Strony: 1 2 3 [4] 5   Do dołu
Drukuj
Autor Wątek: MILO Hardangervidda skitura 2008. [Norwegia]  (Przeczytany 3618 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #45 : Luty 29, 2008, 17:00:29 »

Allemannsretten - Prawo do obozowania "na dziko"  


Allemannsretten (Prawo wszystkich ludzi) - niepisane prawo, obowiązujące w Norwegii, Szwecji (szw. Allemansrätten) i Finlandii (fiń. Jokamiehenoikeus) mówiące, że każdy człowiek ma prawo do kontaktu z naturą. Wynika ono z przekonania, że człowiek jest integralną częścią przyrody a cywilizacja ma z nią współistnieć, a nie rywalizować.

Zastosowanie praktyczne
Na podstawie tego prawa, każdy człowiek może korzystać z lasów, zarówno państwowych, jak i prywatnych, zbierać w nich grzyby, jagody, kwiaty, chodzić po górach, pływać w rzekach czy po jeziorach.
Dla turystów istnieje możliwość rozbicia namiotu w dowolnym niemal miejscu, włączając w to teren prywatny, pod warunkiem, że ich obecność nikomu nie przeszkadza i nie narusza prywatności właściciela terenu.

Korzystanie z tego prawa wymaga poszanowania natury, jak i innych ludzi. Niedopuszczalne jest śmiecenie, czy niszczenie bardzo cennej dla Skandynawów przyrody.

Źródło: Wikipedia

rumcajs - tak około 100 metrów  se powiedziałem  Duży uśmiech spałem na tej zasadzie pare lat temu w ogromnym parku w sztokchlomie 3 doby Uśmiech i policja życzyła mi tylko spokojnej nocy  Duży uśmiech

 
Zapisane

ina

Online Online


Borówkowa Wieśniareczka


WWW
« Odpowiedz #46 : Luty 29, 2008, 19:45:05 »



Podróz
Samolotem do Norwegii -> najtaniej wizzairem zimą to już wogle grosze (59 zł bilet/osoba/1 lot) gorzej jest z nartami bo jedna para kosztuje 160 zł w jedną strone (ale i na to są sposoby)
Jakie to sposoby jeśli można wiedzieć? bo też mamy narty do przetaszczenia samolotem do Andory i kombinujemy, tylko nie wiem czy dobrze Uśmiech
Zapisane

Mam małe cycki, ale duże jaja.
vit

Offline Offline



« Odpowiedz #47 : Luty 29, 2008, 23:42:23 »

Cytat: góral świętokrzyski
Podróz
Samolotem do Norwegii -> najtaniej wizzairem zimą to już wogle grosze (59 zł bilet/osoba/1 lot) gorzej jest z nartami bo jedna para kosztuje 160 zł w jedną strone (ale i na to są sposoby)
Pociągi
http://www.nsb.no/home/
bilety maskrycznie drogie ale na 3 m-ce przed datą planowanej podrózy przez neta mozn kupić tani bilet za 199NOK (ok 90 zł)  coś jak na tanie linie lotnicze
Autobusy
dużo tańsze niż pociągi ale i tak masakra, kupa zniżek(bilet grupowy od 2 osób , studenckie)  które się sumują
Żarcie
Drogie jak ch.... Chleb 16 zł
Lepiej zabarac wszystko z Polski
z doswiadczen znajomych warto jedno dodac - wszystko jest drogie (nawet jak na niemieckie kieszenie Chichot), ale przerazliwie drogie to tam sa mandaty - jezeli ktos chcialby tam jechac samochodem i przekraczac ichniejsze przepisy drogowe niechrozwazy inna opcje transportu np. taksowka taniej wyjdzie
Zapisane
akacja

