ruszamy w drog├¬. Idzie si├¬ ci├¬┬┐ko ka┬┐demu z nas, wi├¬c gdy znajdujemy polan├¬ nad rzeczk┬▒, wykorzystujemy okazj├¬ i robimy dzie├▒ przerwy. Paks ca┬│y dzie├▒ biega sobie bez sznurka, skubie trawk├¬ i tarza si├¬ gdzie mo┬┐e . Jest cieplutko p├│ki jest s┬│o├▒ce. Popo┬│udniu pojawiaj┬▒ si├¬ chmury i momentalnie robi si├¬ cholernie zimno. Krzysiek idzie do wioski na zakupy. Planowali┬Âmy ognicho, wino i wypasion┬▒ jak na nasze mo┬┐liwo┬Âci kolacj├¬. Wina w sklepie nie ma, chocia┬┐ ca┬│a wioska pijana. Wszyscy chlej┬▒ chich├¬. Ziemniaki, warzywa? Nie ma w ┬┐adnym sklepie. Jest makaron, a co do makaronu? "Hmmm... mleko skondensowane?" proponuje pani w sklepie. No tak, mleka skondensowanego maj┬▒ 3 rodzaje. W ko├▒cu jeden ch┬│opak, kt├│rego Krzysiek pyta gdzie mo┬┐na kupi├Ž ziemniaki, ka┬┐e mu poczeka├Ž i wraca z ok 3 kg ziemniak├│w. Daje mu w prezencie . ┬Žwi├¬tujemy wi├¬c suchymi ziemniakami, bez wina, przy niechc┬▒cym si├¬ pali├Ž ognisku. Zostaje nam troch├¬ niezjedzonych ziemniak├│w, pakujemy je do plastikowego pojemnika i c├│┬┐... zasypiam przytulona do ziemniak├│w zawsze to troch├¬ cieplej

DZIE├Ĺ 5

Zamiast coraz szybciej, zbieranie si├¬ z rana zajmuje nam ca┬│┬▒ wieczno┬Â├Ž. Wyruszamy dopiero ko┬│o 12 z zamiarem przej┬Âcia tylko 10 km. Doszli┬Âmy do tego jak wi┬▒za├Ž worki na Paksie, ┬┐eby nie spada┬│y. Hurra, zawsze to jaki┬ sukces. Po drodze mijamy wiosk├¬ o nazwie Churca. Dzieci na boisku nie wiadomo czemu wo┬│aj┬▒ za Krzy┬Âkiem "terrorysta!". Przed nami idzie ch┬│opaczek z band┬▒ os┬│├│w, a w┬Âr├│d nich...O┬ŽLICA! O NIE! Dla naszego macho to prawdziwa atrakcja. Trzymam Paksa za sznurek, a ten w bieg za o┬Âlic┬▒. Biegn├¬ wi├¬c za nim i tym razem to Paks mnie ci┬▒gnie za sznurek. Biegn┬▒c poganiam niechc┬▒cy os┬│y, wi├¬c jest coraz gorzej. Dzieci przerwa┬│y mecz i za┬Âmiewaj┬▒ si├¬ ogl┬▒daj┬▒c to scenk├¬. Zreszt┬▒ m├│j m┬▒┬┐ robi to samo:P. Niestety Paks jest silniejszy i si├¬ w ko├▒cu wyrywa. Na szcz├¬┬Âcie o┬Âlica ch├¬tna nie jest, wi├¬c Paksa przegania w tym czasie my go zabieramy i przekupujemy ciastkiem.
"Czemu ca┬│y czas musimy i┬Â├Ž po g├│r├¬?" - bezsensownie si├¬ zastawiam. Dochodzimy do wioski Chincayllapa po┬│o┬┐ona na ok 4010 m n.p.m. Nasze przybycie jak zwykle wzbudza emocje. Zn├│w przy nas s┬▒ dzieciaki, ale tym razem tylko si├¬ przygl┬▒daj┬▒ i szepcz┬▒ mi├¬dzy sob┬▒. Idziemy przez ca┬│┬▒ wiosk├¬, ludzie wychodz┬▒ na ulic├¬ nas zobaczy├Ž. Atmosfera nie z tej ziemi. Wszyscy si├¬ do nas u┬Âmiechaj┬▒, witaj┬▒ si├¬ z nami, machaj┬▒ do nas. Jedna kobieta wychodzi i daje nam miseczk├¬ jeszcze ciep┬│ych pieczonych ziemniak├│w i pieczonego bobu.

Chincayllapa

Chincayllapa

Chincayllapa

Cholernie czu├Ž ju┬┐ wysoko┬Â├Ž, na domiar z┬│ego przypa┬│├¬ta┬│y si├¬ chmury i goni nas deszcz. Jest zimno, z ust leci para. Idzie wzd┬│u┬┐ ogromnych p├│l pe┬│nych przede wszystkim lam i alpak. Modlimy si├¬ ┬┐eby znale┬╝├Ž szybko miejsce na namiot. Znajdujemy ruiny jakiego┬ domu, jeste┬Âmy przynajmniej os┬│oni├¬ci od wiatru. Czeka nas jednak du┬┐o pracy, ┬┐eby przygotowa├Ž teren pod namiot. Mn├│stwo kamieni i k┬│uj┬▒cych k├¬pek traw, typowych tutaj na wysoko┬Âciach. Zaczyna pada├Ž, jak najszybciej si├¬ da pr├│bujemy wyrywa├Ž te k├¬py, ale trzymaj┬▒ si├¬ mocno. Paks nie jest raczej zadowolony z jedzenia jakie tutaj ma. Zjada te trawska, ale wcze┬Âniej stoi z godzin├¬ przy naszym namiocie, a raczej prawie nam do niego w┬│azi i czeka a┬┐ damy mu co┬ lepszego. Jak tylko s┬│yszy szelest siatki zaraz do nas biegnie jak pies, bo ju┬┐ si├¬ nauczy┬│ ze to oznacza smako┬│yki W ko├▒cu zjada wi├¬kszo┬Â├Ž bu┬│ek kt├│re kupili┬Âmy dla siebie .

Chincayallapa

Alpaki

Humor z drogi:
Podczas naszej wêdrówki, ja zazwyczaj idê z przodu trzymaj±c Paksa za sznurek, a Krzysiek z ty³u pogania go cmokaniem. Wobec czego ma ró¿ne ciekawe spostrze¿enia:
" Kurde, za ka┬┐dym razem gdy Paks puszcza b┬▒ka, wydaje mi si├¬ ┬┐e zaraz zacznie gwizda├Ž, bo mu si├¬ odbyt w tr┬▒bk├¬ uk┬│ada..."

Pó¼niej za ka¿dym razem gdy Paks zapuszcza b±kala, a robi to czêsto niestety, Krzysiek wygwizduje ró¿ne melodie w nadziei ¿e Paks siê nauczy... takie me ¿ycie z dwoma osio³kami....

Prawie idealne miejsce na namiot

Widok z namiotu

DZIE├Ĺ 6

Zn├│w idziemy du┬┐o mniej ni┬┐ planowali┬Âmy. Niestety ci├¬┬┐ko i┬Â├Ž szybko z os┬│em. Jeste┬Âmy na coraz wi├¬kszej wysoko┬Âci. Po drodze ┬┐adnych wiosek, s┬▒ tylko pojedyncze domy. W wok├│┬│ nich ko┬Â├Ž za ko┬Âci┬▒, sier┬Â├Ž za sier┬Âci┬▒ lam i alpak. Musz┬▒ tu si├¬ odbywa├Ž niez┬│e rzezie...

Mamy problem bo do kolejnej wioski jak to m├│wi┬▒ ludzie, mamy 3 dni drogi, a zosta┬│o nam tylko troch├¬ p┬│atk├│w owsianych, 2 puszki ryby kupione po drodze, resztka majonezu i par├¬ orzeszk├│w ziemnych. Troch├¬ ma┬│o jak na trekking po g├│rach. Po drodze ┬┐adnego sklepu. Rezygnujemy z kolacji na rzecz ┬Âniadania.

Paks w peruwia├▒skich Andach

Ja Osio┬│ i On w Andach

Po drodze widoki nieziemskie! Pod koniec dnia czeka nas niezwyk┬│e spotkanie... Przybiega do nas malutka Alpaka. Najwyra┬╝niej zgubi┬│a swoj┬▒ mam├¬. Biega dooko┬│a nas i popiskuje. Strasznie nam jej ┬┐al, ale co mo┬┐emy zrobi├Ž, nigdzie jej mamy nie wida├Ž. Ruszamy przed siebie, a alpaczka za nami. Aktualnie le┬┐y ko┬│o naszego namiotu i popiskuje. Jest strasznie zagubiona, ca┬│y czas si├¬ nas trzyma. Zobaczymy czy b├¬dzie tu dalej gdy si├¬ obudzimy. Godzina 19, ciemno ju┬┐, zimno, nie ma co je┬Â├Ž...idziemy spa├Ž.

Peruwia├▒skie Andy

Ma┬│a zagubiona Alpaczka i ja

Ma┬│a zagubiona Alpaczka i nasz Paks

DZIE├Ĺ 7

Ma┬│a alpaka spa┬│a przytulona do naszego namiotu ca┬│┬▒ noc. Krzysiek m├│wi, ┬┐e trzeba j┬▒ pogoni├Ž bo przecie┬┐ nie mo┬┐e i┬Â├Ž z nami, ja najch├¬tniej bym j┬▒ wzi├¬┬│a Z rana przychodzi po ni┬▒ jaki┬ facet, pyta gdzie by┬│a i m├│wi ┬┐e j┬▒ szuka┬│. Ma pono├Ž 5 miesi├¬cy. Bierze j┬▒ na r├¬ce, cho├Ž musi troch├¬ za ni┬▒ pobiega├Ž i odchodz┬▒... Alpaczka wr├│ci do mamy. Generalnie si├¬ cieszymy, bo mieliby┬Âmy pewnie z ni┬▒ problem.

Zagubiona Alpaczka. Widok z naszego namiotu

Dzisiejsza droga jest du┬┐o ┬│agodniejsza, wi├¬kszo┬Â├Ž po p┬│askim lub w d├│┬│, c├│┬┐ za odmiana! Po drodze nie ma nic, ┬┐adnych wiosek, nie spotykamy nikogo. Krajobraz wci┬▒┬┐ si├¬ zmienia, po drodze niezwyk┬│e formacje skalne. Po drodze czeka nas niespodzianka. Poziom rzeki si├¬ podni├│s┬│ i zala┬│o kawa┬│ek ┬Âcie┬┐ki. Jest zbyt g┬│├¬boko, ┬┐eby i┬Â├Ž w butach trzeba wi├¬c na bosaka wej┬Â├Ž do tej lodowatej wody. O dziwo Paks nie ma z tym ┬┐adnych problem├│w, gorzej ze mn┬▒. Chocia┬┐ w nocy temperatury minusowe, rzeczki zamarzaj┬▒, woda w naszych butelkach r├│wnie┬┐, jako┬ znosimy te zimne noce. Paks wydaje si├¬ te┬┐, bo gdy z samego rana do niego idziemy, telepi┬▒c si├¬ z zimna, on sobie spokojnie stoi i skubie trawk├¬. Spuszczamy go ze sznurka na czas naszego porannego zbierania si├¬. On oczywi┬Âcie zaraz do nas leci i jak pies czeka a┬┐ mu damy je┬Â├Ž. Wydawa┬│o nam si├¬ ┬┐e id┬▒c z os┬│em b├¬dzie ┬│atwiej. My z lekkimi plecakami, nie b├¬dziemy mieli nad┬▒┬┐y├Ž za biegn┬▒cym os┬│em B├¬dziemy robi├Ž min. 30 km dziennie i szybko dotrzemy tam gdzie chcemy.

