by RumcajsJako, że wypocino-relacji na naszym forum (typu: szedłem, zmęczyłem się, tu spałem - fotka, jadłem, ale się do diaska zmęczyłem, ale było piknie, a teraz wiersz) nie da się nijak czytać, zamieszczę tylko trochę fotków.
Grecja IX.2004
Góry Pindos











Słynny wąwóz Viros






Meteory







Masyw Olimpu







Góry Tajgetos





Miejscowa fauna











A do Grecji podobno jeździ się nad morze... Coś tam takiego widzieliśmy, żeby nie było


W odpowiedzi na pytanka:
Byłem tam 3 tygodnie, a co do cen: było to po olimpiadzie i wejściu euro. Drogo...
Przelot do Aten Wizzem ok. 600 zł w tą i spowrotem, na miejsci pociagi - cenowo mniej wiecej jak w PL oraz miejscowe pks-y (lux klima, takie jak u nas super autokary międzynarodowe) ok 2-3 razy droższe niż u nas. Oczywiście do tego autostop na lokalnych drogach - bezproblemowo (czasem, jak w górach widzą zapiżające z plecakiemi osoby, sami się zatrzymują i proponują podwózkę). Żarcie w marketach i na bazarze troszkę droższe niż u nas, w knajpach ~tyle samo. Noclegi: w górach pokój 2 osobowy o standardzie przyzwoitego pensjonatu w PL to ok. 30-35E, w schronie B na Olimpie 20E od osoby (są zniżki dla członków UIAA - wstarczy mieć legitkę PZA), na campingu ok 10-15E za 2 osoby + namiot. W górach i generalnie prawie wszędzie (poza kurortami, uczęszczanymi plażami) można spać na dziko. Wogóle wielką zaletą Grecji, jest to, że nikt się nie przypierdala do niczego, jeśli się jest w miarę spokonym i nie pali ognia, można spać wszędzie - na przykład w czyimś sadzie, bez pozwolenia

Nic tylko jechać, najlepiej tam gdzie polaczki nie bywają, czyli np. Peloponez czy górki.
Co do sprzętu
Ja: kletterki Hanwag, jakieś lekkie coolmaxy i inne moiry na plecy, spodnie supplex z odpinanymi nogawkami + grubsze z schoellera, puchowa kamizelka, cienki polar, gorek.
Plecak VauDe Montana, namiot Marabut Komodo Alu, psiworki Pajak Extralight (debeściaki na ciepłe, śródziemnomorskie noce, ale pod Olimpem prawie zamarzliśmy

), MSR XKG i jeszcze jakieś tam pierdoły.
Marta: Aku Colorado (na dobrej, starej, włoskiej Bifidzie - nie to co dzisiejsze shity-Bifidy), ciuchy podobe, spodnie Allpenisa na schoellerku, + jakieś krótkie, swetr puchowy zamiast kamizelki, dermizax Bergansa. Plecak Lowe Alpine Sundancer.
Pogoda we wrześniu raczej sztywna, szczególnie w głębi kontynentu. Pod Olimpem na 1000 już rano ok 2-5 st. C. Sporadyczne opady. W Tajgetosie - blisko wybrzeża - codziennie ok. 15-16 pompa półgodzinna i trochę wiało. Ogólnie miodzio, zwykle sucho i ciepło.
Woda - kiepsko: na wiosnę nieźle, w lato słabo, na jesieni naprawdę malutko...
Patrzymy na mapę i są strumienie. Górskie rzeki/duże strumienie są, strumienie okresowe - zapomnijcie, strumienie normalne - jest co 3, co 4 zaznaczony na mapie. Stawy górskie, jeśli nawet są, to zaanektowane i zasrane przez krowy i inne niehigieniczne bydlęta. Na Olimpie ciut lepiej - nie ma krów

Nosiłem ze sobą 3 litrowy Kudu - musiało starczyć ~na dobę dla 2 osób z jedzeniem i myciem. Pierwsza fotka pokazuje żródełko przy wsi, jak jest takowe na szlaku to wypas i szczęście. Ale działa co drugie.
Jedzenie - ja właściwie nie przyswajam padliny, więc: przepyszne pieczywo, buły, buły słodkie półfrancuskie z serem - marzenie. Lokalne sery, owoce - rewelacja. W knajpie jedliśmy duuużo salatek (klasyczna mixed salad - coś co u nas nazywa się sałatką grecką) oraz ryby. Wszystko z przepyszna oliwą i świeżymi ziołami. Oliwki, oliwki i oliwki!!! Jak ktoś lubi również zacne owoce morza. Ceny jak u nas w knajpach. Taniutkie wino. Próbować wszystko bez wachania. Jedzenie ogólnie mają wyrąbiste, zresztą ja najbardziej lubię tzw. kuchnię śródziemnomorską, więc nie jestem obiektywny.
Jeszcze jakieś fotki:


I jeszcze milusia jasknia na Peloponezie, nie pamiętam jak się nazywa, a nie chce mi się grzebać po mapach, przewodnikach czy necie. Ale jak ktoś potrzebuje, to znajdę...