Offline Offline


Sklep Grappa Kraków


« Odpowiedz #48 : Marzec 01, 2008, 00:18:07 »

no to ja dorzuce swoje 3 grosze... niskie ceny w tych kolejach to tzw "minipris"
nie w kazdym polaczeniu jest taka opcja i biletow z "minipris" jest ograniczona pula wiec jak sie wysprzeda ta pula to cena jest normalna... aha i taka minipris jest zawsze 199 NOK na jakimkolwiek odcinku trasy (w tym przypadku byl to odcinek na trasie OSLO-BERGEN, ale sa tez inne roznie z dlugie trasy po Norwegii, ktore sa trasami dla turystow bo poprowadzone przez piekne miejsca)

ja w lipcu 2007 rowniez spotkalam niesprzyjajace warunki (i wyjatkowe nawet tam jak na ta pore roku,  mnustwo sniegu i mroz, lub okolice zera)

jesli chodzi o zarcie to sa sposoby na rzeczy porownywalne do europejskich, czasem nawet polskich...
jako ze w Norwegii nie istnieja inne sklepy spozywcze niz sieciowe ( sklepiku osiedlowego czy wiejskiego - czegos takiego po prostu nie ma, jak juz cos to nawet w malej miejscowosci jakis sklep sieciowy sie znajdzie)

i tak w REMA zdarzaja sie chleby za 4NOK czyli niecale 2 zl, w tym momencie juz nie pamietam jak sie nazywa taki chleb, jest to weka rozmiaru chleba, calkiem sensowne i smaczne chleby sa juz po 5 i 10 NOK (czyli niecale 2,50 i 5 zl) bodajze Knaufbrot jesli nie pokrecilam nazwy, one maja w sobie czasem nawet ciemne ziarno i sa naprawde smaczne, dodatkowo w kazdym sklepie mozna sobie chleb pokroic na krajalnicy Uśmiech
 i paluszki rybne, nie pamietam juz jaka firma ale 10 paluszkow wychodzilo po 7 koron, czyli 3,5 co jest taniej niz w Polsce chyba Uśmiech

w SPARze polecam: pod ich tania marka FirstPrice - serki topione, takie pasty rybne w tubkach, krem a'la nuttela (nazwy dokladnie nie pomne), a ponadto ( juz nie FP) marcepan w blokach po pol kilo - pyszny i daje kopa,

lody w duzych opakowaniach 2 lub 3 litrowych - sa pyszne, najlepsze o smaku prazonych migdalow (Krokan)

poza tym sery i owoce i warzywa sa horrendalnie drogie ( wyj. - ser marki FP pakowany po pol kilo, wychodzi jakies ok 20 zl za kg) podobnie drogie sa zazwyczaj miesa i wiekszosc ryb

jedynie czasem na przecenach udawalo mi sie upolowac banany lub pomidory o w miare przyzwoitej cenie

pamietam tez ze w REMIE byly jakies takie zupki instant a la chinskie ktore wychodzily cos po 1zl i troszke, mniej niz 2 zl w kazdym razie ale tego nie jadlam....

i sa tez tanie puszki: fasolka biala w sosie pomidorowym czyli angielskie tzw baked beans, kukurydze i groszki mniej wiecej po tyle co w Polsce, a przy dluzszych pobytach niz1-2 tygodniowe jest to czasem nieuniknione

jak sie dobrze poszuka i wyorientuje to mozna nieraz wyhaczyc cos interesujacego, choc zdaje sobie sprawe ze rzeczy ktore opisalam sa zazwyczaj ciezkie wiec raczej do konsumpcji w nizinach niz do targania  na plecach jakos wysoko, ale z mojego doswiadczenia Norwegia jest rownie piekna z poziomu fjordow (morza) jak i z 1500 m.n.p.m (wyzsze szczyty Hardangerviddy)


rzeczywiscie większość Norwegów zna zarowo angielski jak i niemiecki, rzadko sie zdarzaja tacy co nie znaja nic poza norweskim i sa to juz starsi ludzie... gdyz od jakiegos czasu Norwegia bardzo kladzie nacisk na edukacje jezykowa... niemniej jednak zdarzaja sie i tacy, smiesznie sie wowczas jedzie z takimi na stopa Mrugnięcie

