no to ja dorzuce swoje 3 grosze... niskie ceny w tych kolejach to tzw "minipris"
nie w kazdym polaczeniu jest taka opcja i biletow z "minipris" jest ograniczona pula wiec jak sie wysprzeda ta pula to cena jest normalna... aha i taka minipris jest zawsze 199 NOK na jakimkolwiek odcinku trasy (w tym przypadku byl to odcinek na trasie OSLO-BERGEN, ale sa tez inne roznie z dlugie trasy po Norwegii, ktore sa trasami dla turystow bo poprowadzone przez piekne miejsca)
ja w lipcu 2007 rowniez spotkalam niesprzyjajace warunki (i wyjatkowe nawet tam jak na ta pore roku, mnustwo sniegu i mroz, lub okolice zera)
jesli chodzi o zarcie to sa sposoby na rzeczy porownywalne do europejskich, czasem nawet polskich...
jako ze w Norwegii nie istnieja inne sklepy spozywcze niz sieciowe ( sklepiku osiedlowego czy wiejskiego - czegos takiego po prostu nie ma, jak juz cos to nawet w malej miejscowosci jakis sklep sieciowy sie znajdzie)
i tak w REMA zdarzaja sie chleby za 4NOK czyli niecale 2 zl, w tym momencie juz nie pamietam jak sie nazywa taki chleb, jest to weka rozmiaru chleba, calkiem sensowne i smaczne chleby sa juz po 5 i 10 NOK (czyli niecale 2,50 i 5 zl) bodajze Knaufbrot jesli nie pokrecilam nazwy, one maja w sobie czasem nawet ciemne ziarno i sa naprawde smaczne, dodatkowo w kazdym sklepie mozna sobie chleb pokroic na krajalnicy

i paluszki rybne, nie pamietam juz jaka firma ale 10 paluszkow wychodzilo po 7 koron, czyli 3,5 co jest taniej niz w Polsce chyba

w SPARze polecam: pod ich tania marka FirstPrice - serki topione, takie pasty rybne w tubkach, krem a'la nuttela (nazwy dokladnie nie pomne), a ponadto ( juz nie FP) marcepan w blokach po pol kilo - pyszny i daje kopa,
lody w duzych opakowaniach 2 lub 3 litrowych - sa pyszne, najlepsze o smaku prazonych migdalow (Krokan)
poza tym sery i owoce i warzywa sa horrendalnie drogie ( wyj. - ser marki FP pakowany po pol kilo, wychodzi jakies ok 20 zl za kg) podobnie drogie sa zazwyczaj miesa i wiekszosc ryb
jedynie czasem na przecenach udawalo mi sie upolowac banany lub pomidory o w miare przyzwoitej cenie
pamietam tez ze w REMIE byly jakies takie zupki instant a la chinskie ktore wychodzily cos po 1zl i troszke, mniej niz 2 zl w kazdym razie ale tego nie jadlam....
i sa tez tanie puszki: fasolka biala w sosie pomidorowym czyli angielskie tzw baked beans, kukurydze i groszki mniej wiecej po tyle co w Polsce, a przy dluzszych pobytach niz1-2 tygodniowe jest to czasem nieuniknione
jak sie dobrze poszuka i wyorientuje to mozna nieraz wyhaczyc cos interesujacego, choc zdaje sobie sprawe ze rzeczy ktore opisalam sa zazwyczaj ciezkie wiec raczej do konsumpcji w nizinach niz do targania na plecach jakos wysoko, ale z mojego doswiadczenia Norwegia jest rownie piekna z poziomu fjordow (morza) jak i z 1500 m.n.p.m (wyzsze szczyty Hardangerviddy)
rzeczywiscie większość Norwegów zna zarowo angielski jak i niemiecki, rzadko sie zdarzaja tacy co nie znaja nic poza norweskim i sa to juz starsi ludzie... gdyz od jakiegos czasu Norwegia bardzo kladzie nacisk na edukacje jezykowa... niemniej jednak zdarzaja sie i tacy, smiesznie sie wowczas jedzie z takimi na stopa

ludzie zyczliwi bardzo, tez musze przyznac, choc lapanie stopa w Norwegii nie nalezy do latwych, jednak nie jest (mimo tego co slyszalam niejdnokrotnie od samych Norwegow) niewykonalne
jesli chodzi o nocowanie w namiocie, spalam : w gorach 2 noce, na plazy, na terenie obok drewnianego kosciolka typu stav (mimo zakazu) i na kempingu (DROGO!!!!) oraz w budce na przystanku promu (tu na dziko ale bez namiotu) i w zadnym z tych miejsc spiac na dziko (poza kempingiem) i nie koniecznie z dala od zabudowan, lub wrecz tam gdzie pisalo ze sie nie wolno rozbijac nie mialam zadnych problemow, oczywiscie zachowujac rozsadek w swoim korzystaniu z Allemannsretten

... slyszalam od Norwegow ze w jednym miejscu mozna biwakowac na podstawie tej zasady nie dluzej niz 5 dni