Peruwia├▒skie Andy

Jaka jest rzeczywisto┬Â├Ž?
Paks biegnie tylko wtedy gdy widzi o┬Âlice lub jedzenie, w innym wypadku idzie du┬┐o wolniej ni┬┐ my. Obydwoje mamy ci├¬┬┐kie plecaki, a droga prowadzi w wi├¬kszo┬Âci pod g├│r├¬. Zapomnieli┬Âmy te┬┐ ┬┐e na wysoko┬Âci powy┬┐ej 4 ty┬Â., ci├¬┬┐ej si├¬ oddycha, wobec czego ka┬┐dy pag├│rek to jest walka o oddech. Dni s┬▒ kr├│tkie. No i nie brali┬Âmy pod uwag├¬ czasu kt├│ry tracimy na poprawianie Paksa work├│w i szukanie mu smako┬│yk├│w. Mimo to bez Paksa nie daliby┬Âmy rady tego zrobi├Ž. Trzy dodatkowe koce nie s┬▒ przystosowane do g├│rskich trekking├│w, s┬▒ ci├¬┬┐kie i wielkie. Poza tym co jak co, bez niego nasze plecaki to by by┬│a masakra. Ca┬│a ta droga, chocia┬┐ ci├¬┬┐ka, dostarcza nam du┬┐o rado┬Âci. Niestety w takim tempie dotarcie do Machu Picchu zaj├¬┬│o by nam wieczno┬Â├Ž, a nie mamy czasu bez ko├▒ca. G┬│├│wny plan teraz to przekroczy├Ž Andy, zej┬Â├Ž na wysoko┬Â├Ž ok 3 tysi├¬cy i tam szuka├Ž kupca na Paksa, dalej pojecha├Ž zwyk┬│a komunikacj┬▒.

Peruwia├▒skie Andy

 
Peruwia├▒skie Andy

W nocy budzi nas znajomy d┬╝wi├¬k. P┬│atki ┬Âniegu uderzaj┬▒ o nasz namiot. Nasza pierwsza my┬Âl:"PAKS!". Co mo┬┐emy zrobi├Ž, ┬┐eby go troch├¬ ochroni├Ž? Mamy plandek├¬, mogliby┬Âmy zrobi├Ž dach, ale nie ma tego o co zaczepi├Ž, nie ma tu ┬┐adnych drzew, ani nic. Krzysiek zak┬│ada mu jeden kocyk z jego "siod┬│a" i na to plandek├¬. Pomys┬│ kiepski, ale jedyny jaki mamy. Za chwil├¬ przypomina mi si├¬, ┬┐e nieco ni┬┐ej widzia┬│am skalny daszek. Jupi! To jest to. Paks jest os┬│oni├¬ty ca┬│kowicie od ┬Âniegu i jego trawka r├│wnie┬┐. Ju┬┐ troch├¬ spokojniejsi...zasypiamy.

DZIE├Ĺ 8

Koszmarny dzie├▒. Jest zimno, wsz├¬dzie bia┬│o. Generalnie widoki pi├¬kne, ale du┬┐o rzeczy, kt├│re w namiocie le┬┐a┬│y przy ┬Âciankach nam zmok┬│y i zamarz┬│y. Dobrze, ┬┐e dzie├▒ wcze┬Âniej obczaili┬Âmy gdzie prowadzi ┬Âcie┬┐ka, bo dzisiaj gdy wszystko pokryte jest ┬Âniegiem i kompletnie jej nie wida├Ž.

Popruszy┬│o ┬Âniegiem

Jemy na ┬Âniadanie resztki papki rybnej. Musimy si├¬ dzisiaj spr├¬┬┐y├Ž ┬┐eby dotrze├Ž do Culipampy. Wdycham Krzy┬Âka lek na astm├¬, ┬┐eby lepiej mi si├¬ oddycha┬│o.
Po drodze gubimy ┬Âcie┬┐k├¬. Z nieba spada nam kole┬ na koniu i dzi├¬ki niemu idziemy dobrze. Zn├│w czeka nas przeprawa przez rzek├¬. Pono├Ž os┬│y maj┬▒ z tym problemy, bardzo si├¬ boj┬▒ i nie chc┬▒ przechodzi├Ž. Na szcz├¬┬Âcie nasz Paksio si├¬ nie boi i przechodzi dzielnie.
Cholernie ci├¬┬┐ka droga. Jeste┬Âmy zm├¬czeni na maksa i wci┬▒┬┐ gubimy drog├¬, kt├│re momentami jest praktycznie niewidoczna.
 
Nie ka¿dy osio³ boi siê wody :)


Nasz osio┬│ek Paks

Znacie to uczucie w g├│rach, kiedy wydaje Wam si├¬ ┬┐e tu┬┐ za rogiem, zaraz za pag├│rkiem jest nasz cel, a tam ci┬▒gle nic? Mieli┬Âmy tak ca┬│y czas. Wydawa┬│o nam si├¬, ┬┐e za t┬▒ g├│r┬▒ to ju┬┐ musi by├Ž Culipampa, a tam... kolejna g├│ra. Go┬Âciu na koniu powiedzia┬│, ┬┐e jeszcze 3 godziny do Culipampy. Dwie godziny p├│┬╝niej spotykamy innego kolesia kt├│ry m├│wi to samo! Droga ci┬▒gn├¬┬│a si├¬ w niesko├▒czono┬Â├Ž. Pociesza┬│a nas my┬Âl, ┬┐e pono├Ž Culipampa to jaka┬ wi├¬ksza wiocha. S┬▒ jakie┬ knajpki, sklepy, hotele. Mo┬┐e b├¬dzie ciep┬│a woda pod prysznicem? A jak nie b├¬dzie to i tak sobie podgrzejemy i b├¬dzie ok.

Peruwia├▒skie Andy

 
Peruwia├▒skie Andy



C.D.N.

Offline iwonapro



  • Pom├│g┬│: 79
  • "Jak zjesz wyk┬│adowc├¬ to kto da Ci wykszta┬│cenie?"

Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #10 dnia: Lipiec 21, 2014, 15:00:13 »
Na razie przeczyta┬│am cz├¬┬Â├Ž cz├¬┬Âci ┬Ârodkowej, ale ju┬┐ mog├¬ powiedzie├Ž, ┬┐e rewelacja.
Wasze podej┬Âcie do os┬│a mnie rozczuli┬│o, a nawet rozbawi┬│o. Kilogram marchewek itp. ;D ;D Czuj├¬ potrzeb├¬ dowiedzenia si├¬ co w ko├▒cu z tym os┬│em. Zjedli┬Âcie go czy nie ;D ;D
Nic nie m├│w. Doczytam. Ale co┬ mi si├¬ wydaje, ┬┐e dokupili┬Âcie jeszcze mu babeczk├¬ i pu┬Âcili┬Âcie wolno ;D

Uwa┬┐am, ┬┐e powinni┬Âcie napisa├Ž ksi┬▒┬┐k├¬ podr├│┬┐nicz┬▒.
"... ┬┐ywi zmar┬│ych nie naucz┬▒ niczego, ale z drugiej strony, umarli mog┬▒ nauczy├Ž czego┬ tych co ┬┐yj┬▒"

Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #11 dnia: Lipiec 21, 2014, 15:48:06 »
Dziêki, przeka¿ê ma³¿once ;). A tak na serio, to nie czujemy, ¿e to materia³ na ksi±¿kê (licz±c ca³± podró¿).

Co do los├│w Paks, to ju┬┐ nied┬│ugo b├¬dzie koniec ;). Poni┬┐ej cz├¬┬Â├Ž trzecia i przedostatnia zarazem. Ale my┬Âleli┬Âmy o tam rozwi┬▒zaniu, ┬┐eby pu┬Âci├Ž go po prostu wolno. To by┬│oby najfajniejsze. Niemniej, naszym zdaniem, szybko by si├¬ przypa┬│├¬ta┬│ do ludzi i nigdy nie wiadomo do jakich :/.

-----------------------------------------------------------------------------
Witajcie w Culipampie, w ko├▒cu wita nas upragniony napis. Tylko czemu jest tak ciemno??? No tak, nie ma elektryczno┬Âci. ┬»egnaj ciep┬│a wodo, ┬┐egnajcie na┬│adowane baterie. Niekt├│re domki maj┬▒ ┬Âwiat┬│o dzi├¬ki panelom s┬│onecznym. Pukamy do jakiej┬ cha┬│upy, bo widzimy na niej napis "hospedaje". Pani zaprowadza nas do naszego pokoju. Maj┬▒ panele, wi├¬c mamy ┬Âwiat┬│o. Ale to wszystko. Nie ma ┬┐adnej ┬│azienki, nie ma bie┬┐┬▒cej wody, jest tylko latryna na zewn┬▒trz. Chocia┬┐ nie jest jeszcze tak p├│┬╝no, wszystkie sklepy, restauracja s┬▒ zamkni├¬te. G┬│od├│wki ci┬▒g dalszy. Jest niesamowicie zimno! Wioska jest na ok 4700 m n.p.m. Jak ludzie tutaj ┬┐yj┬▒ bez ogrzewania? Na czym gotuj┬▒ je┬Âli nie ma tu drewna?
Mamy wra┬┐enie, ┬┐e nigdy nie za┬Âniemy bo pod tyloma kocami telepiemy si├¬ z zimna. A tak bardzo chcemy szybko zasn┬▒├Ž, marzymy ju┬┐ o ┬Âniadaniu!

Zdjêcia: Peruwiañskie Andy, Arequipa, Nasz osio³ek Paks

DZIE├Ĺ 9

Mamy pecha.
Kupujemy bu┬│ki, jajka i kakao. 20 cha┬│up, w tym 4 sklepy, ale we wszystkich to samo. ┬Žlinka cieknie na my┬Âl o jajecznicy. Co si├¬ dzieje? Jeden z najwa┬┐niejszych sprz├¬t├│w w naszym ekwipunku - kuchenka - si├¬ zepsu┬│a. Krzysiek ca┬│y ranek majstruje przy niej, ale bezskutecznie. Jemy suche bu┬│ki i kakao w proszku. Ja w tym czasie odpalam komputer, pr├│buj┬▒c uratowa├Ž zdj├¬cia. Chyba zepsu┬│a nam si├¬ jedyna karta z aparatu. Masa zdj├¬├Ž jest jaka┬ poci├¬ta i nie do odczytania. Nie jestem w stanie sprawdzi├Ž tych zdj├¬├Ž na kompie bo psuje nam si├¬ czytnik. Dlaczego wszystko naraz?

Straszna bieda tu z jedzeniem dla Paksa. Pustynia. Co┬ tam skubie, ale podejrzewamy ┬┐e to za ma┬│o dla pracuj┬▒cego os┬│a. Na szcz├¬┬Âcie w sklepie s┬▒ marchewki. Przed nami nadal kawa┬│ drogi do miejsca w kt├│rym chcemy sprzeda├Ž Paksa, czyli do Oropesy. To jest ponad 100 km. Nie chcemy go sprzedawa├Ž tutaj, bo noce na prawie 5 ty┬ s┬▒ strasznie zimne, Paks nie jest do tego przyzwyczajony.