ludzie zyczliwi bardzo, tez musze przyznac, choc lapanie stopa w Norwegii nie nalezy do latwych, jednak nie jest (mimo tego co slyszalam niejdnokrotnie od samych Norwegow) niewykonalne

jesli chodzi o nocowanie w namiocie, spalam :  w gorach 2 noce, na plazy, na terenie obok drewnianego kosciolka typu stav (mimo zakazu)  i na kempingu (DROGO!!!!) oraz w budce na przystanku promu (tu na dziko ale bez namiotu) i w zadnym z tych miejsc spiac na dziko (poza kempingiem)  i nie koniecznie z dala od zabudowan, lub wrecz tam gdzie pisalo ze sie nie wolno rozbijac nie mialam zadnych problemow, oczywiscie zachowujac rozsadek w swoim korzystaniu z Allemannsretten Uśmiech... slyszalam od Norwegow ze w jednym miejscu mozna biwakowac na podstawie tej zasady nie dluzej niz 5 dni
Zapisane

Sklep Grappa Kraków
walter02

Offline Offline



WWW
« Odpowiedz #49 : Marzec 01, 2008, 20:48:22 »

góral świętokrzyski => gratulacje wyjazdu, fajna relacja.
Pytanie techniczne:
1) jakie wiązania i buty były w użyciu
2) jeżeli foki byly raczej w plecaku, to na czym chodziliście => tylko i wyłącznie na smarach (i jakich)?
3) jak wygląda smarowanie w tak ciężkich warunkach
Zapisane

góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #50 : Marzec 01, 2008, 21:37:09 »

1) buty salomon raid i xa8 wiązania BC XA jedne manulne drugie automatyczne
jak łatwo się domyśleć automaty sprawiały non stop problem
w zasadzie to wystrczające buty na takie warunki (wystrczające narciarsko)
pisze w zasadzie bo jednak o wiele lepszy byłby jakiś lekki but tele 2 warstwowy coby mozna było w śpiworze wysuszyć botka
2) hardangervidda jest raczej płaska tam gdzie trzeba było przyfoczoczyć (podejścia) to to robilismy jak niechciało nam się wyciągać fok to zdejmowaliśmy narty
podejścia raczej nieduże tak do 100-150 m w pionie i raczej niezbyt strome
okolice lodowca są jedynie mocniej pofałdowane
3) smarów nie stosowaliśmy -na poślizg nie ma sensu jak ma się na plecach 25 i więcej ,-na trzymanie za duzo roboty  Duży uśmiech
Zapisane

walter02

Offline Offline



WWW
« Odpowiedz #51 : Marzec 01, 2008, 22:05:44 »

Cytuj
w zasadzie to wystrczające buty na takie warunki (wystrczające narciarsko)
z 20 kg worem na plecach na takich szmaciakach... jestem pewien podziwu, przy zjeździe nie dałbym rady.
A jakie narty ? (bo sierota się nie zapytałem od razu) - na fotce widzę jakieś okrawędziowane telemarkowe tua (mam podobne)
Coś mi tu nie gra - do tych nart montowaliście wiązania śladowe??? (ja poszedłbym w jakiś lekkie kablowe telemarki - np Rivy)
Zapisane

góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #52 : Marzec 01, 2008, 22:31:52 »

xa to nie takie szmaciaki jak się moze wydawać mają konkretne panele usztywniające
narty tua monets xa i elan - jakies turowe stare
bez krawędzi nie ma szansy cokolwiek tam zdziałać

no własnie w jakis lekki telemark będe teraz chciał uderzać bo już za miękki te buty jak dla mnie Uśmiech
Zapisane

góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #53 : Marzec 02, 2008, 15:57:04 »

bajka z norwegii

http://pl.youtube.com/watch?v=WOmA8xSxnwo

 Duży uśmiech Duży uśmiech Duży uśmiech
Zapisane

rumcajs

Offline Offline


zakompleksiony rowerowiec w za ciasnych butach


WWW
« Odpowiedz #54 : Marzec 03, 2008, 08:34:46 »

biało, biało - klaustrofobia na otwartej przestrzeni Duży uśmiech
fajne...
Zapisane

góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #55 : Marzec 03, 2008, 12:59:29 »

Relacja z jajem drugiego uczestnika -Wałka


Dzień I
Dzień podróży do Norwegii nie obfitował w atrakcje. Najpierw podróż do Warszawy, potem Borys podwiózł nas na lotnisko i podarował  ulotkę do agencji towarzyskiej, (za co szczerze mu dziękujemy:) . Trosze zabawniej było po wylądowaniu w Sandefjorden. Najpierw wzbudziliśmy nie małe zainteresowanie swoim nietypowym wyglądem (narciarskie buty overboty itp.) potem bardzo zdziwiliśmy panią w informacji kiedy stwierdziliśmy ze do oddalonego o 5km miasta chcemy się dostać pieszo, przecież autobusy są takie tanie:) Marsz do miasta minął szybko i sprawnie, zlokalizowaliśmy dworzec kolejowy i tam sie ulokowaliśmy. Na miejscu zastaliśmy pewnego pana. Wygląd  żula i woń metanolu nie przeszkadzał mu płynnie mówić po angielski. Ciekawe kiedy nasi rodzimi menele będą prosić o 2 złote na jabola w kilku językach:) Potem tylko wsiadaliśmy w pociąg (klasa turystyczna wyglądała jak nasza VIP). Podróż przespaliśmy, o 4 zebraliśmy graty i wysiedliśmy w Finse, naszej bazie. Zagadał do nas jakiś koleś z nartami telemarkowymi, poznał swoich:) Chwile pogadaliśmy dał nam kilka porad jako ze był częstym gościem na Płaskowyżu.  Była 5 nad ranem wiec rozłożyliśmy się w poczekalni dworcowej i tam przespaliśmy jakieś 2 godzinki.
Dzień II
O ile noc była gwiaździsta to poranek przywitał nas mgłą i silnym wiatrem. Mimo wszystko wyruszyliśmy w kierunku lodowca. Wiatr z każdym krokiem był coraz silniejszy, a widoczność coraz mniejsza. Korzystając jedynie ze wskazówek GPSa brnęliśmy mozolnie do przodu walcząc z wiatrem. Momentami poruszanie się na nartach było niemożliwe, wiatr rzucał człowiekiem jak tylko chciał. Bez nart był nie wiele lepiej, człowiek zapadał się w śnieg, niesione w rekach narty działały jak żagiel miotając  nami we wszystkie strony. Było na prawdę ostro ,śnieg zawsze znajdywał drogę do wnętrza naszych kapturów, co jakiś czas musieliśmy zdrapywać z nosów sopelki lodu. Postanowiliśmy wiec kierować się do turystycznego schronu Appelsinhytta, leżącego pod samym lodowcem. Po kilki godzinach marszu poprzez pokryte lodem gogle dojrzeliśmy zarysy małego budynku ( najwyżej 5x3metry).  Ostanie metry były naprawdę cieżkie, schron znajdował się w przesmyku miedzu lodowcem a wzgórzami i wiało tam bardzo mocno. Przed wejściem leżały sanki i trochę sprzęt, nie byliśmy więc jedynymi  szaleńcami walczącymi z burzą śnieżna.  W środku przebywały dwie osoby, Belg Dewid i Dunka Hanah. Szybko znaleźliśmy wspólny język, okazało się że Belg to niezły kozak i zawodowo zajmuje się zabieraniem ludzi na Grenlandie i inne rejony polarne.  Mimo to czekał razem z dziewczyna na poprawę pogody żeby wrócić do Finse. To chyba wystarczy żeby domyślić się ze wiatry na płaskowyżu to nie ciepła morska bryza. Z nowymi kolegami znaleźliśmy wspólny język (angielski:). Zapadł zmierzch, w spokojnym śnie przeszkadzało jedynie wycie wiatru w kominie.
Dzień III
Niestety ranek nie przywitał nas żadną zmianą pogody.  Zdecydowaliśmy pozostać jeszcze jeden dzień w schronie i czekać. Oczywiście siedzenie i nieróbstwo szybko nas znudziło , więc obuci i odziani wyruszyliśmy na zwiad terenowy.  Już nie będę się powtarzał tłumacząc jakie panowały warunki, po prostu Wiało.  Trzymając po prawej stronie pionowa ściane ograniczającą lodowiec  zrobiliśmy przyzwoitą pętelkę, która zajęła nam ponad 2 godzinki. Resztę dnia spędziliśmy w hyttcie gadając z Dawidem i Hanah o swoich róźnych przygodach. Na wzmiankę zasługuje Hanah która umilała wieczór swoim bardzo przyzwoitym śpiewem po duńsku. Świetny klimat!