Zostajemy dzisiaj w Culipampie. Bardzo boli mnie kostka u stopy. Spuch┬│a, boli tak mocno ┬┐e ci├¬┬┐ko mi siedzie├Ž, nie m├│wi┬▒c ju┬┐ o chodzeniu.

Culipampa

Babulka, w┬│a┬Âcicielka hostelu w kt├│rym ┬Âpimy, przychodzi zapyta├Ž nas czy zostajemy d┬│u┬┐ej. Pyta sk┬▒d jeste┬Âmy, m├│wi ┬┐e ma map├¬ ┬Âwiata i zaraz pobiegnie zobaczy├Ž gdzie jest Polska. Ludziom si├¬ wydaje, ┬┐e w ca┬│ej Europie m├│wi si├¬ po angielsku. Jak rozmawiamy po polsku ze sob┬▒ to nam m├│wi┬▒, ┬┐e nic nas nie rozumiej┬▒ bo nie znaj┬▒ angielskiego, dziwi┬▒ si├¬ gdy im m├│wimy ┬┐e rozmawiamy po polsku . Udaje mi si├¬ stargowa├Ž cen├¬ i pocz┬▒tkowa cena za osob├¬ za noc staje si├¬ cen┬▒ za dwie osoby. P┬│acimy grosze.
Popo┬│udniu idziemy do jedynej restauracji tutaj i cieszymy si├¬ jak dzieci, ┬┐e jest obiad! Wszystko dzi├¬ki temu, ┬┐e Culipampa le┬┐y na skrzy┬┐owaniu dw├│ch dr├│g, prowadz┬▒cych to rozsianych po regionie kopalni i zagl┬▒daj┬▒ tu przeje┬┐d┬┐aj┬▒cy in┬┐ynierowie i robotnicy. Przepyszna zupa z quinua. U nas praktycznie ta kasza jest niedost├¬pna lub bardzo droga. Tutaj jest strasznie popularna. Pani przynosi nam wielki termos z gor┬▒c┬▒ wod┬▒, opijamy si├¬ herbat┬▒ i kaw┬▒. Rozpiera nas szcz├¬┬Âcie.
P├│┬╝niej przychodzi do nas zn├│w w┬│a┬Âcicielka hotelu i proponuje nam, ┬┐e mo┬┐emy kupi├Ž u niej jedzenie dla Paksa. Paks dostaje wi├¬c owies i jakie┬ resztki warzyw.

Pan sklepikarz opowiada nam, ┬┐e maksimum raz do roku zagl┬▒da tu jaki┬ turysta, przede wszystkim na rowerze. Pierwszy raz goszcz┬▒ turyst├│w kt├│rzy przyszli na piechot├¬ i z osio┬│kiem.

Jutro wyruszamy do wioski Huacullo, po┬│o┬┐enej 100 metr├│w ni┬┐ej ni┬┐ Culipampa. Tam chcemy zasi├¬gn┬▒├Ž informacji co robimy dalej, jedyne mapy jakie mamy to mapy ameryka├▒skiego rowerzysty. Ale on dalej pojecha┬│ drog┬▒ kt├│r┬▒ my nie chcemy, musimy wi├¬c dopyta├Ž ludzi jak wygl┬▒da ┬Âcie┬┐ka w kierunku Oropesy kt├│r┬▒ chcemy i┬Â├Ž. Czy w og├│le jaka┬ jest.

DZIE├Ĺ 10

Wszystko siê komplikuje.
Mieli┬Âmy plan i┬Â├Ž do wioski Huacullo, a p├│┬╝niej do Oropesy.

Problem 1 - przez 100 km nie ma ┬┐adnych wiosek, a nie dzia┬│a nam kuchenka, co wi├¬c mamy jes├Ž.
Problem 2 - Moja kostka mocno napuch┬│a, nie jest lepiej, jest jeszcze gorzej.

Wpadamy na pomys┬│, ┬┐e pojedziemy busem do Antabamby, miasteczka po┬│o┬┐onego ok 100 km st┬▒d. Spr├│bujemy naprawi├Ž tam kuchenk├¬ i moj┬▒ nog├¬, bo pono├Ž jest tam szpital. W┬│a┬Âcicielka m├│wi nam, ┬┐e je┬┐d┬┐┬▒ st┬▒d busy do Antabamby. Pakujemy wi├¬c cz├¬┬Â├Ž rzeczy, reszt├¬ zostawiamy tutaj. Osio┬│ek zostaje pod opiek┬▒ w┬│a┬Âcicielki, kupujemy mu wy┬┐ywienie na dwa dni, kt├│re ma mu dawa├Ž babulka. Siedzimy wi├¬c na kraw├¬┬┐niku i czekamy na busa. Nieznana jest godzina jego przyjazdu. Podchodzi do nas sklepikarz, o imieniu Pio. M├│wimy mu ┬┐e czekamy na busa "na busa? Mo┬┐ecie czeka├Ž nawet i rok i i tak nie przyjedzie. Tutaj nie ma ┬┐adnych bus├│w". Cholera jasna! Co teraz z nami? W obecnej sytuacji mam problem przej┬Â├Ž kilka krok├│w, nie dam rady i┬Â├Ž dalej. Pio m├│wi, ┬┐e mo┬┐emy pyta├Ž kierowc├│w ci├¬┬┐ar├│wek, pono├Ž je┬┐d┬┐┬▒, a w┬│a┬Âcicielka twierdzi ┬┐e wszyscy jad┬▒ w innym kierunku. Ale wida├Ž, ┬┐e jest s┬│abo zorientowana, skoro my┬Âla┬│a ┬┐e je┬┐d┬┐┬▒ tu busy.

Cieszymy si├¬, ┬┐e tu trafili┬Âmy bo dzisiaj mieli┬Âmy unikaln┬▒ okazj├¬ dowiedzie├Ž si├¬ gdzie jest piek┬│o i jaka temperatura tam panuje. Wbrew pozorom to nie jest Culipampa, a miejsce 14 km pod powierzchni┬▒ ziemi o temperaturze 2 tys stopni C, gdzie s┬│ycha├Ž lamenty i krzyki :D:D:D. W┬│a┬Âcicielka nie wiedz┬▒c czemu, obdarowa┬│a nas ulotk┬▒ na ten temat .

Jeste┬Âmy zaskoczeni tutejsz┬▒ restauracj┬▒. Ta wiocha jest straszn┬▒ dziur┬▒, a jednak mogli┬Âmy dzisiaj zje┬Â├Ž tak pyszny obiad jakiego od dawna nie jedli┬Âmy: sma┬┐ony pstr┬▒g z ry┬┐em, sur├│wk┬▒, puree ziemniaczanym i batatami.
W┬│a┬Âcicielka hospedaje za ka┬┐dym razem gdy osio┬│ zawyje, biegnie do niego i przepina go w inne miejsce. Twierdzi, ┬┐e osio┬│ jest g┬│odny, a tej trawki je┬Â├Ž nie chce. Hmm my mamy teori├¬ ┬┐e po 2 wielkich workach owsu, 1kg marchewek, p├│┬│ kilo ciastek w kszta┬│cie zwierz┬▒tek i kilku bu┬│kach stwierdzi┬│, ┬┐e w dupie ma obryzanie tej biednej trawki, poczeka a┬┐ my przyjdziemy i damy mu co┬ konkretnego

Przez ca┬│y dzie├▒ przyje┬┐d┬┐aj┬▒ tylko dwie ci├¬┬┐ar├│wki i w odwrotnym kierunku. Chyba utkn├¬li┬Âmy w tej andyjskiej wiosce ju┬┐ na zawsze...

DZIE├Ĺ 11

Idziemy z rana do Paksa, zobaczy├Ž czy wszystko ok. W┬│a┬Âcicielka w┬│a┬Ânie sz┬│a przepi┬▒├Ž go w inne miejsce Podejrzewamy, ┬┐e robi to bo ma jak┬▒┬ misje i boi si├¬ piek┬│a. No niewa┬┐ne, my┬Âli o nim to dobrze. Wracamy do pokoju, a przed nim stoi ci├¬┬┐ar├│wka z lud┬╝mi na pace. Kierowca jedzie do wioski Huacullo, czyli tej oddalonej o jakie┬ 8 km st┬▒d do kt├│rej chcieli┬Âmy pocz┬▒tkowo dotrze├Ž.

Dobrze, ┬┐e jeste┬Âmy spakowani, wskakujemy na pak├¬. Tam 4 ludzi poprzykrywana kocami. Chyba jechali ca┬│┬▒ noc. Kobieta z dzieckiem, kt├│re patrzy na nas ca┬│┬▒ drog├¬, dwie babule├▒ki i dziadek w czapce z napisem Peru, kt├│ry gdy tylko nie patrzymy to nie spuszcza z nas wzroku. Ci├¬┬┐ko tutaj o darmowy stop, musimy zap┬│aci├Ž. Niewiele jednak, grosze jakie┬Â. Huacullo jest nieco wi├¬ksza od Culipampy. Pytamy ludzi o ci├¬┬┐ar├│wki do Antabamby, ka┬┐┬▒ nam i┬Â├Ž do jakiego┬ budynku u wylotu z wioski. Nie wiemy co to jest, ale co┬ zwi┬▒zane z futrem alpak. S┬▒ jakie┬ wagi i worki z futrem. W ┬Ârodku stoi motocykl z kt├│rego strasznie g┬│o┬Âno gra muzyka, mimo to przebija si├¬ dzieci├¬cy p┬│acz. Wygl┬▒da to wszystko na punkt kontroli, biuro, sklep, dom, magazyn w jednym. Id├¬ do sklepu w g┬│├¬bi, a tam opr├│cz lady z produktami spo┬┐ywczymi jest pi├¬trowe ┬│├│┬┐ko na kt├│rym p┬│acz┬▒ dzieci i jedno ┬│├│┬┐ko w kt├│rym jest niemowlak. W ko├▒cu z zewn┬▒trz przychodzi jaki┬ facet i pozbawia nas z┬│udze├▒ "nie ma ┬┐adnych ci├¬┬┐ar├│wek do Antabamby, czasami jaka┬ jedzie, ale bardzo rzadko".

Dowiadujemy si├¬, ┬┐e b├¬dzie nam du┬┐o pro┬Âciej znale┬╝├Ž ci├¬┬┐ar├│wk├¬ do Qunioty. Nie nasz kierunek, ale chyba nie mamy wyj┬Âcia. Siadamy na placu g┬│├│wnym i jemy ┬Âniadanie. Nie ko├▒czymy ju┬┐ bo facet kt├│ry nas tu przywi├│z┬│ krzyczy do nas "ta ci├¬┬┐ar├│wka jedzie do Antabamby!". Zatrzymuje j┬▒ i gada z kierowc┬▒. "Wskakujcie!" krzyczy do nas kierowca. Co za szcz├¬┬Âcie! W dodatku zamiast na pace jedziemy wygodnie w kabinie. Za┬│amujemy si├¬ troch├¬ gdy kierowca Rodolfo m├│wi nam ┬┐e do Antabamby mamy 7 godzin drogi (100 km!). Dowiadujemy si├¬ od kierowcy, ┬┐e alpaki s┬▒ cenniejsze ni┬┐ lamy. Futro lam na niewiele si├¬ zdaje. Generalnie te zwierz├¬ta prowadz┬▒ tu sielskie ┬┐ycie, biegaj┬▒c na wolno┬Âci i skubi┬▒c trawk├¬ ca┬│ymi dniami. W ko├▒cu przychodzi ich w┬│a┬Âciciel z no┬┐em, kt├│ry rozpoznaje je po kolorowych wst┬▒┬┐kach na uszach i podcina im gard┬│a... taki ┬┐ywot.