Dzień IV
Mówiąc po wojskowemu: Koniec opier…lania się!!!  Mimo że warunki pogodowe tego dnia nie zmieniły się (trochę wzrosła widoczność, ale wiało jak zwykle) zdecydowaliśmy się na marsz w kierunki oddalonego o około 18km schroniska Kjeldebu.  Pamiątkowe zdjęcie z współlokatorami, pożegnanie się i w drogę! Od początku było ciężko, ale uparcie parliśmy na przód. Ciężko opisac jak to dokładnie wyglądało to trzeba przeżyc samemu, ale Matka Natura nie patyczkowała się z nami. Gdy sypie śnieg, wiatr przewraca cie na ziemie i wiesz ze nikt cie tu nie uratuje szybko nabierasz respektu.  Do dzisiaj boli mnie kolano po solidnym upadku podczas zjazdu z masywu lodowca. Przygnieciony plecakiem, z nartami przypiętymi do butów i obrócony twarzą do wiatru człowiek czuje tylko bezsilność.  Po kilku godzinach mozolnego posuwania się do przodu, uznaliśmy że nie ma szans na dotarcie do schronu tego dnia. Strzałka GPSa nieubłaganie wskazywała kierunek marszu na południowy pod wiatr. Było to niewykonalne. Szybka decyzja: kiblujemy! Za pomocą łopaty i rąk wykopaliśmy jame, jednak padający mokry śnieg kompletnie nas przemoczył (naprawdę kompletnie łącznie z bielizną)   i zmusił nas do rozbicia namiotu. Okazało się to syzyfową pracą, ale po ciężkiej walce z namiotowym latawcem udało się go postawić. W takich warunkach jeszcze nie spaliśmy w tym namiocie, woda kapała ze ścianek, nawiany śnieg topniał, w środku mieliśmy eleganckie bajoro, a w nim my w całkowicie zamokniętych śpiworach i ubraniach. Część nocy spędziliśmy gapiąc się na targaną wiatrem płachtę i modląc się aby wytrzymała. W tym miejscu należy pochwalić firme Marabut. Te namioty są naprawdę mocne.  Po kilku godzinnej wegetacji obudziła nas całkowita cisza. Towarzysz Bartek nawet wybrał się na obchód wokół namiotu i musiał przepędzać wygłodniałe polar foxy które pewnie tylko czekały aż padniemy trupem.  Wiatr ustał na tyle że przez  dłuższa chwile zastanawialiśmy się czy nie iść nocą do schronu. Jednak perspektywa nagłego załamania się pogody w nocy skutecznie nas odwiodła od tego pomysłu. Więc czekaliśmy do rana.
Dzień V
Rano troche wiało ale nieporównywalnie słabiej niż przez ostatnie 3 dni. Szybkie śniadanie, ubranie się (polegało to na wstępnym połamaniu zamarzniętej na kość kurtki i spodni, aby przybrały forme która dała się założyć na ciało) i w drogę. Nareszcie poruszało się na nartach jak człowiek, wiec kilometry robiliśmy  dosyć szybko, zwłaszcza jeśli szliśmy po płaskich zamarzniętych jeziorach. Koło południa po raz pierwszy od kilku dni zza chmur wyszło słońce. Nareszcie widzieliśmy cos wiecej niż tylko koniec własnych nart. Trzeba przyznać ze znacznie zwiększyło to morale i tempo marszu. Otaczający nas krajobraz przypominał nieco Tatry Zachodnie, jeśli tylko dodać do nich masę jezior o nieregularnych kształtach.  Jednak  długo się nim nie cieszyliśmy ponieważ trasa prowadziło przez ukrytą w chmurach przełęcz górska.  Z podejściem szybko się uwinęliśmy, lecz nieco za strome stoki po przeciwnej stronie zmusiły nas do zdjęcia nart i drałowania w mokrym śniegu w dół. Godzina lub trochę więcej i poprzez mgłę dało się zauważyć kilka budynków. Wreszcie dotarliśmy do schronu Kjeldebu. Panujące tam warunki mile nas zaskoczyły. Bardzo przyzwoity domek, pełna spiżarnia, piec, drewno do szcześcia nie potrzeba nic więcej. Na dodatek wszystko z pootwieranymi drzwiami.  Jako że nie byliśmy członkami NGT  Duży uśmiech - Norweskiej Grupy Turystycznej  postanowiliśmy nie ruszać niczego ciesząc się jedynie 4 ścianami. Rozlokowaliśmy się przy piecu i zaczęliśmy suszyć łachy kiedy usłyszeliśmy ze koło chaty ktos się kreci. Potem do środka domku jakiś człowiek wpakował swoja zarośniętą gębę.  Okazało się że to grupka 3 Francuzów którzy wybrali się na Płaskowyż aby pośmigac na „kajcie” (rodzaj latawca który porusza człowieka i jego narty). Początkowo towarzystwo było nam trochę nie w smak, ale okazali się ludźmi bardzo porządku. Na to opinie zapewne wpłynął fakt, że najstarszy z nich po chwili rozmowy wyciągnął 1,5l butelkę francuskiego samogonu. Zapoznali nas ze swoim krajowym przysłowiem: „jesteś pijany jak Polak” wiec lali nam 2x tyle co sobie. Biedne Francuziki nie nie wiedzą że z Polakiem szans nie mieli, w końcu każdy z nas ma trochę Zagłoby w sobie i picie ma we krwi tak wiec chwila roboty i dwóch z nich miało chyba dosyć:) Oczywiście butelka została opóźniona całkowicie. Taką oto aktywnością turystyczną charakteryzuje sie GT Korbol:) Ogólnie kolejny international wieczorek który miło wspominamy. Z ciekawszych rzeczy to jeszcze nasz szanowny kolega Bartek naraził na szwank nasze dobre stosunki międzynarodowe z narodem francuskim gdy w alkoholowym amoku bardzo agresywnie zaatakował słownie bogu ducha winnego kolegę z Francji ( o szczegóły proszę pytać winowajce) [NIE USUWAJ TEGO PRAWDA O TWOJEJ CHOROBIE ALKOHOLOWEJ MUSI WYJSĆ NA ŚWIATŁO DZIENNE]. Duży uśmiech Duży uśmiech Duży uśmiech
Dzień VI
Pobudka, pożegnanie z kolegami z Francji i komu w drogę temu szkło w nogę.  Pogoda bezwietrzna, ale za to gesta mgła, ciężko było odróżnić warstwę śniegu od widnokręgu. Koło południa elegancko się przejaśniło i do końca dnia mięliśmy clear sky. Naprawdę krajobraz zapiera dech swoja dzikością i brakiem ingerencji człowieka. Niestety te piękne chwile kontemplacji przerwał nam bliżej nie znany ryk. Na horyzoncie ukazał się skuter śnieżny który szybko zbliżał się w naszym kierunku. Był to policjant który spytał czy nie jesteśmy z Czech ponieważ gdzieś został znaleziony pusty samochód na czeskich blachach (podejrzewamy że mógł to być Jozin z Bazin).Chwilkę z nami pogadał ostrzegł że w nocy ma się na nowo zacząc burza śnieżna.  I pajechał w sina dal. Dalej czekał nas najdłuższy zjazd w kierunku zabudowań Kraekkja i przejście przez jezioro. Mieliśmy w planach rozwalic się gdzieś w namiocie ale po ostrzeniu policmajstra o zbliżającej się burzy postanowiliśmy poszukać jakiejś szopy. W okolicy jeziora znaleźliśmy kompletnie zasypaną chatkę rybacka. Po odkopaniu drzwi zauważyliśmy wiszącą kłódkę. Trudno łapiemy sie za namiot i już chcemy go rozbijać kiedy spojrzałem się pod daszek i znalazłem wiszące na gwoździ klucze. Norwegia super gościnny kraj! W nocy przeszkadzały nam tylko dźwięki jakiś zwierzaków którym chyba było zimno i chciały wejść do środka.
Dzień VII
Po porannej rutynie szybko  zaczęliśmy się kierować w stronę miasteczka Ustaoset. Trzeba jeszcze tylko przeciac pasmo wzgórz (około 155km w lini prostej). Mimo że pogoda całkowicie się popsuła dzień zaliczyliśmy do bardzo ciekawych. Jeśli wyobrażaliśmy  sobie krajobraz arktyczny to tak on właśnie wygląda: pustynia, zjawisko pływającego śniegu, silny wiatr, zachmurzenie po prostu super sprawa!  Pare godzin drałowania i dotarliśmy do bardzo stromego zejścia, które częściowo pokonaliśmy na nartach, a resztę z buta. Szerokie jezioro pokonaliśmy korzystając z siły wiatru, rozkładaliśmy szeroko ręce i wiatr gnał na po lodowej pokrywie.   