Pytamy go jak oni ogrzewaj┬▒ swoje domy "no mamy koce" brzmi odpowied┬╝, no tak, my┬Âla┬│am, ┬┐e mo┬┐e jednak jako┬Â... Jednak nie wydaje si├¬ by├Ž nieszcz├¬┬Âliwy ┬┐e tutaj mieszka. Wr├¬cz przeciwnie. Po drodze Rodolfo zasypia nam prawie za kierownic┬▒. Prosi Krzy┬Âka, ┬┐eby poprowadzi┬│. Tak oto Krzysiek staje si├¬ na kilka godzin kierowc┬▒ peruwia├▒skiej ci├¬┬┐ar├│wki . Rodolfo siada ko┬│o mnie, zakrywa si├¬ kowbojskim kapeluszem i idzie spa├Ž. Droga jest w koszmarnym stanie, czasami brakuje jej kawa┬│k├│w i jest przepa┬Â├Ž. Jedziemy 10-15 km/h. W przyp┬│ywie szale├▒stwa Krzysiek wbija 3 bieg. Mimo to prowadzi mu si├¬ ca┬│kiem dobrze. Po paru godzinach zmiana. Pod koniec Rodolfo bierze jeszcze paru miejscowych na pak├¬. Zastanawiamy si├¬ ile nas skasuje za tak┬▒ d┬│ug┬▒ jazd├¬, nie mamy z┬│udze├▒ ┬┐e nic.

Pod koniec Rodolfo zasypia i prawie zje┬┐d┬┐a z drogi. "m├│wcie do mnie, m├│wcie co┬Â" prosi nas. Po 7 godzinach tematy si├¬ sko├▒czy┬│y. Gadamy straszne pierdo┬│y. Krzysiek opowiada o tym, ┬┐e psy w Polsce pracuj┬▒ z policj┬▒, a ┬Âwinie znajduj┬▒ grzyby. Docieramy ca┬│o i zdrowo. Antabamba w por├│wnaniu z wioskami kt├│re ostatnio widujemy to ca┬│kiem spore miasteczko. Ludzie z paki p┬│ac┬▒ kierowcy i my te┬┐ musimy. I to wcale nie ma┬│o. Tyle samo albo troszk├¬ mniej ni┬┐ taryfa autobusowa na podobnej trasie.

Znajdujemy hotel zaraz ko┬│o szpitala i najpierw kierujemy si├¬ do niego. Wszystkim ciesz┬▒ si├¬ japy gdy s┬│uchaj┬▒ naszej historii. Nie mo┬┐emy odej┬Â├Ž od rejestracji bo ci┬▒gle nas zagaduj┬▒. P├│┬╝niej wizyta u piel├¬gniarki, mierzenie temperatury i ci┬Ânienia i zn├│w masa pyta├▒, opowiadanie sk┬▒d idziemy gdzie co jak. W kolejce do lekarza poznajemy urocz┬▒ babcie. M├│wi nam ┬┐e ┬Ârednio zna hiszpa├▒ski, jej j├¬zyk to quechua. Opowiada nam ┬┐e 4 miesi┬▒ce temu zmar┬│ jej m┬▒┬┐. Ca┬│y czas nas ┬┐a┬│uje, ┬┐e tacy biedni jeste┬Âmy. ┬»e ja taka biedna, ┬┐e noga mnie boli, ┬┐e tacy biedni ┬┐e tyle chodzimy i tacy biedni ┬┐e do Culipampy jedziemy, a tam tak zimno. Jakbym s┬│ysza┬│a moj┬▒ Babcie :)

M┬│ody lekarz ma r├│wnie┬┐ u┬Âmiech od ucha do ucha. Najpierw gdy wychodzi i pr├│buje przywo┬│a├Ž mnie m├│wi┬▒c moje imi├¬ i nazwisk. Trzyma nas w gabinecie i ka┬┐e opowiada├Ž sobie wszystko.Jest strasznie sympatyczny. M├│wi ┬┐e z moj┬▒ nog┬▒ to nic powa┬┐nego, ale musz├¬ dzisiaj przyj┬▒├Ž zastrzyk, p├│┬╝niej przez 4 dni bra├Ž tabletki, za┬│o┬┐y├Ž banda┬┐ i nie chodzi├Ž!

Po zastrzyku jest mi zdecydowanie lepiej. Nie wiemy jednak co robi├Ž dalej, bo na drugi dzie├▒ Rodolfo wraca do Huacullo. Nastawiamy si├¬ na niezbyt przyjemn┬▒ opcj├¬, ┬┐e ja zostaje tutaj z wi├¬kszo┬Âci┬▒ naszych rzeczy. Krzysiek wraca z Rodolfo, bierze osio┬│ka z Culipampy i na piechot├¬ z ma┬│ym tylko baga┬┐em wraca do mnie.

P├│ki co korzystamy z urok├│w cywilizacji. Prysznic z ciep┬│┬▒ wod┬▒, ┬│adowanie baterii, internet, telefon. Na necie t┬│umy, wszystko oczy skierowane w nas gdy wchodzimy. Szlag mnie trafia, bo siedz├¬ na necie i czuj├¬ jak mi kto┬ sapie do uszu. Odwracam si├¬, a tam dw├│ch g├│wniarzy, prawie nam mnie w┬│azi ┬┐eby zagl┬▒da├Ž co robi├¬. Niekt├│re dziewczynki perfidnie wpycha┬│y g┬│owy mi├¬dzy mnie a komputer, masakra.

Zasypiamy z g┬│owami pe┬│nymi my┬Âli co robi├Ž jutro.

DZIE├Ĺ 12

Decyduje si├¬ pojecha├Ž z Krzy┬Âkiem i kontynuowa├Ž w├¬dr├│wk├¬. Czuj├¬ du┬┐┬▒ popraw├¬ je┬Âli chodzi o nog├¬ i nastawiam si├¬ pozytywnie. Nie uda┬│o nam si├¬ naprawi├Ž kuchenki, kupujemy wi├¬c troch├¬ suchego prowiantu. Rodolfo mia┬│ wraca├Ž po 12, czekamy na niego i na obiad, bo w jednej knajpie podaj┬▒ dzisiaj mi├¬so z alpaki kt├│re chcemy spr├│bowa├Ž. W mi├¬dzyczasie przybiega do nas jaka┬ kobieta i m├│wi, ┬┐eby┬Âmy przyszli do niej na obiad, ┬┐e idzie w┬│a┬Ânie robi├Ž. M├│wimy jej ┬┐e nie mamy zbytnio czasu bo zaraz po┬│udnie i ma by├Ž ci├¬┬┐ar├│wka, "tak szybciutko, tylko ziemniaczki chocia┬┐, poczekajcie!" krzyczy ju┬┐ w biegu do domu. P├│┬╝niej co chwila zagl┬▒da na nas czy czekamy. W tym czasie s┬│yszmy tr┬▒bienie, Krzysiek biegnie zobaczy├Ž czy to Rodolfo. Uff przyjecha┬│, jedziemy za godzin├¬.

Wizyta u kobiety na ziemniakach jest co najmniej dziwna. Siadamy przed jej cha┬│up┬▒, ona daje nam dzbanek gor┬▒cej rumiankowej herbaty i garnek ziemniak├│w. Najdziwniejsze jest to, ┬┐e podczas gdy my jemy i pijemy ona siedzi w ┬Ârodku w domu, zamiast z nami. Zjedli┬Âmy, wypili┬Âmy, zagl┬▒damy do ┬Ârodka a ona siedzi przy stole. Dzi├¬kujemy jej za pocz├¬stunek i si├¬ z ni┬▒ ┬┐egnamy. Kobieta wygl┬▒da na szcz├¬┬Âliw┬▒, prosi nas ┬┐e jak b├¬dziemy znowu w Antabambie (zostawili┬Âmy tutaj sporo rzeczy w hotelu, ┬┐eby mie├Ž l┬┐ejsze plecaki, musimy wi├¬c wr├│ci├Ž) to ┬┐eby┬Âmy koniecznie do niej przyszli. Kobieta gada jak nakr├¬cona "ale prosz├¬ przyjd┬╝cie na pewno, ale przyjdziecie tak? Prosz├¬ przyjd┬╝cie!". Dziwacznie:D

Idziemy jeszcze szybko spr├│bowa├Ž tego mi├¬sa z alpaki chocia┬┐ jeste┬Âmy strasznie najedzeni tymi ziemniakami. Mi├¬so jak na ich spos├│b podawania (kawa┬│ ko┬Âci) i przyrz┬▒dzania (┬Ârednio wysma┬┐one) jest bardzo dobre. Najedzeni i napojeni biegniemy do ci├¬┬┐ar├│wki. Ca┬│a pe┬│na jest paczek z owsem, a na samiutkiej g├│rze siedz┬▒ ludzie "szybko, wskakujcie na g├│r├¬!"krzyczy do nas Rodolfo.

W┬│a┬Âcicielka "zasranych kurczak├│w"

Stop na sianku

Dobrze, ┬┐e z moj┬▒ nog┬▒ troch├¬ lepiej, chocia┬┐ i tak ci├¬┬┐ko mi tam wej┬Â├Ž.
9 doros┬│ych, 2-3 letnie dziecko, 3 miesi├¬czne niemowl├¬ i dwa kurczaki. Tyle nas by┬│o na g├│rze. Rodolfo krzyczy do nas ┬┐e mamy przej┬Â├Ž do przodu, tam z paczek owsu u┬│o┬┐ona jest dziura w kszta┬│cie kwadratu. Krzyczy ┬┐e mamy wej┬Â├Ž do ┬Ârodka co generalnie jest niemo┬┐liwe, bo nie jest tak du┬┐e, a w ┬Ârodku siedz┬▒ ju┬┐ dwie spore kobiety, dziecko i jedna m┬│oda dziewczyna z niemowlakiem na plecach (chocia┬┐ o tym dowiedzieli┬Âmy si├¬ dopiero po kt├│rej┬ godzinie jazdy, wcze┬Âniej my┬Âleli┬Âmy ┬┐e jaki┬ baga┬┐ jej tam wisi). Ja najpierw jako┬ wciskam si├¬ do ┬Ârodka, ale boli mnie noga, siadam wi├¬c na skraju trzymaj┬▒c si├¬ Krzy┬Âka i sznur├│w. Ruszamy!

Kobiety rozmawiaj┬▒ ze sob┬▒ w quechua wi├¬c nic nie rozumiemy. Na pocz┬▒tku jedzie si├¬ ca┬│kiem dobrze, bo i owies trzyma si├¬ nie┬╝le, s┬│o├▒ce ┬Âwieci, jest ciep┬│o, a widoki...zapieraj┬▒ dech. Z tej perspektywy ka┬┐dy zakr├¬t wywo┬│uje szybsze bicie serca. Po jakiej┬ godzinie wszystko si├¬ zaczyna luzowa├Ž, co chwile spada jaka┬ paczka z owsem, trz├¬sie jak cholera. W ko├▒cu jedna z kobiet wysiada i robi si├¬ wi├¬cej miejsca w "kwadracie" z owsu. Starsza baba prosi Krzy┬Âka ┬┐eby przeszed┬│ do ty┬│u tam gdzie siedz┬▒ faceci, po to by za chwile wcisn┬▒├Ž tam karton z kurczakami. Wysiadaj┬▒ faceci, szybko wi├¬c wykorzystujemy okazj├¬ ┬┐eby skoczy├Ž w krzako-toalet├¬. Ledwo wspinam si├¬ na g├│r├¬, a kierowca rusza, nie czekaj┬▒ a┬┐ wr├│c├¬ na swoje miejsce. On wi├¬c rusza, a ja przyjmuj├¬ pozycj├¬ paj┬▒ka trzymaj┬▒c si├¬ kurczowo wszystkiego by nie spa┬Â├Ž! Jako┬ doczo┬│guje si├¬ do kwadratu i depcze troch├¬ po kurczakach kt├│re teraz zajmuj┬▒ tutaj sporo miejsca. Baba si├¬ na mnie drze, ┬┐e mam uwa┬┐a├Ž na jej kurczaki, ja si├¬ na ni┬▒ dr├¬ ┬┐e mam je  gdzie┬Â, ┬┐e i tak zamierza je zabi├Ž a ja chc├¬ ┬┐y├Ž! Jest ci├¬┬┐ko, rzuca nas na wszystkie strony, owies ledwo si├¬ trzyma. Przyj├¬┬│am jak┬▒┬ pozycj├¬ w kwadracie, ale wszystkie mi├¬┬Ânie napi├¬te, musz├¬ si├¬ mocno trzyma├Ž ┬┐eby nie wylecie├Ž, nie ma miejsca bo zasrane kurczaki musz┬▒ by├Ž w kwadracie! Wbijam si├¬ w nie kolanem, baba na chama pcha moje kolano bo przecie┬┐ trzeba uwa┬┐a├Ž na te jej kurczaki, ja si├¬ na ni┬▒ dr├¬ ┬┐e cholera jasna nie mog├¬ si├¬ ruszy├Ž przez te jej zasrane kurczaki! Ma┬│o brakowa┬│o, a bym je po prostu st┬▒d wywali┬│a. Krzysiek krzyczy do baby, czemu te kurczaki nie mog┬▒ by├Ž z baga┬┐ami, "nie, bo one wypadn┬▒" piszczy baba, Krzysiek zabiera karton i przywi┬▒zuje je na g├│rze. Jest spok├│j. P┬│aczemy ze ┬Âmiechu na wspomnienie tej historii :)

Robi si├¬ zimno. Nie mo┬┐emy doj┬Â├Ž do tego, czemu m├¬┬┐czy┬╝ni siedz┬▒ w ciep┬│ej kabinie, a kobiety z dzie├Žmi na g├│rze, gdzie jest niewygodnie, niebezpiecznie, zimno, wieje...chyba tylko nas to dziwi...

Kobiety czasami co┬ do nas zagaduj┬▒, przede wszystkim ta m┬│oda. Pyta nas gdzie jedziemy , "do Huacullo? Ale ta ci├¬┬┐ar├│wka tam dzisiaj nie jedzie. On jedzie roz┬│adowa├Ž samoch├│d jakie┬ 2 h drogi od Huacullo i dopiero jutro wraca" t┬│umaczy nam ta m┬│oda o imieniu Elizabet. Krew w nas buzuje. Czy to prawda?

Gdy zatrzymujemy si├¬ bo zn├│w kto┬ wysiada pytamy Rodolfa czy jedziemy do Huacullo.
Rodolfo: tak, jedziemy do Huacullo
My: ale dzisiaj tak?
R: Nie wydaje mi si├¬. Trzeba roz┬│adowa├Ž samoch├│d. Raczej jutro rano pojedziemy.

W tym momencie obydwoje zaczynamy si├¬ do niego drze├Ž, ┬┐e nic nie m├│wi┬│ ┬┐e dzisiaj tam nie dotrzemy, ┬┐e co z nami, gdzie mamy spa├Ž.

R: w samochodzie - brzmi jego odpowied┬╝
My drzemy si├¬ nadal, ┬┐e jest zimno, ze nie mamy ┬┐adnych koc├│w, ┬┐e chyba go, za przeproszeniem,  posra┬│o!

W ko├▒cu nie wiemy dalej nic. Kolejne osoby wysiadaj┬▒ po drodze, mi├¬dzy innymi zasrane kurczaki. Przez chwil├¬ jedziemy ju┬┐ tylko my dwoje z Elizabet i jej c├│reczk┬▒. W ko├▒cu zwalnia si├¬ dla niej miejsce w kabinie, wi├¬c ju┬┐ tylko my telepiemy si├¬ z zimna, przytuleni, wci┬Âni├¬ci w owies i poprzykrywani jakimi┬ workami ┬┐eby by┬│o cieplej. Jest ju┬┐ ciemno, jedziemy dobrych 6 godzin. W ko├▒cu ci├¬┬┐ar├│wka si├¬ zatrzymuje. Rodolfo m├│wi nam ┬┐eby┬Âmy poszli teraz z Elizabet do jej domu si├¬ zagrza├Ž, a oni pojad┬▒ roz┬│adowa├Ž ci├¬┬┐ar├│wk├¬ niedaleko st┬▒d, wr├│c┬▒ po nas i jedziemy jeszcze dzisiaj do Huacullo. Czy┬┐by si├¬ przestraszy┬│ ┬┐e mu nie zap┬│acimy? Oj nie da┬│abym mu ani sola.

Elizabet prosi nas o pomoc w przenoszeniu jej rzeczy. Daje nam 2 leciutkie torebki, a sama pakuje wielki w├│r, chyba z cukrem do chusty, dziecko przerzuca do przodu, w├│r ┬│aduje na plecy i idziemy. A my stoimy z opuszczonymi szcz├¬kami. Ok 100 metr├│w od drogi jest dom Elizabet. Generalnie ona mieszka w Antabambie, ale tutaj maj┬▒ zwierz├¬ta i przyje┬┐d┬┐aj┬▒ tu na kilka dni je dogl┬▒da├Ž. Raz ona, raz kt├│re┬ z jej licznego rodze├▒stwa. Chata zbudowana jest z kamienia i ma malu┬Âkie drzwi jakby dla liliput├│w. Otwiera je i buchaj┬▒ w nas k┬│├¬by dymu. "Co to? po┬┐ar?" my┬Âlimy sobie, ale ona spokojna zaprasza nas do ┬Ârodka. Po prostu w ┬Ârodku pali si├¬ ogie├▒. Ogrzewa chat├¬ i s┬│u┬┐y za kuchenk├¬. Jest jeden problem, nie ma komina. Dusimy si├¬ od tego dymu, oczy ┬│zawi┬▒, ci├¬┬┐ko oddycha├Ž. Nie mo┬┐emy poj┬▒├Ž jak ona mo┬┐e tu siedzie├Ž z 3 miesi├¬cznym dzieckiem??? To nic ┬┐e siedzie├Ž, to dziecko b├¬dzie w tym dymie spa┬│o i mieszka┬│o przez kolejne dni! Pytamy co to jest to co wygl┬▒da jak w├¬giel i daje ogie├▒, "kupy alpaki"- odpowiada dziewczyna.

Nachodzi nas genialna my┬Âl, ┬┐e my te┬┐ b├¬dziemy gotowa├Ž na kupach alpaki! Bo wsz├¬dzie jej pe┬│no, a nie mamy kuchenki. Eli pokazuje nam tak┬┐e jak uzyska├Ž ┬Âwiat┬│o (oczywi┬Âcie nie ma w chacie ┬Âwiat┬│a, pr┬▒du, wody, nawet kibla na zewn┬▒trz). Na talerzyku ma t┬│uszcz alpaki. Wyci┬▒ga z ognia kawa┬│ek zbitej kupy alpaki, wsadza do t┬│uszczu i podpala. No i mamy ┬Âwieczk├¬! Wsadza czajnik z herbat┬▒ do ┬┐aru z kup i za chwil├¬ pijemy gor┬▒c┬▒ herbat├¬ rumiankow┬▒.

Niezwyk┬│a wizyta. Bardzo mi┬│o si├¬ rozmawia pomimo dusz┬▒cego dymu. P├│┬│ godziny p├│┬╝niej s┬│yszmy klakson, Rodolfo po nas wr├│ci┬│. Zwolni┬│o si├¬ miejsce w kabinie, jedno wprawdzie, wi├¬c siedz├¬ Krzy┬Âkowi na kolanach i co chwil├¬ wal├¬ g┬│ow┬▒ w dach. Niewa┬┐ne, jest ciep┬│o. Rodolfo za┬Âmiewa si├¬ z nas, ┬┐e pojechali┬Âmy do Antabamby na jedn┬▒ noc, musimy wr├│ci├Ž do Culipampy bo zostawili┬Âmy tam rzeczy i os┬│a, potem chcemy i┬Â├Ž na piechot├¬ do Oropesy, stamt┬▒d musimy pojecha├Ž do Abancay, bo do Antabamby autobus├│w nie ma i wr├│ci├Ž si├¬ do Antabamby bo tam te┬┐ zostawili┬Âmy rzeczy.  No c├│┬┐, jak tak g┬│├¬biej pomy┬Âle├Ž to faktycznie brzmi to jak dobra komedia ;). G┬│upi, G┬│upszy i ich samoch├│d pies, czyli my i osio┬│... Po ok 2 godzinach docieramy do Huacullo. Jest ju┬┐ 22:30. Wysiadamy pod jakim┬ hotelikiem (jedynym tutaj), wychodzi w┬│a┬Âcicielka. Podaje nam cen├¬ 13 soli za ┬│├│┬┐ko co jest mega drogo! W Culipampie p┬│acili┬Âmy 3 sole za ┬│├│┬┐ko, a w Antabambie 15. Tyle, ┬┐e w Antabambie mieli┬Âmy pr┬▒d, ┬Âwiat┬│o, ciep┬│┬▒ wod┬▒, a tutaj nie ma nic! Baba nie chce spu┬Âci├Ž ceny, pomimo tego ┬┐e m├│wimy jej ┬┐e wiemy ┬┐e nas oszukuje i ┬┐e to nie jest fair. Zastanawiamy si├¬ czy da├Ž jej ulotk├¬ m├│wi┬▒c┬▒ ┬┐e piek┬│o istnieje. Nie mamy zbytnio wyj┬Âcia. Jeste┬Âmy zm├¬czeni podr├│┬┐┬▒, jest ciemno, zimno, a to jedyny hotel tutaj!

MY: no dobra, bierzemy jedno ┬│├│┬┐ko
Baba: ale w pokoju s┬▒ dwa ┬│├│┬┐ka, musicie zap┬│aci├Ž za dwa

Co za cholerny babsztyl! Ju┬┐ nie mamy si┬│y, bierzemy, chcemy spa├Ž. W pokoju kartka, ┬┐e ┬Âwiat┬│o tylko przez godzin├¬. I to godzin├¬ ustalon┬▒ przez nich i nie wiadomo jaka to jest. Po 15 minutach wi├¬c ┬Âwiat┬│o ga┬Ânie, dobrze ┬┐e chocia┬┐ jest ┬Âwieczka. Okazuje si├¬, ┬┐e zostawili┬Âmy czo┬│├│wk├¬ w Antabambie. Jeste┬Âmy wi├¬c bez ┬┐adnej latarki, nie mo┬┐emy poj┬▒├Ž jak to si├¬ sta┬│o. Owies mamy wsz├¬dzie, k┬│uje, ci├¬┬┐ko si├¬ go pozby├Ž. Zasypiamy jak dzieci nie mog┬▒c si├¬ ju┬┐ doczeka├Ž jutrzejszego u┬Âciskania Paksa!

Paks i jego ukochane marchewki

Hospedaje (hotel) w Culipampie

Culipampa - nasz ulubiony sklepikarz Pio
-----------------------------------------------------------------------------

Offline Edwinz0r



  • Pom├│g┬│: 155

Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #12 dnia: Lipiec 21, 2014, 22:26:04 »
Ej bo ju¿ jest 22:00... ja tu siedzê i wciskam F5, ¿eby ta relacja siê potoczy³a dalej... Normalnie przerywacie w±tki jak w Breaking Badzie :P However, super historia :D

Offline aro5406



  • Pom├│g┬│: 34
  • Dobre rzeczy wymagaj┬▒ czasu.

Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #13 dnia: Lipiec 21, 2014, 22:47:33 »
Chyba relacja roku :)

Offline poncz



  • Pom├│g┬│: 44
  • www.expedition-madidi.org

    • Ekspedycja Madidi
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #14 dnia: Lipiec 22, 2014, 01:51:10 »
Sorry... ju¿ siê poprawiam :P

Cz├¬┬Â├Ž czwarta - ostatnia

Rano siadamy przy ulicy i czekamy na jaki┬ samoch├│d do Culipampy, chcemy ju┬┐ z powrotem do naszego osio┬│ka. Przychodzi jaki┬ kole┬ sobie pogada├Ž, a 5 minut p├│┬╝niej wraca na motocyklu i krzyczy do nas "wskakujcie! Zawioz├¬ was do Culipampy!". Jedziemy wi├¬c w tr├│jk├¬ na jednym motocyklu i przez ca┬│┬▒ drog├¬ gadamy. Eriberto pochodzi z Abancay, miasta o jakie┬ 250 km st┬▒d, a tutaj od 10 lat zajmuje si├¬ jakim┬ projektem wolontariackim. Pomagaj┬▒ hodowcom alpak. Po drodze mijamy laguny z flamingami. O dziwo kole┬ nie chce od nas ani sola za podwiezienie (pisz├¬ "o dziwo" bo w Peru nie ┬│atwo o darmowego stopa).
W Culipampie najpierw biegniemy do sklepu po marchewki. W┬│a┬Âcicielka zn├│w przepi├¬┬│a Paksa w choler├¬ daleko i w┬│a┬Ânie po niego posz┬│a. Mamy tylko nadziej├¬, ┬┐e kasa, kt├│r┬▒ jej dali┬Âmy na owies, naprawd├¬ na to posz┬│a. W┬│a┬Âcicielka nie omieszka┬│a powiedzie├Ž, ┬┐e da┬│a mu je┬Â├Ž te┬┐ dzi┬ rano, wi├¬c musimy jeszcze dop┬│aci├Ž. Niech jej b├¬dzie.
Idziemy do naszego ulubionego sklepikarza Pio po kolejne marchewki i siadamy razem z nim, Paksem i dwoma kolesiami przed sklepem i gadamy. W ko├▒cu ruszamy w drog├¬ z Paksem do Huacullo. Tylko 8 km i po p┬│askim lub lekko w d├│┬│. W Huacullo zn├│w dzi├¬ki pomocy Eriberta kupujemy 20 kilo owsu dla Paksa! Szale├▒stwo! Paks piszczy jak szalony, gdy widzi Krzy┬Âka id┬▒cego do niego z t┬▒ ogromn┬▒ pak┬▒. Okazuje si├¬, ┬┐e w┬│a┬Âcicielka sporo sobie liczy┬│a za ten sw├│j owies, bo t┬▒ wielk┬▒ pak├¬ kupujemy za grosze. Paks ma ca┬│┬▒ noc jedzenia. Jutro ruszamy do Oropesy.
My z kolei zajadamy si├¬ tutaj specjalno┬Âciami regionu, czyli pstr┬▒gami i alpakami. W Antabambie specjalnie czekali┬Âmy, ┬┐eby spr├│bowa├Ž mi├¬sa alpaki, a to mi├¬so jest tutaj bardziej popularne ni┬┐ ka┬┐de inne i za grosze. Kupujemy jak┬▒┬ badziewn┬▒ czo┬│├│wk├¬ za 10 z┬│, bo jako┬ nie wyobra┬┐amy sobie trekkingu bez ┬Âwiat┬│a.
Wszyscy ju┬┐ nas tutaj znaj┬▒. Jaki┬ facet pyta Krzy┬Âka id┬▒cego z owsem jak tam z Marzeny nog┬▒. ┬Žmieszne,bo Krzysiek nawet nie wie kto to :)

Paks!

DZIE├Ĺ 14

Zostajemy jeszcze jedn┬▒ noc w Huacullo. Pow├│d? Moja noga po wczorajszych 8 km zn├│w napuch┬│a i boli. Krzysiek zarz┬▒dzi┬│ dzie├▒ odpoczynku. Po drugie nawet taki ┬┐ar┬│ok jak Paks nie by┬│ w stanie przeje┬Â├Ž tego owsu, dajemy mu wi├¬c jeszcze troch├¬ czasu, ┬┐eby tego p├│┬╝niej nie nosi├Ž.
Dzisiaj przeprowadzili┬Âmy test gotowania na kupach alpak. Poszli┬Âmy na ┬│┬▒k├¬ i tak jak przypuszczali┬Âmy, ze znalezieniem kup nie ma ┬┐adnych problem├│w. Na szcz├¬┬Âcie alpaki chodz┬▒ w grupach i kup├¬ te┬┐ robi┬▒ razem w jednym miejscu. Pozbierali┬Âmy je do woreczka i poszli┬Âmy z nimi ko┬│o hotelu. Pono├Ž ci├¬┬┐ko je rozpali├Ž, ale za pomoc┬▒ benzyny posz┬│o b┬│yskawicznie. Gotujemy jajka na twardo. Idzie nam szybko i sprawnie jak na pierwszy raz. Oczywi┬Âcie towarzysz┬▒ nam dzieciaki, kt├│re zawsze s┬▒ wtedy, kiedy ich najmniej chcemy i daj┬▒ milion rad typu: czemu nie dodamy karton├│w, ┬┐eby si├¬ lepiej pali┬│o. Tylko sk┬▒d my, drogie dzieci, we┬╝miemy p├│┬╝niej w trasie kartony?
Po po┬│udniu id├¬ nad strumyk zrobi├Ž pranie. Przychodz┬▒ tutaj pra├Ž wszystkie kobiety z wioski. Zaraz jaka┬ si├¬ do mnie przyczepia i musz├¬ opowiada├Ž wszystko po raz milionowy.
Jutro wyruszamy. Jeste┬Âmy pe┬│ni obaw jak dam sobie rad├¬ z t┬▒ nog┬▒. Czy nie utkniemy gdzie┬ przez to po┬Ârodku niczego? Ci┬▒gle puchnie, ci┬▒gle boli, a do przej┬Âcia ok 100 km...

DZIE├Ĺ 15
Wyruszamy.
Krzysiek znalaz┬│ mi jaki┬ metalowy pr├¬t, wi├¬c podtrzymuje si├¬ nim. Jako┬ daje rad├¬. Kostka boli, ale jest lepiej. Musz├¬ tylko bardzo uwa┬┐a├Ž jak i gdzie stawiam stop├¬.
Ostatni rzut oka na Huacullo i w drogê!

Najwy┬┐szy punkt trasy – jak wida├Ž na szcz├¬┬Âcie

Obni┬┐amy si├¬ o 400 metr├│w, oddycha si├¬ zdecydowanie lepiej. Dochodzimy do jakiej┬ wioski (w sumie ci├¬┬┐ko to nazwa├Ž wiosk┬▒, 3 domy na krzy┬┐) o nazwie Yumire. Pytamy o wody termalne, bo s┬│yszeli┬Âmy, ┬┐e tutaj s┬▒ i czy mo┬┐na gdzie┬ kupi├Ž ziemniaki. Pani daje nam siateczk├¬ za darmo. Pi├¬├Ž minut od dom├│w s┬▒ wody termalne. Jeden basen na ┬Âwie┬┐ym powietrzu wy┬│o┬┐ony cementem, dooko┬│a mn├│stwo gor┬▒cych strumyk├│w. Rozbijamy tam namiot, ziemia jest gor┬▒ca. Pierwszy raz w ┬┐yciu mamy podgrzewan┬▒ pod┬│og├¬ w namiocie, dzi├¬ki czemu w ┬Ârodku mamy gor┬▒co jak w lecie na nizinach! Zamierzamy si├¬ wyk┬▒pa├Ž z rana, ju┬┐ nie mo┬┐emy si├¬ doczeka├Ž.

4 gwiazdki za free – czyli M2 z podgrzewan┬▒ pog┬│og┬▒

Gotowanie na odchodach alpak to wielka upierdliwo┬Â├Ž, ale i tak byli┬Âmy dumni z siebie, bo miejscowi twierdzili, ┬┐e nie damy rady!

Pr├│ba gotowania jajek i ziemniak├│w w gor┬▒cych wodach (zako├▒czona powodzeniem po ponad dobie :P).

Gor┬▒ce k┬▒piele, to by┬│y najprzyjemniejsze momenty na trasie.

DZIE├Ĺ 16
Takie pi├¬kne miejsce, szkoda by by┬│o nie zosta├Ž tu jeden dzie├▒. Nape┬│niamy basen termaln┬▒ wod┬▒ i korzystamy z urok├│w gor┬▒cej wody. Gotujemy wod├¬ i makaron na odchodach alpak. Strasznie to czasoch┬│onne i trzeba dmucha├Ž co chwile jak nie ma wiatru. Wpadamy na inny pomys┬│ i wrzucamy ziemniaki i jajka do wody termalnej, a nu┬┐ si├¬ ugotuj┬▒.
Ca┬│y ranek mieli┬Âmy termy tylko dla siebie. P├│┬╝niej przysz┬│a para z dzieckiem i koniem i siedzieli tam dobrych par├¬ godzin. Myli si├¬, prali itp. (no mo┬┐e opr├│cz konia ;) ). Przegoni┬│o ich dopiero dw├│ch kolesi z wiochy nieopodal. Najpierw jednak podeszli do nas sobie pogada├Ž. Jeden z nich powiedzia┬│ nam, ┬┐e dalej droga jest bardzo niebezpieczna, a ponadto musimy uwa┬┐a├Ž na dzikie ludy, kt├│re mog┬▒ dmucha├Ž w nas zatrutymi strza┬│kami. On oczywi┬Âcie mo┬┐e zosta├Ž naszym przewodnikiem. Dawno ju┬┐ nie s┬│yszeli┬Âmy takich bzdur, obydwoje go wy┬Âmiewamy. Stwierdzili r├│wnie┬┐, ┬┐e do Oropesy to zajdziemy w 2 dni. Zastanawiamy si├¬, czy kt├│ry┬ z tych cwaniak├│w co tak m├│wi┬▒, kiedykolwiek poszli t┬▒ drog┬▒ na piechot├¬. To jest ponad 100 km, a to oznacza wed┬│ug nich 50 km dziennie. Oczywi┬Âcie mog┬│o to by by├Ž mo┬┐liwe, ale musieliby┬Âmy naprawd├¬ zapieprza├Ž, i┬Â├Ž w nocy, bez os┬│a, bez baga┬┐y, ze zdrow┬▒ nog┬▒. I tak ju┬┐ nikomu nie wierzymy z czasami przej┬Â├Ž. No wi├¬c oni przeganiaj┬▒ z basenu rodzin├¬. Te┬┐ przyszli si├¬ tu umy├Ž i wypra├Ž rzeczy. Wszyscy tu po to przychodz┬▒. Je┬Âli maj┬▒ w domu wod├¬, to tylko zimn┬▒. Rodzina odchodz┬▒c, daje nam siateczk├¬ ciep┬│ych jeszcze ziemniak├│w. Nie wiemy o co chodzi z tym obdarowywaniem nas ziemniakami, ale si├¬ cieszymy :). Przy okazji dowiadujemy si├¬, ┬┐e w tej 3 domowej wiosce jest sklep! A my dobrych par├¬ godzin gotujemy wod├¬, ┬┐eby mie├Ž co pi├Ž na drugi dzie├▒! W ko├▒cu basen pustoszeje. Krzysiek idzie do sklepu ja opr├│┬┐niam basen z brudnej wody. Cholera jasna ! W oddali widz├¬ id┬▒c┬▒ tu babule├▒k├¬, podchodzi do mnie i pyta czy zamierzam si├¬ k┬▒pa├Ž "tak, opr├│┬┐niam basen. ┬┐eby nape┬│ni├Ž jeszcze raz i idziemy si├¬ k┬▒pa├Ž" odpowiadam jej. Przychodzi Krzysiek z zakupami i ┬Âwie┬┐┬▒ dostaw┬▒ odchod├│w alpaki . Odchodz├¬ do niego, babule├▒ka ju┬┐ si├¬ rozbiera. Wchodzi do wody z piersiami na wierchu i roz┬│o┬┐ystej zielonej sp├│dnicy. Za chwil├¬ do┬│┬▒cza do niej prawdopodobnie jej wnuk. S┬│o├▒ce zachodzi. Chyba wyk┬▒piemy si├¬ dopiero jutro rano. W ko├▒cu sobie id┬▒. Zn├│w opr├│┬┐niamy basen i zatykamy, ┬┐eby nape┬│ni┬│ si├¬ na rano. A tutaj … Jaki┬ facet z bab┬▒ naubierani jak ba┬│wany. Facet krzyczy:"k┬▒piemy si├¬!" i ┬Âci┬▒gaj┬▒ ciuchy. Ma ze sob┬▒ przeno┬Âne radyjko. Za chwile widzimy, jak z g├│ry schodz┬▒ 3 osoby, za nimi kolejne 3. Nie wiemy ile w ko├▒cu zebra┬│o si├¬ ludzi nad basenem, ale g┬│os├│w w choler├¬. Dzieci i doro┬Âli, wszyscy si├¬ dr┬▒. Muzyka gra na fula. I to nasza ulubiona peruwia├▒ska gwiazda, kt├│ra wszystkie piosenki ma takie same. Ta muzyka doprowadza nas do sza┬│u. Chyba wszyscy siedz┬▒ w tym basenie i imprezuj┬▒. Na zewn┬▒trz jest zimno. Paks jest gdzie┬ ko┬│o nich, nie jeste┬Âmy zbyt zadowoleni. Jak d┬│ugo to potrwa?
Na szcz├¬┬Âcie w ko├▒cu wszystko milknie, sprawdzamy czy nic nam nie zgin├¬┬│o i czy Paks ma si├¬ ok i w ko├▒cu mo┬┐emy zasn┬▒├Ž.

Paks po imprezie zachowywa┬│ si├¬ jako┬ inaczej... :P

DZIE├Ĺ 17
Budzimy si├¬ z samego rana. Krzysiek idzie szybko zatka├Ž kurek od basenu, ┬┐eby┬Âmy mieli wod├¬ na dzie├▒ dobry i na do widzenia. Wskakujemy do cudownej, gor┬▒cej wody i zamierzamy wyj┬Â├Ž gdy s┬│o├▒ce wyjdzie zza g├│r. Po jakim┬ czasie otacza nas chyba ta sama wczorajsza imprezowa ekipa. Mi├¬dzy innymi go┬Âciu, kt├│ry chcia┬│ zosta├Ž naszym przewodnikiem. Jedni si├¬ gapi┬▒, inni chichraj┬▒, a pan przewodnik co┬ do nas gada. Jestem tak w┬Âciek┬│a na nich, ┬┐e szybko ko├▒cz├¬ z nim gadk├¬ i zaczynam rozmawia├Ž z Krzy┬Âkiem. Chwile jeszcze stoj┬▒ i si├¬ gapi┬▒, w ko├▒cu odchodz┬▒. S┬│o├▒ce ju┬┐ si├¬ pojawi┬│o, wi├¬c wychodzimy i idziemy sk┬│ada├Ž namiot. Za jaki┬ czas przychodzi do nas "pan przewodnik" i m├│wi, ┬┐e musimy zap┬│aci├Ž po solu, ┬┐e to jest op┬│ata za wst├¬p dla wioski, bo oni jutro tu przyjd┬▒ sprz┬▒ta├Ž. O nie! ┬Čle kole┬ trafi┬│! M├│wi├¬ mu ┬┐e tu nie ma ┬┐adnych wst├¬p├│w, ┬┐eby nie wymy┬Âla┬│ bzdur i ┬┐e my po sobie posprz┬▒tali┬Âmy. Nie omieszka┬│ wi├¬c powiedzie├Ž, ┬┐e nasz osio┬│ tutaj sra i oni b├¬d┬▒ musieli to sprz┬▒ta├Ž. Ale┬┐ mnie wkurzy┬│! To jest wolny teren, przychodz┬▒ tu i sraj┬▒ stada alpak, lam, kr├│w, ps├│w i wszystkiego! Zreszt┬▒ sami posprz┬▒tali┬Âmy kupy alpak dooko┬│a basenu na kt├│rych gotowali┬Âmy :P.  Nie chodzi┬│o o tego sola, bo to ma┬│o, ale o sam fakt. Go┬Âciu od pocz┬▒tku nam nie podpasi┬│. Zobaczyli gringos i nagle wymy┬Âlili, ┬┐e b├¬d┬▒ brali op┬│aty za wst├¬p. W dodatku widzieli┬Âmy, jaki syf zostawili k┬▒pi┬▒cy si├¬ tu ludzie (w tym oni), a my naprawd├¬ po sobie posprz┬▒tali┬Âmy. W ko├▒cu kolesie widz┬▒ ┬┐e nic nie wsk├│raj┬▒ i sobie id┬▒, a my pakujemy osio┬│ka i idziemy dalej, mijaj┬▒c si├¬ z ca┬│ym stadem lam i alpak, kt├│re w┬│a┬Ânie wtargn├¬┬│y na termy si├¬, za przeproszeniem, wysra├Ž!
Dzisiejsza droga nas nie rozpieszcza┬│a. Najpierw dwie rzeki do przej┬Âcia, zgubiona droga dwa razy. P├│┬╝niej zacz┬▒┬│ pada├Ž grad i wali├Ž pioruny akurat wtedy, kiedy byli┬Âmy na szczycie g├│ry. Szybko pr├│bowali┬Âmy zbiec na d├│┬│, adrenalina zatrzyma┬│a b├│l nogi. Na dole szybkie rozk┬│adanie namiotu, wszystko ju┬┐ i tak mamy mokre.

Naszym trafem Paks okaza┬│ si├¬ niestrachliwy w stosunku do rzek (pono├Ž regu┬│┬▒ jest odwrotne zachowanie...). Dla nas najgorsze by┬│o to, ┬┐e nie mieli┬Âmy poj├¬cia czy robimy dobrze, czy te┬┐ lepiej trzyma├Ž si├¬ aktualnego brzegu.

┬Žnieg potrafi┬│ zaskoczy├Ž w najmniej odpowiednim momencie, zakrywaj┬▒c ledwie widoczne ┬Âcie┬┐ynki

DZIE├Ĺ 18
Krzysiek ma najci├¬┬┐szy plecak z ca┬│ej naszej tr├│jki, ci┬▒gle m├│wi ┬┐e musi co┬ odda├Ž os┬│owi, a efekt jest taki ┬┐e zn├│w co┬ od Paksa zabiera. Dzisiaj stosunkowo rzadko gubimy drog├¬. Naprawd├¬
ci├¬┬┐ko si├¬ w tym po┬│apa├Ž. Czasami ┬Âcie┬┐ka jest mocno wyra┬╝na, czasami nie wida├Ž jej wcale, czasami jest ich kilka. Cz├¬sto prowadzi do rzeki, a tam nie ma oczywi┬Âcie ┬┐adnego mostku kt├│ry powie Ci "tak, to jest w┬│a┬Âciwa droga, masz przej┬Â├Ž przez rzek├¬". Musimy wi├¬c wybra├Ž: albo przez ni┬▒ przechodzimy, albo musimy wspi┬▒├Ž si├¬ na g├│r├¬. Dzisiaj przytrafi┬│a nam si├¬ mi┬│a niespodzianka, zrobili┬Âmy sobie kr├│tk┬▒ przerw├¬ po drodze przy jakiej┬ chatce. Krzysiek znalaz┬│ dla Paksa pi├¬kny kawa┬│ek zielonej trawy. Zauwa┬┐yli┬Âmy po 2 stronie rzeki unosz┬▒c┬▒ si├¬ par├¬ - termy!
A co tam, otwieramy druciany p┬│ot i wchodzimy. Okazuje si├¬ ┬┐e chatka jest kompletnie pusta, a obok basenu, w kamiennej zagrodzie s┬▒ 2 wanny! Szale├▒stwo! Ucinamy sobie szybk┬▒ gor┬▒c┬▒ k┬▒piel! Jak cudownie! Tym bardziej ┬┐e pogoda nas nie rozpieszcza. Nie pada, ale ca┬│e niebo zachmurzone i jest zimno. Za termami wspania┬│a, szeroka, wyra┬╝na ┬Âcie┬┐ka. Jednak na tym koniec niespodzianek. Szeroka ┬Âcie┬┐ka ci┬▒gnie si├¬ ca┬│y czas do g├│ry. Zamiast si├¬ obni┬┐a├Ž (Oropesa jest na 3300 m .n.p.m.) wychodzimy 200 metr├│w powy┬┐ej 4 tysi┬▒ce, w dodatku zaczyna la├Ž. Idziemy w deszczu totalnie ju┬┐ przemoczeni. Mistrz znajdowania miejsca na namiot zn├│w staje na wysoko┬Âci zadania i troch├¬ wy┬┐ej nad drog┬▒ znajduje such┬▒ miejsc├│wk├¬ pod skalnym okapem. Jeste┬Âmy ┬╝li bo mamy si┬│├¬ i┬Â├Ž dalej, ale pogoda zn├│w nam to uniemo┬┐liwi┬│a. Powoli ko├▒czy nam si├¬ suchy prowiant, nie mamy te┬┐ nic do picia wykorzystujemy wi├¬c czas na gotowanie makaronu i wody, oczywi┬Âcie na alpakowych kupach. Ciekawe ile km mamy jeszcze do Oropesy? Na pewno ok 900 metr├│w obni┬┐enia. Stopa ci┬▒gle boli i puchnie, ale daje rad├¬. Rozwala mi si├¬ but, odpada podeszwa, but prawdopodobnie nie przetrwa.

Mimo zimy, czyli pory suchej, pogoda nie zawsze rozpieszcza ;)

W takich chwilach skalny „hotel” to wi├¬cej ni┬┐ luksus.

G┬│odny but ;)

DZIE├Ĺ 19

Nasz┬▒ w├¬dr├│wk├¬ w najwy┬┐szym punkcie zacz├¬li┬Âmy od Culipampy na 4700 i mieli┬Âmy doj┬Â├Ž na 3300. Zeszli┬Âmy na 4 tysi┬▒ce, a dzisiaj musieli┬Âmy zn├│w wej┬Â├Ž na 4700. D┬│ugi dzie├▒, zacz├¬li┬Âmy i┬Â├Ž bardzo wcze┬Ânie, a sko├▒czyli┬Âmy po ciemku. Po drodze by┬│a wioska (malutka osada raczej) o nazwie Kilkata, okaza┬│o si├¬ ┬┐e jest sklep! Tyle ┬┐e nie ma w┬│a┬Âciciela i nie wiadomo kiedy wr├│ci. Nauczyciel z tutejszej szk├│┬│ki daje nam w prezencie, o dziwo nie ziemniaki a krakersy i dwie bu┬│ki. Proponuje, ┬┐e mo┬┐e co┬ dla nas ugotowa├Ž. Nam jednak troch├¬ si├¬ spieszy, chcemy przej┬Â├Ž prze┬│├¬cz jak najszybciej, bo chmury wci┬▒┬┐ nad nami. Na 4700 docieramy po ciemku i kontynuujemy w├¬dr├│wk├¬, bo w ko├▒cu zacz├¬li┬Âmy si├¬ obni┬┐a├Ž. Chcemy zej┬Â├Ž cho├Ž troch├¬ ni┬┐ej ┬┐eby by┬│o cieplej. Schodzimy na ok 4400 i mamy problem, bo po┬│ama┬│ nam si├¬ namiot, ale McGaywer daje rad├¬ - namiot prze┬┐ywa noc. Krzysiek pyta mnie czy nadal nie mog├¬ napatrze├Ž si├¬ na lamy i alpaki, a ja ┬┐artuje sobie, ┬┐e chyba na talerzu. Alpak i Lam widzieli┬Âmy miliony. Przer├│┬┐ne wiekiem, kolorem, sier┬Âci┬▒, wszystkim. Dalej mi si├¬ podobaj┬▒, ale przy o┬Âle nie maj┬▒ ┬┐adnych szans :)
Paks zadziwia nas, jak ┬│atwo przystosowuje si├¬ do jedzenia, jakie tutaj ma. Na du┬┐ych wysoko┬Âciach, ro┬Âlinno┬Â├Ž jest surowa, twarda, ostra, z kolcami. Przez p├│┬│ godziny obserwujemy, jak PAKS zajada si├¬ takim krzaczkiem. Bez ┬┐adnych li┬Âci, z kolcami,a jemu najwyra┬╝niej to smakuje. Jak odporny musi by├Ž, ┬┐e go to nie rani...

DZIE├Ĺ 20 . Dzie├▒ 29 od kiedy mamy PAKSA

Ci┬▒gle w d├│┬│, w d├│┬│, w d├│┬│. Serpentynami, skr├│tami, jakkolwiek ale w d├│┬│. My si├¬ obni┬┐amy, temperatura ro┬Ânie. W ko├▒cu docieramy do celu - 3300 m n.p.m. Totora. Mia┬│a by├Ž Oropesa ale jak si├¬ okazuje to praktycznie jedno i to samo tylko po dw├│ch r├│┬┐nych stronach rzeki.
Docieramy do Totory, a Paks mo┬┐e wygrzewa├Ž si├¬ w ko├▒cu w s┬│o├▒cu

Znajdujemy nocleg i czeka nas przykry spacer - w poszukiwaniu kupca na PAKSA. Nie wiemy do ko├▒ca jak si├¬ za to zabra├Ž, od czego zacz┬▒├Ž. Wszystko jednak odbywa si├¬ do┬Â├Ž naturalnie. Ludzie sami nas zaczepiaj┬▒ i pytaj┬▒, sk┬▒d idziemy i dok┬▒d. Gdy si├¬ dowiaduj┬▒, ┬┐e chcemy sprzeda├Ž os┬│a, pytaj┬▒ jeden drugiego i wie┬Â├Ž si├¬ rozchodzi. Jednak okazuje si├¬, ┬┐e wystarczy kupi├Ž marchewki, usi┬▒┬Â├Ž na kraw├¬┬┐niku i zacz┬▒├Ž karmi├Ž Paksa, a ju┬┐ nie trzeba chodzi├Ž po wiosce, wioska przychodzi do nas. Ka┬┐dego bawi┬│o to, ┬┐e karmimy os┬│a marchewkami. Oczywi┬Âcie jeden "znawca" zagl┬▒da na Paksa i og┬│asza wszystkim, ┬┐e jest stary. M├│wimy mu, ┬┐e mo┬┐emy p├│j┬Â├Ž wszyscy do weterynarza i niech prawdziwy znawca to oceni. Nikt tutaj na szcz├¬┬Âcie nie m├│wi, ┬┐e stary osio┬│ to tylko na mi├¬so. Jaka┬ kobieta jest zainteresowana, ale krzywi si├¬ ┬┐e nie jest wykastrowany. Wszyscy si├¬ ┬Âmiej┬▒ gdy m├│wi├¬ im, ┬┐e to chyba dobrze bo jest silniejszy, 100 % macho. Rozmowy troch├¬ trwaj┬▒, ca┬│y t┬│umek stoi dooko┬│a nas, ogl┬▒daj┬▒ Paksa, pr├│buj┬▒ negocjowa├Ž cen├¬. Na jego korzy┬Â├Ž wp┬│ywa to ┬┐e przeszed┬│ z nami przez Andy taki kawa┬│ drogi. W ko├▒cu jedna kobieta m├│wi, ┬┐e je┬Âli spu┬Âcimy cen├¬ ona go we┬╝mie. Jej c├│reczka z mi┬│o┬Âci┬▒ g┬│aszcze Paksa i robi mu warkoczyki. Wida├Ž zreszt┬▒, ┬┐e ludzie tutaj maj┬▒ ca┬│kiem inne podej┬Âcie. Nie ma tu du┬┐o os┬│├│w. G┬│aszcz┬▒ go, odnosz┬▒ si├¬ do niego z czu┬│o┬Âci┬▒, patrz┬▒ na niego z zaciekawieniem. Chcemy ju┬┐ mie├Ž do za sob┬▒. Obni┬┐amy cen├¬ i sprzedajemy Paksa . I tak sprzedali┬Âmy go dro┬┐ej ni┬┐ go kupili┬Âmy. My┬Âla┬│am, ┬┐e dam rad├¬, ale nie daj├¬. ┬úzy ciurkiem sp┬│ywaj┬▒ mi po twarzy gdy si├¬ z nim ┬┐egnam. Krzysiek ma szcz├¬┬Âcie, bo przez to jego ┬Âwieczki w oczach uchodz┬▒ uwadze. Teraz wszyscy mnie ┬┐a┬│uj┬▒ "pobresita" (biedniutka) "nie martw si├¬, b├¬dzie mia┬│ tu dobrze". Kupujemy mu jeszcze marchewki, cz├¬┬Â├Ž zjada, cz├¬┬Â├Ž pakujemy do torebki i dajemy nowej w┬│a┬Âcicielce. Jest troch├¬ przera┬┐ona, ┬┐e nauczyli┬Âmy os┬│a je┬Â├Ž marchewki i ona teraz b├¬dzie musia┬│a mu kupowa├Ž, bo nic innego nie b├¬dzie chcia┬│ je┬Â├Ž. C├│reczka odchodzi z Paksem, a my ze smutkiem odprowadzamy go wzrokiem...
 Nowa w┬│a┬Âcicielka Paksa zabiera do siebie, naci┬▒gn┬▒├Ž nas na zakup jej r├¬kodzie┬│. Przynosi nam ca┬│e pud┬│o maskotek zrobionych z futra alpak. Misie, alpaki, pieski, foczki, ca┬│y zwierzyniec. S┬▒ pi├¬kne, ale du┬┐o sobie za nie liczy. Okazuje si├¬, ┬┐e one s┬│ysza┬│y ju┬┐ o nas. Eriberto, motocyklista z Huacullo opowiada┬│ nam o kobietach robi┬▒cych r├¬kodzie┬│a z alpak. W mi├¬dzyczasie by┬│ w Totorze i tym kobietom opowiada┬│ o nas.
┬»egnamy si├¬ z nimi szybko, chcemy ju┬┐ w samotno┬Âci smuci├Ž si├¬ rozstaniem z Paksem. Po drodze jeszcze dwie osoby pytaj┬▒ zainteresowane kupnem osio┬│ka. Jest nam strasznie smutno, ale nie by┬│o wyj┬Âcia, od pocz┬▒tku wiedzieli┬Âmy, ┬┐e w ko├▒cu b├¬dziemy musieli go sprzeda├Ž. Tu si├¬ urodzi┬│ i tutaj musi zosta├Ž. Szukali┬Âmy jedynie jakiego┬ mi┬│ego miejsca dla niego. Ci┬▒gle pocieszamy si├¬ tym, ┬┐e wydaje si├¬ nam, ┬┐e Paks trafi┬│ w lepsze miejsce ni┬┐ to, w kt├│rym go kupili┬Âmy, ┬┐e przemawiaj┬▒ za tym obiektywne wzgl├¬dy... bardzo chcemy mie├Ž racj├¬... To by┬│a pi├¬kna przygoda i NIGDY Paksa nie zapomnimy. Ja p┬│acz├¬ ju┬┐ do ko├▒ca dnia.  Kupujemy bilety do Abancay i wyje┬┐d┬┐amy na p├│┬│noc Peru nocnym busikiem.
Nasza o┬Âla w├¬dr├│wka dobieg┬│a ko├▒ca.

Totora Oropesa – stolica regionu, skupiaj┬▒ca niemal po┬│ow├¬ jego mieszka├▒c├│w (czyli jakie┬ 1,5 ty┬ os├│b)

Przesiewanie quinua

Efekt uboczny przebywania d┬│u┬┐szy czas w Andach ;)


Offline misiak76



  • Pom├│g┬│: 36

    • Co┬ skromnego na Polskich Krajobrazach
Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #15 dnia: Listopad 25, 2015, 11:26:05 »
┬Žwietna relacja :)

Offline szukamzony



  • Pom├│g┬│: 3

Odp: [Peru] Trekking Cotahuasi – Totora Oropesa (opis trasy)
« Odpowied╝ #16 dnia: Listopad 26, 2015, 13:33:44 »
WOW!!! REWELACJA

przeczytalem przed snem i dawno tak sie nie usmialem podczas czytania relacji ;)

Nigdy nawet przez chwile ne pomyslalem ze mozna kupic osla na trekking czy nawet wynajac haha. Mam nadzieje ze przyjdzie czas ze i ja odwiedze tamten kontynent.