Wałek
www.korbol.prv.pl
Zapisane

góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #56 : Marzec 06, 2008, 10:10:19 »

Zainteresowanych naszą wycieczką zapraszamy do wysuchania juz w najblizszy wtorek 11.03 audycji w radiu Żak o naszych przygodach w kraju Wikingów. Radyjo nadaje tez w internecie więc mozna słuchać go na całym świecie Uśmiech
Informacja o terminie audycji i FONIA radia wisi na naszej stronie www.korbol.prv.pl

Zapraszam
Zapisane

góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #57 : Marzec 10, 2008, 13:02:36 »

http://ww6.tvp.pl/6745,20080310673778.strona

od 11 minuty 25 sekundy można się pośmiać
Zapisane

góral świętokrzyski

Offline Offline


www.korbol.prv.pl


WWW
« Odpowiedz #58 : Listopad 14, 2008, 08:20:48 »

Kukwa Duży uśmiech
Zima się zbliża ja nie mam ani czasu (3-4 tygodnie)  ani kasy coby jechać na szpicbergen
Nie chciałby ktoś może z szacownego towarzystwa pojechać na Hardengervidde Duży uśmiech albo w jakies inne zimne rejony?? Może do laponii?? Czas wyjazdu 7-10 dni.
Trewers płaskowyżu na nartach ew w rakietach mi się śni Chichot
Zapisane

Gargamel

Offline Offline


Prawda to Metal


« Odpowiedz #59 : Listopad 14, 2008, 08:22:35 »

nie , ale bedzie wyjazd do Jotunheim w lato Duży uśmiech
Zapisane

"Dom za nami , a przed nami świat.
 Gdzie jest wiele ścieżek do przebycia..."

Na kondyche i wydolnośc najlepsza jest wóda i faje....  Duży uśmiech

Strony: 1 2 3 [4] 5   Do góry
Drukuj
Skocz do: